Numer 4(406)    Kwiecień 2019Numer 4(406)    Kwiecień 2019
fot.
Serbia pod bombami
Eugeniusz Czykwin
Dwadzieścia lat temu, 24 marca 1999 roku, siły Sojuszu Północnoatlantyckiego (NATO) rozpoczęły bombardowania Serbii. Operacja miała na celu „doprowadzenie do zakończenia działań zbrojnych” –  w Kosowie serbska policja i wojsko walczyły z kilkutysięczną dobrze uzbrojona i zaopatrywaną z zewnątrz, dążącą do oderwania tej prowincji od Serbii, Armią Wyzwolenia Kosowa (UCK). Drugim celem było zapewnienie „bezwarunkowego i bezpiecznego powrotu wszystkich uchodźców i wygnańców” oraz zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim mieszkańcom tej części Serbii.
Bombardowania trwały 78 dni. Uczestniczyło w nich ponad czterysta samolotów, najwięcej amerykańskich (250), brytyjskich (55), włoskich (49) i francuskich (46). Inne państwa – Niemcy, Belgia, Kanada, Holandia, Norwegia, Hiszpania, Portugalia i Turcja – wysłały od kilku do kilkunastu maszyn bojowych. Samoloty startowały z lotnisk we Włoszech, Niemczech, Wielkiej Brytanii i z amerykańskich lotniskowców. Bułgaria i Węgry otworzyły swoje przestrzenie powietrzne – nie uczyniła tego, będąca od 1952 roku członkiem NATO, Grecja – co umożliwiło przeprowadzanie nalotów także ze wschodu.
W sytuacji, gdy Rosja odmówiła, o co błagali Serbowie, pomocy w postaci nowoczesnych systemów przeciwlotniczych – mieszkańcy Belgradu w czasie manifestacji nieśli transparenty z napisami Ruskie radi Chrysta, dajte nam SS 300 – straty Sojuszu były znikome (zestrzelono dwa samoloty).
Oprócz celów wojskowych bombardowano obiekty przemysłowe, energetyczne, mosty, drogi i trakcje kolejowe, lotniska, budynki stacji radiowo-telewizyjnych. Politycy i dowódcy NATO byli przekonani, że Serbowie skapitulują po kilku dniach. Tak się nie stało. Zwiększono więc intensywność nalotów do sześciuset dziennie, jednocześnie zwiększyła się liczba „omyłkowych” ataków na cele cywilne, w tym na transporty uciekinierów, szkoły i szpitale. W Belgradzie, w wyniku „omyłkowych” uderzeń, zniszczono ambasadę Chin i uszkodzono rezydencję ambasadorów Szwajcarii i Norwegii.
Po stronie serbskiej zginęło około tysiąca żołnierzy i policjantów. Straty wśród ludności cywilnej to około dwóch tysięcy zabitych, w tym blisko dziewięćdziesięcioro dzieci, i około sześciu tysięcy rannych.
„Wydaje się, jakby w kraju, który ma tak tragiczną przeszłość jak nasz, nikt nie pamiętał już, że gdzie spadają bomby, tam giną ludzie... Starcy, kobiety, dzieci. I nikogo to nie przeraża? Nikt nie podrywa się do protestu? Nikogo nie obchodzą serbskie ofiary?” – pisał Ludwik Stomma w „Polityce” w 1999 roku.
Bombardowania, w których zrzucono łącznie więcej materiałów wybuchowych niż zrobiły to hiltlerowskie Niemcy w czasie drugiej wojny światowej, zrujnowały Serbię. Zniszczono wiele fabryk, infrastrukturę, dokonano ogromnego skażenia środowiska naturalnego – używano bomb z zubożonym uranem (zrzucono łącznie 9,5 tysięcy ton takich bomb), a płonące rafinerie i składy chemikalii zatruły duże obszaruy pól uprawnych.
Przed agresją poniżej progu ubóstwa żyło 4 procent Serbów, rok później 44 procent.
„Humanitarną misję” – tak zachodnie, także polskie, media nazwały agresję przeciwko sewerennemu państwu – zakończono 9 czerwca podpisaniem porozumienia, przewidującego wycofanie z Kosowa i Metochii wszystkich sił serbskich. W ich miejsce wprowadzono międzynarodowe siły pokojowe KFOR (Kosovo Force).

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Eugeniusz Czykwin

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token