Numer 4(406)    Kwiecień 2019Numer 4(406)    Kwiecień 2019
fot.
Nie ma pokoju...
Eugeniusz Czykwin
Przeżywająca głęboki ekonomiczny i społeczno-polityczny kryzys Ukraina, na wschodzie której już piąty rok trwa wojna, nade wszystko potrzebuje wewnętrznego pokoju, potrzebuje zjednoczenia społeczeństwa wokół najważniejszych dla państwa kwestii. Za budowanie zgodnego współżycia obywateli w pierwszej kolejności odpowiedzialne są elity polityczne, również religijni przywódcy, cieszący się autorytetem przedstawiciele świata nauki, kultury, także publicyści, dziennikarze.
W demokratycznych państwach warunkiem zachowania ładu społecznego jest przestrzeganie prawa, w tym także w sferze wolności religijnej. Obowiązującą normą, i takie zapisy znalazły się w konstytucji Ukrainy, jest rozdział państwa od Kościoła i innych legalnie działających związków wyznaniowych oraz zakaz ingerencji w ich wewnętrzne sprawy.
Niestety, na Ukrainie, i to od pierwszych lat jej suwerenności, zasady te są naruszane. Tylko przez krótki okres mogło się wydawać, że wywodzące się z radzieckiej komunistycznej nomenklatury władze niepodległej Ukrainy – pierwszy prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk kierował wydziałem propagandy biura politycznego KC partii Ukrainy – jeżeli nie będą wspomagać odradzania prawosławnej Cerkwi, to nie będą jej zwalczać, nie będą ingerować w jej wewnętrzne sprawy, że zostawią ją w spokoju. Tak się nie stało.
W innych krajach byłego obozu socjalistycznego Kościołom zwrócono nie tylko świątynie, ale także inne nieruchomości, przejęte przez państwo. Na Ukrainie Cerkwi nie zwrócono zagrabionych przez władzę radziecką świątyń – pozostają własnością państwa, co umożliwia wspomaganym przez nacjonalistyczne bojówki, a ostatnio także przez władze państwowe, raskolnikom, często przy użyciu siły, przejmowanie świątyń kanonicznej Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi (UPC).
Nadanie przez patriarchę konstantynopolitańskiego Bartłomieja tomosu o autokefalii dwóm połączonym na tzw. zjednoczeniowym soborze (odbył się 15 grudnia 2018 roku w Kijowie), nieuznawanym przez światowe prawosławie rozłamowym strukturom – Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi Kijowskiego Patriarchatu (UPC KP) i Ukraińskiej Autokefalicznej Prawosławnej Cerkwi (UAPC) – uruchomiło nową spiralę międzyprawosławnych konfliktów, wzajemnych oskarżeń, pobić broniących swoich cerkwi duchownych i wiernych UPC.
Każdego dnia na internetowych stronach diecezji kanonicznej Cerkwi zamieszczane są relacje, przypominające doniesienia korespondentów wojennych: „W Bereżnicy (czernihowski obwód) trwa szturm świątyni UPC”; „Aktywiści Prawego Sektora przerwali Liturgię w Spaso-Preobrażeńskiej cerkwi w Gniezdyczno (tarnopolski obwód). Policja po stronie radykałów” – na dołączonym wideo zarejestrowano, jak „duchowny” nowej Cerkwi Iwan Łesik popycha i bije modlące się kobiety, a młodzieńcy z banderowskimi opaskami, część z zakrytymi twarzami, śpiewając hymn Ukrainy, blokuje wejście do Cerkwi; „W wiosce Kowpyta aktywiści i „duchowny” UPC KP w czasie nabożeństwa próbują wedrzeć się do cerkwi. Wierni bronią swojej świątyni”; „Batiuszku dusili: wierni UPC relacjonują próbę przejęcia cerkwi we wsi Bereżonka (czernihowski obwód)”; „Mieszkańcy wioski Kropywnoje (czernihowski obwód) przepędzili agitatorów UPC KP”; „Bóg okazał nam cud”. W Neginie (kamienieckopodolski obwód) setki wiernych, wspólnie obroniło świątynię”.
Brat powstał na brata.
