Numer 4(406)    Kwiecień 2019Numer 4(406)    Kwiecień 2019
fot.
O wsi na gościńcu
Anna Radziukiewicz
Prawosławni Białorusini dojrzewają do tego, by zapisywać historię swojej rodziny, wsi, parafii. Kto był tego procesu prekursorem?
Włodzimierz Kiryluk wskazuje na światłych profesorów Ignacego Daniłowicza, pochodzącego z pobliskich Hryniewicz Dużych (zm. 1843) i Józefa Jaroszewicza z Bielska (zm.1860) oraz współczesnych – o. Grzegorza Sosnę z matuszką Antoniną i Doroteusza Fionika oraz ich monografie książkowe o Pasynkach, Łosince czy Szczytach jako wzorze do naśladowania w książce o Kotłach.
Myślę, że autorzy „Kotłów” poszli dalej. Zobaczyli je od wewnątrz, przepuścili przez życiorysy własne, mieszkańców wsi i przodków. A wzorując się na monografiach autorstwa Sosna-Fionik, wgłębili się w historię wsi i regionu, sięgając nawet do archeologicznych śladów z ósmego wieku (umieścili zdjęcie znalezionego w Haćkach metalowego rozdzielacza rzemieni dla konia z VIII wieku), popatrzyli jak biegła historia Gościńcem Litewskim w czasach Wielkiego Księstwa Litewskiego Ruskiego i Żmudzkiego. Spojrzeli na historię dla nich metropolii, czyli Bielska oraz sąsiednich wsi – Hołody, Użyki, Hołowiesk, Widowo, Pasynki, Saki, Hryniewicze Duże.
Potem poprowadzili czytelnika do czasów Imperium Rosyjskiego, w którym wcale miejscowym nie żyło się źle. Po dwunastu latach pozostawania pod panowaniem pruskim, Kotły wraz z powiatami bielskim, białostockim, drohickim i sokólskim weszły do Rosji, tworząc Obwód Białostocki. Mogli się posługiwać jako językami urzędowymi rosyjskim i polskim. Nowe władze wprowadzały nowe porządki – nakazywały ustawianie przed każdym domem kadzi z wodą, dbanie o dobry stan dróg, mostów i grobli, obsadzanie ich rządami wiązów, lip, brzóz.
Ale potem się pogorszyło, bo przeszły tędy w 1812 roku wojska napoleońskie, powstanie listopadowe, które miało niewielkie poparcie wśród mieszkańców podbielskich wsi, też burzyło ład. Bielsk, jako miasto powiatowe, po likwidacji Obwodu Białostockiego znalazł się w granicach  guberni grodzieńskiej.
I znów polepszenie sytuacji – przychodzi bowiem wielka reforma rolna. Chłopi mogli nabywać  dworską ziemię. Stali się wolnymi ludźmi. Całkowite zniesienie pańszczyzny nastąpiło w 1862 roku. Ale i do Kotłów rok później przychodzi powstanie styczniowe i jak piszą autorzy, wniosło wiele niepokoju do unormowanego już życia wsi.
Po powstaniu znów normalizacja. Autorzy piszą o ciekawej inicjatywie obowiązkowego posiadania przez każdą wieś spichlerza. Do niego każdy gospodarz miał obowiązek zwozić określoną ilość zboża, grochu, po to, by z niego czerpać na wypadek nieurodzaju czy pożaru. 
Jest w książce i o rozwoju szkolnictwa w końcu XIX wieku, kiedy w całym imperium a szczególnie w jego zachodniej części, gwałtownie rozwijało się szkolnictwo parafialne. W Kotłach w 1895 roku wyświęcono nowy, duży budynek szkoły.
Włodzimierz Kiryluk, ów starszy autor, należy – jak pisze – do nielicznych mieszkańców wsi, którzy pamiętają ludzi żyjących jeszcze w XIX wieku i ich opowieści. Dlatego w książce jest i o tym, jak ludzie ubierali się w XIX wieku, w co grali, czym orali, co siali, co gotowali, jak prali, jak paśli krowy czy owce, czym karmili świnie, kury – po prostu codzienność w szczegółach, jakże ciekawych.
Znalazło się miejsce i dla społeczności żydowskiej, jej zajęć i obyczajów. 
