Numer 4(406)    Kwiecień 2019Numer 4(406)    Kwiecień 2019
fot.
Powrót w albumie
Anna Radziukiewicz
Właśnie w Akademii Supraskiej odbyło się 21 października ubiegłego roku sympozjum, prezentujące sztukę i myśl mistrza z Krakowa, kiedy mówili o nim najlepsi jego znawcy, jednocześnie miłośnicy dzieł – profesorowie Aleksander Naumow, Jerzy Uścinowicz, Leon Tarasewicz, dr Krystyna Czerni, o. dr. Henryk Paprocki. Tamto sympozjum zamknięto wydaniem starannie zaprojektowanego katalogu. Mieści on teksty, wygłoszone na sympozjum oraz przedstawia prace Jerzego Nowosielskiego – szkice i projekty, często dzieł nie zrealizowanych – które doczekały się odrębnej wystawy, otwartej 20 lutego w Galerii im. Wiktora Wołkowa Akademii Supraskiej.
Wieczór zgromadził mnóstwo ludzi. Krystyna Czerni mówiła o bólu Nowosielskiego. Że czuł się powołany do pisania ikon, jednocześnie nie mógł do końca się zrealizować. I choć nie był człowiekiem pysznym i niezdolnym do kompromisów, to pewnych granic sztuki, które zakłamywałyby jego wizję, nie mógł przekroczyć. Rozpaczliwie nieraz rozchodziły się oczekiwania budowniczych cerkwi i Nowosielskiego, co dziś widać zwłaszcza w korespondencji, prowadzonej między mistrzem a proboszczami (kilka lat temu krakowski Znak wydał listy Nowosielskiego, oprócz tego kilka tomów rozmów z nim, eseje). W książce czytamy (s. 29): „W społecznościach przywykłych do tradycyjnej, prowincjonalnej ikonografii niecodzienna estetyka artysty  budziła wątpliwości i sprzeciw. Stąd niejeden z pomysłów malarza zachował się tylko na papierze. Po dwóch cerkiewnych projektach nie pozostał nawet  żaden ślad artystycznego zamysłu – jedynie informacja  o niezrealizowanych planach”.
Przy mówieniu o rozejściu się owych dróg przywoływano przykład hajnowskiego soboru Świętej Trójcy. Do niego Nowosielski zaprojektował polichromię, a nie tylko wyrysował zewnętrzny kształt świątyni. Do jej realizacji nie doszło. Dla proboszcza soboru, ale i wiernych, była to tak śmiała wizja, tak odbiegająca od tego, co dotychczas widziano w cerkwiach, że nie do przyjęcia.

O artyście przyszłych czasów
Dodam, że trzeba zrozumieć czasy. Szkołę ikonograficzną w Bielsku Podlaskim założył o. Leoncjusz Tofiluk, miłośnik ikony Nowosielskiego, w roku 1991. Wrócił do kanonicznej ikony, zawrócił świadomość wiernych. Ale to był proces trwający dziesięciolecia. Nowosielski wszedł na grunt, na którym w cerkwiach i domach niepodzielnie panowała ikona, od czasów unii brzeskiej przejmująca wpływy sposobu przedstawiania Chrystusa, świętych i scen biblijnych obecnego w Kościele rzymskokatolickim, czyli realistycznego. I oto przychodzi artysta, jeszcze nie otoczony nimbem sławy i uznania, który proponuje w ikonie syntezę sztuki wczesnochrześcijańskiej i współczesnych prądów malarskich, czyli między innym skrót, symbol, geometrię, odrzuca zdobnictwo. Odrzuca wszystko, do czego lud się przyzwyczaił, całą jego estetykę! Pamiętajmy, że ta estetyka to także firanki i sztuczne kwiaty, zdobiące ikony i całe ikonostasy.
Z punktu widzenia dzisiejszej świadomości łatwo znawcom sztuki czy artystom krytykować wybory tamtych proboszczów, prawosławnych czy rzymskokatolickich. Łatwo powiedzieć, że to chłopska, niewyrobiona artystycznie, społeczność Orzeszkowa nie wpuściła ikonostasu Nowosielskiego, zamówionego do niej przez światłego o. Leoncjusza Tofiluka, do swojej cerkwi. Dużo trudniej jest ową świadomość wykształcić.
Nowosielski proponował prostotę i dyscyplinę, wręcz ascetyczną urodę i surowość. I to okazało się najtrudniejsze do przyjęcia. Czerni pisze (s. 323) „Polska religijność – pozbawiona na ogół intelektualnego zaplecza, za to przyzwyczajona do teatralnej, barokowej estetyki przepychu i złoceń – z trudem poddaje się milczeniu. Nawet nowożytna ikona „zaraziła się” wirusem naturalizmu i nabrała cech przyziemnych: rumieńców, okrągłości i światłocienia. Nowosielski (…) na powrót ikonę odrealnił, tchnął w nią nowego ducha. Dla Cerkwi prawosławnej w Polsce ta zmiana okazała się  zbyt zuchwała, nie do przyjęcia (…) co dla malarza było źródłem wielkiego cierpienia. Niestety, realizacje  artysty w kościołach katolickich także były odrzucane przez wiernych”.
A oto jedna z wypowiedzi Nowosielskiego z 1991 roku, zacytowana w albumie (s. 73): „Realizacje kościelne robiłem, co prawda w ograniczonym zakresie. Kościół i Cerkiew właściwie zmarnowały moje możliwości. Przecież ja zrealizowałem zaledwie 10 procent z tego, co mógłbym zrealizować. Dlatego że nasze środowiska kościelne – katolickie czy prawosławne – mają jeszcze bardzo ograniczoną świadomość i nie mają zaufania do sztuki (…). Tu czuję po prostu krzywdę! Szczególnie ze strony Kościoła prawosławnego. Bo najbardziej mi zależało, żeby zaistnieć  jako artysta w Kościele prawosławnym, a to środowisko mnie systematycznie odrzucało!”.
Krystyna Czerni, która zrobiła kwerendę prac Nowosielskiego w całej Polsce, zapytana, jak wypada Podlasie i Mazury na mapie Polski, jeśli chodzi o sakralne prace mistrza z Krakowa, odpowiedziała: – Najbardziej dramatycznie. To cierpiąca sztuka. Tu spłonęła cerkiew na Grabarce wraz z polichromią  Adama Stalony-Dobrzańskiego, powstałą we współpracy z Nowosielskim. Jego pierwsze samodzielne działo, czyli polichromia cerkwi prawosławnej w Kętrzynie, zostało strasznie zniekształcone przez kiepską konserwację. W zasadzie cerkiew przemalowano na nowo i to jeszcze za życia artysty.  Artysta bardzo ubolewał z powodu tego zdeformowania. W tej części Polski przeżył jakby miłość bez wzajemności. A tyle mogłoby tu zaistnieć! Tylu projektów nie zrealizował!