Zacytowane tytuły to tylko część doniesień, jakie ukazały się w ciągu trzech (2-4 marca br.) dni na stronach Stowarzyszenia Prawosławnych Dziennikarzy Ukrainy (www.spzh.news).
Nadzwyczaj aktywny w tworzeniu nowej Cerkwi prezydent Petro Poroszenko, który według zwierzchnika PCU, „metropolity” Epifanija, „był głównym w rozmowach i dzięki dyplomatycznym zdolnościom przekonał patriarchę Bartłomieja”, wielokrotnie deklarował, że ani on, ani władze nie dopuszczą do jakiejkolwiek przemocy i ograniczeń praw wierzących Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi. Naszym celem – zapewniał – jest jedność ukraińskiego prawosławia i osiągniemy to drogą pokojową. Wtórował mu patriarcha Bartłomiej,, który „wyrażał przekonanie”, że proces jednoczenia prawosławnych Ukrainy przebiegać będzie w pokoju i „braterskiej miłości”.
W rzeczywistości mamy kłótnie, konflikty, przemoc fizyczną, a jak uczy historia – unia brzeska jest dobrym przykładem – zadane Cerkwi rany szybko się nie zabliźniają.
Głównym zarzutem władz, z Petro Poroszenką na czele, wobec kanonicznej Cerkwi jest jej „niedostateczny poziom ukraińskości” i pozostawanie w kanonicznej łączności z ruską Cerkwią, a przez nią ze wszystkimi autokefalicznymi Cerkwiami w świecie.
Cerkwi, do której należy około 70 proc. wierzących prawosławnych Ukraińców – UPC tworzy ponad 12 tysięcy parafii i 252 monastery z ponad czterema tysiącami mnichów i mniszek – zarzuca się niedostateczny patriotyzm, wysługiwanie się Moskwie, nawet to, że w nabożeństwach używany jest język cerkiewnosłowiański, a nie – jak chcieliby „prawdziwi” patrioci – ukraiński.
Zwolennicy nowej Cerkwi, od prezydenta Poroszenki i „patriarchy” Filareta poczynając, kończąc na uczestniczących w okołocerkiewnych burdach aktywistach nacjonalistycznych organizacji, którzy – jak było w Tarnopolu – nie znają nawet modlitwy „Ojcze nasz”, na wszelkie możliwe sposoby zapewniają, że ich celem jest zjednoczenie ukraińskiego prawosławia. Ta jedność ma być osiągnięta poprzez „przejście” parafii, monasterów, diecezji UPC pod jurysdykcję „nowej” Cerkwi, której zwierzchnik, „metropolita” Epifanij, jest świeckim człowiekiem – o tym mówił nasz metropolita Sawa i wielu innych hierarchów, o tym napisał w liście do patriarchy Bartłomieja sobór albańskiej Cerkwi (str. 14).
Tragiczny, dokonany przez „patriarchę” Filareta i jego zwolenników, rozłam ukraińskiej Cerkwi jest faktem. Nowo utworzona struktura PCU ma ponad siedem tysięcy parafii, ma – choć niewiele – monastery, popierają ją władze, ukraińska diaspora w USA i Kanadzie, radość z jej powstania wyrazili przedstawiciele administracji (m.in. sekretarz stanu USA Mike Pompeo) Donalda Trumpa. Mają miejsce – choć nieliczne – pokojowe przejścia parafii UPC do nowej Cerkwi. W istniejącej rzeczywistości najwłaściwszym postępowaniem zwolenników PCU byłoby rozwijanie własnych struktur według zasady „przyjdź i zobacz”. Jeśli w nowej cerkiewnej strukturze duchowni głosić będą ewangeliczną prawdę, to nie będzie potrzebna przemoc i zjednoczenie Cerkwi będzie tylko kwestią czasu. Prawosławie nie wnosi do otaczającej nas rzeczywistości ani nienawiści, ani zła i także dlatego ukraińska Cerkiew przetrwała straszny XX wiek i dziś, mimo prześladowań, ufają jej miliony Ukraińców, którzy do Cerkwi nie idą, by usłyszeć tam, że Ukraina ponad wse.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Eugeniusz Czykwin

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token