Wybuch pierwszej wojny i bieżeństwo – tym historycznym wydarzeniom poświęcono dużo miejsca, przybliżając między innymi Bitwę Bielską, w której zginęło około 10 tysięcy żołnierzy i w wyniku której takie wsie jak Biała całkowicie spłonęły. Przywołane są wspomnienia świadków. O czasach bieżeństwa, przed wybuchem rewolucji, autorzy piszą o uchodźcach z Kotłów i okolic: „Żyli jak w raju”. Po raz pierwszy zobaczyli zamożne rosyjskie wsie, w których powszechnie używano młockarni, snopowiązałek, zgrabiarek do siana, dwuskibowych pługów, o których na Podlasiu nawet nie słyszeli. Zobaczyli wysoką agrarną kulturę. Doznali wielkiej gościnności. Bez trudu byli kwaterowani, ponieważ  chłopi centralnej Rosji mieli zwykle po dwa domy, jeden z nich „letni”.
Lata 1917-1921, czyli rewolucji, głodu i powrotu na ziemie rodzinne też znalazły odbicie w monografii.
Przed przejściem do międzywojnia autorzy opowiedzieli o życiu parafialnym, cerkwiach, miejscach świętych w Hryniewiczach Dużych (do tej parafii należeli przez pięćset lat), cerkwiach Preczystieńskiej, św. Mikołaja i Uspieńskiej w Bielsku, o cmentarzach bielskich i w Hryniewiczach, o krzyżach i kapliczkach. Powołali się na liczne dokumenty, zamieścili sporo „cerkiewnych” zdjęć.
Opowieść o czasach międzywojennych i o drugiej wojnie światowej zajęła po około 50 stron. To pozwoliło autorom przedstawić w okresie międzywojennym i sytuację Cerkwi oraz obecność sekty Eliasza Klimowicza, życie polityczne z oddziaływaniem Hramady, oświatę, emigrację do Argentyny, inflację, służbę w wojsku, także codzienność dzieci i dorosłych, życie Żydów i Cyganów.
Druga wojna to najpierw przyjście żołnierzy niemieckich, zaraz potem uroczyste powitanie Armii Radzieckiej w Bielsku Podlaskim, znów powrót Niemców, eksterminacja Żydów, przymusowe roboty. Polecam szczególnie przeczytanie rozdziału o przymusowych robotach. Z Kotłów na roboty trafiło ponad czterdzieści osób, pierwsi w marcu 1942 roku. Wywiezieni słali do wsi listy. Listy Marii Sawickiej, autorki około stu, które cudem się zachowały, moglyby się złożyć na oddzielną książkę. Miała 18 lat, gdy ją zabrano. Cenne są też listy Iwana Kiryluka i Mikołaja Sawickiego. Do nich też słano z Kotłów listy, najczęściej ze zdjęciami – odświętnie ubrani stawali do fotografii przed swoimi domami. Z Kőnigsberga list szedł do Kotłów tylko dwa dni. Poczta była sprawna. W listach o samotności, ciężkiej pracy, nieznanej przyszłości, tęsknocie za domem, o obcym krajobrazie i ludziach.
Ale ten rozdział to także wojenne losy wielu mieszkańców Kotłów, to partyzantka i wyzwolenie.
Najwięcej miejsca, około stu stron, zajęły czasy współczesne, czyli po drugiej wojnie. Wytyczano nową granicę polsko-radziecką. Ta napawała niepewnością, jaka wieś znajdzie się w którym państwie. W dodatku władze polskie uważały, że wszyscy Białorusini Białostocczyzny muszą wyjechać do Białoruskiej Socjalistycznej Republiki. Część rodzin wyjechała, ale byli i tacy, którzy – pamiętając bieżeństwo –  mówili: „Ani kroku z domu. My tu jesteśmy od zawsze, to nasz kraj z dziada pradziada”.
W tym rozdziale pisze się też o tworzeniu się struktur nowej władzy, zakładaniu Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej, Koła Gospodyń Wiejskich, Zakładu Produkcji Wikliniarskiej, o pszczelarstwie, kółkach rolniczych, sadzeniu lasów, oświacie, kulturze, także chrzcinach, weselach, pogrzebach. Przybliżono dokładnie historie kilku rodzin: Minkiewiczów, Krukowskich, Iwaniuków, Gołębieckich, Stanisławiuków.
