Numer 4(406)    Kwiecień 2019Numer 4(406)    Kwiecień 2019
fot.
Rozmówcy na Wielki Post
o. Andrej Tkaczew
w. Bazyli Wielki uczył się u Libaniosa – legendarnego retora
swoich czasów. Libanios nie przyjął chrześcijaństwa, chociaż cenił sobie cnoty, charakteryzujące wielu współczesnych mu chrześcijan. Św. Bazyli lubił tego człowieka, był wdzięczny za otrzymaną od niego wiedzę, pozostawał z nim w ciepłej i wdzięcznej relacji. Korespondowali ze sobą. Ta korespondencja częściowo się zachowała. W jednym z takich listów św. Bazyli pisze, że jego rozmówcami są teraz ludzie niepiśmienni, rybacy i pastuszkowie. Są wśród nich także królowie, ale mimo wszystko to nie ci filozofowie z wycyzelowanym stylem i zawiłymi myślami, których czytał podczas nauki. Rybacy i pastuszkowie, o których mówił święty – to prorocy i apostołowie. Pastuchem był Mojżesz. Tym samym zajmował się Dawid, nim został królem. Dla ludzi, którzy otrzymali solidne greckie wykształcenie, ich mowy brzmiały prosto, zbyt prosto.
Dumni ze swego wykształcenia poganie, pragnąc obrazić chrześcijan, stale zwracali uwagę na tę różnicę. My jesteśmy, mówił np. Celsus, uczniami poetów i mędrców, a wy rybaków. Wasza wiara to wiara nieuków. Julian Apostata (Odstępca) przez krótki okres swojej władzy nakazał odsunąć chrześcijan od wykładania nauk antycznych. Zostawcie, mówił, nam naszą chwałę i mądrość, a sami słuchajcie pism swoich pastuchów! Czyż to nie zadziwiające, że tacy powszechnie uznani miłośnicy i znawcy antycznych umysłowych skarbów, jak św. Bazyli, zamienili z radością Platona na Pawła, Arystotelesa na Mojżesza, tragików i historyków – na Dawida i Izajasza.
Są to także rozmówcy ludzi cerkiewnych, szczególnie – w okresie postu.
Nietrudno zauważyć nawet niewtajemniczonym, że służby w poście w zwykłe dni są inne niż poza postem. Dłuższe, prostsze, bardziej minorowe. I cały czas coś czytają, czytają. I biją pokłony. Żeby uczestniczyć w takich nabożeństwach trzeba przynajmniej dwóch rzeczy. Po pierwsze – pokajanija. Uczestnictwo w postnej służbie powinno być przyjmowane jako pokajannyj trud, monotonny i męczący, podobny do prac ziemnych. A po wtóre trzeba wiedzieć, co jest czytane. Szemranie strumieni Psałterza nie powinno być niewyraźnym tłem – lecz uświadomionymi dźwiękami świętej mowy.
Słowo Boże, nim zejdzie do serca, powinno przykleić się do zębów. Psałterza trzeba się uczyć, czytać w domu, odsłuchiwać z pomocą słuchawek, itp. Wtedy, nawet jeśli czytający bębni albo trajkocze, albo żuje słowa, albo je połyka, albo coś innego z nimi wyprawia, albo w cerkwi jest zła akustyka (możliwości jest wiele), modlący się człowiek, zapoznany z tekstem, powtarza w duchu (lub półgłosem) znajome słowa. Myśl nie ulata. Służba dokonuje się. Mądra służba. W przeciwnym razie nabożeństwa postne są dla zwykłego człowieka nie do wytrzymania. Przyszedłeś po radość i nic nie rozumiesz – przyjdzie się świeczkę postawić i po pięciu minutach wyjść. Przyszedłeś z pokajaniem, przyszedłeś się potrudzić i wiesz, co czytają – wtedy i potrudzisz się i pomodlisz.
Dawid jest naszym stałym rozmówcą. Od niego i jego słów przez cały rok nie odchodzimy, ani w czas postu, ani w święto. Nie to co inni. Mojżesz, Izajasz, Hiob, Salomon większości znani są jedynie z imienia, a nie z tekstów. A jeszcze jest Ozeasz, Jonasz, Eklezjasta… Och. Zaleczmy tę ranę.
Niech i naszymi rozmówcami zostaną ci wielcy. To, że są ludźmi Starego Testamentu, wcale nie znaczy, że ich czas minął. Czyż opowiadanie Mojżesza o stworzeniu nieba i ziemi straciło na aktualności? Stworzenie człowieka, upadek człowieka, pierwsze Boże obietnice – wszystko to jest tak żywe i ważne zawsze, aż do końca świata, że właśnie lekceważenie tej starej wiedzy doprowadza ludzi do wielu niepowetowanych błędów. I tak, bierzemy w poście Księgę Rodzaju. Bierzemy Mojżesza za rozmówcę. Z nim sam Pan Bóg wiele razy twarzą w twarz, jak z przyjacielem, rozmawiał. Czy można odwrócić się od takiego rozmówcy?
Co do proroków, czyta się ich jak świeżą gazetę. Spróbujcie sami i się przekonacie. Najważniejszą sprawą proroka wcale nie są przepowiednie.  Prorok w najmniejszym stopniu jest przepowiadaczem przyszłości. Jego zadanie to głośne i śmiałe głoszenie zapomnianej albo podeptanej prawdy – po pierwsze. Odrzucić, obalić idole, które w świadomości ludzi zajęły miejsce prawdy, to po drugie. Zerwać maski z rzeczywistości i obnażyć ukryty sens tego co się dzieje, tzn. uwolnić ukryte sprężyny od powłoki codzienności – trzy. Czy przy tym jest przepowiadana przyszłość, to całkowicie nieważne. Jeśli jest przepowiadana, to jako „jedno z”, a nie jako jedyne główne służenie.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

o. Andrej Tkaczew
tłum. Ałła Matreńczyk


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token