O krzywdzie w sztuce
– I tej sztuce nadal dzieje się wielka krzywda – uświadamiała autorka książki. Niekonserwowane malowidła niszczeją. Ta sztuka niszczeje w oczach. Są pęknięcia na tynkach, pojawia się grzyb, odpada farba.
Wskazała na unicką cerkiew w Górowie Iławeckim, dawny  gotycki kościół protestancki. Tam ikony w ikonostasie zachowały się wspaniale, ale tynk ze ścian odpada, wraz z fragmentami polichromii Nowosielskiego.
Wskazała na przykłady z innych regionów. Kościół w Olszynach pod Tarnowem. Tam zlecono odświeżenie malowideł Nowosielskiego. Ale je zupełnie przemalowano w jakimś stylu secesyjno-rokokowym. Jelonki to przykład bardzo śmiałej realizacji  Nowosielskiego w kościele. Malowidła z założenia były transparentne, czyli wyzierała spod nich struktura muru czy deski, czyniąc jakby odwołanie do zachodniej sztuki witrażu (o tym prześwitywaniu mówił podczas październikowego sympozjum prof. Jerzy Uścinowicz). Konserwator natomiast pokrył wszystkie malowidła pełną farbą. „Poprawił”.
W Białym Borze jest słynna cerkiew unicka, zaprojektowana przez Nowosielskiego i pomalowana. Polichromie artysty pojawiły się również na zewnętrznej fasadzie, ale dziś  już niemal „spłynęły”. A biały gładki tynk świątyni pokryto „barankiem”, co zeszpeciło wizję Nowosielskiego.
Okazuje się, że nie tylko prosty lud, jak ten z Orzeszkowa, i to w minionym wieku, nie docenił sztuki Nowosielskiego, ale i wysokie warstwy inteligencji ze stołecznego niegdyś Krakowa. Przy ulicy Kanonicznej w budynku należącym do krakowskiej rzymskokatolickiej metropolii, pomieszczenia wynajmowała ukraińska Fundacja św. Włodzimierza, która urządziła w niej kaplicę św.św. Borysa i Gleba. W niej znalazły miejsce arcydzieła współczesnej sztuki sakralnej, czyli ikony Nowosielskiego. Niestety, właściciel wypowiedział fundacji lokal. Umieszczono tam restaurację i skład win. Ikony i cały wystrój wnętrza, pomysłu artysty, usunięto.
– To wstyd nie tylko dla krakowskiego środowiska, ale i dla nas wszystkich – z goryczą sumowała Krystyna Czerni.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz

Krystyna Czerni, Nowosielski – sztuka sakralna. Podlasie, Warmia i Mazury, Lublin, Białystok 2019, ss. 344

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token