Po prostu, w książce jest mnóstwo historii i mnóstwo życiorysów. Nie wiem, czy jakakolwiek wieś doczekała się tak świetnej monografii, jednocześnie pracy historycznej, wszak opowieść jest snuta na dokumentach i relacjach świadków.
est 21 lutego. Doroteusz Fionik zaprasza na ławeczkę, przykrytą
kapami, harmonistę i kilku innych młodych. Ławkę ustawił w sali biblioteki publicznej w Bielsku Podlaskim. Po drugiej stronie tłok, jak niegdyś na wiejskiej zabawie. Harmonista gra. W przerwach młodzi opowiadają o Kotłach…, nie, czytają fragmenty monografii „Kotły na Gościńcu Litewskim”. Słucha burmistrz Bielska Jarosław Borowski, wicestarosta powiatu bielskiego Piotr Bożko, prawosławni duchowni, słuchają ci, co w Kotłach się urodzili i albo w nich mieszkają, albo wyjechali, słuchają biznesmeni, mecenas, który już dwa razy przeczytał monografię i jest pod jej wielkim wrażeniem, bibliotekarze, nauczyciele. 
Młodzi opuszczają ławeczkę. Fionik zaprasza na nią dorosłych – Jana Minkiewicza z żoną Haliną, Artura Gawła, dyrektora Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej.
Halina Minkiewicz: – Był 2012 rok. Mąż usiadł w niedzielę ze swoją mamą i mówi: „Opowiedz mi mamo cokolwiek o Kotłach, bo ten czas tak szybko leci”. A mama na to: „Synok, jeszcze przed nami bardzo dużo czasu”. I tego roku 21 września mama tragicznie umiera. Było nam bardzo ciężko. Janek jakby dostał napędu – zagłębił się w historię naszej rodziny, wsi, spędzając każdą wolną chwilę przed komputerem. Gromadził zdjęcia, dokumenty, opisywał obrzędy.
Jan Minkiewicz jest geodetą. – Włodzimierz Naumczuk, który pracował w ministerstwie finansów w Warszawie wracał do rodzinnych Kotłów i zauważał z żalem, że na tych ławeczkach przed domami jest coraz mniej ludzi. Opustoszeją ławki, opustoszeje pamięć – konstatował. I zaczął chodzić po domach i zbierać fotografie. Ale cóż sama fotografia – ulotna chwila zamknięta w kadrze. Podpiszesz ją, stanie się dokumentem. Poszedłem do Włodzimierza Kiryluka. „Chodź, podpiszemy zdjęcia” – zaproponował. A Kiryluk nie tylko wiedział, kto jest na zdjęciach, ale i zaczął opowiadać, opowiadać. „Wszystko co pamiętasz, spisuj na kartkach” – powiedział Naumczuk.
I tak zaczęło się gromadzenie dokumentów i żywej jeszcze pamięci. Dojrzeli do wydania poważnej monografii. Sami by nie poradzili sobie z takim materiałem. Ale na ich drodze stanął Doroteusz Fionik, taki kombajn kultury tradycyjnej, co umie pracować z dokumentami, wydać książkę, pozyskać na wydanie pieniądze, zaorać i zasiać pole, poprowadzić cerkiewny chór, zagrać na harmonii, zaśpiewać pieśń ludową, poprowadzić muzeum i nieformalny gminny dom kultury – w ciągu ostatnich dziesięciu lat zorganizował na terenie gminy Bielsk Podlaski 35 wydarzeń kulturalnych, w tym tylko w ubiegłym roku dwa w Kotłach i tylko do Kotłów przybyło aż dwustu wykonawców.
Fionik umie wszystko. Więc wziął zgromadzony materiał i przygotował go do druku,  z zespołem – Magdaleną Pietruk (grafika), Włodzimierzem Naumczukiem (recenzja), Małgorzatą i Krzysztofem Naumczukami i Anną Fionik (korekta). Pozyskał sponsorów. Wydał w ramach prowadzonego przez niego Muzeum Małej Ojczyzny w serii „Historia i kultura podlaskich Białorusinów”, gdzie ukazały się już monografie Bielskiego Sejmu Wielkiego, bieżeństwa, Jarosława Kostycewicza, o. Konstantego Bajko.
– Takiej monografii nie ma nawet Bielsk Podlaski – mówił podczas promocyjnego spotkania wicestarosta powiatu bielskiego Piotr Bożko. – Takie książki są bardzo potrzebne, zwłaszcza dziś, kiedy na skutek rozproszenia rodzin i całych wsi, ustaje przekaz ustny.

Anna Radziukiewicz
fot. autorka
Jan Minkiewicz, Włodzimierz Kiryluk, Kotły na Gościńcu Litewskim, Bielsk Podlaski 2019, ss. 376.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token