Numer 4(406)    Kwiecień 2019Numer 4(406)    Kwiecień 2019
fot.
Kronika Michała Bołtryka
Michał Bołtryk
- Ze szkicu Bohdana Piętki (Przegląd 25.02-3.03.2019): „Szerzącą się na prawicy modę na „wyklętych” podchwyciło Prawo i Sprawiedliwość, kiedy w 2005 roku po raz pierwszy doszło do władzy. PiS potrzebowało własnego mitu założycielskiego, by odciąć się od okrągłostołowych „lumpenelit”. Zanim pojawił się mit „zbrodni smoleńskiej”, funkcję mitu założycielskiego pełnił i nadal pełni mit „żołnierzy wyklętych”, których politycznym kontynuatorem ma być właśnie ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego. Mitologię „wyklętych” zaczęto więc intensywnie krzewić wśród młodzieży – w pierwszej kolejności prawicowej i nacjonalistycznej – oraz w tzw. środowiskach kibicowskich. (...) PiS wykorzystało tych „wyklętych” nie z powodu uważania ich za szczególnych bohaterów. Po prostu wpisują się oni doskonale w chore romantyczne tradycje powstańcze, po drugie są kontrą dla Solidarności, przejętej przez złych ludzi, po trzecie można było dzięki „wyklętym” złapać trochę punktów poparcia wśród młodych ludzi w popkulturze. (...) Pojawiły się ostrożne głosy krytykujące powojenne podziemie (Piotr Zychowicz, Paweł Kukiz), zrozumiano bowiem, że istnieje coś takiego jak pamięć społeczna, która potrafi być odporna na indoktrynację. Mimo to mit „wyklętych” pozostaje fundamentem prawicowej polityki historycznej, a inna po 1989 roku w Polsce nie powstała. Nie może być inaczej, ponieważ jednym z jej celów jest zwalczanie realizmu politycznego oraz gloryfikowanie polskiego szaleństwa politycznego, poczynając od XVIII i XIX-wiecznych powstań, poprzez powstanie warszawskie, a na „wyklętych” kończąc”.

- Z felietonu prof. Bronisława Łagowskiego: „W rosyjskiej telewizji w audycjach publicystycznych każdego niemal dnia występują ukraińscy politolodzy i publicyści, reprezentujący poglądy zgodne z głównym nurtem ukraińskiej opinii publicznej, ostro, a nieraz gwałtownie krytykujący rząd moskiewski, ów diaboliczny Kreml i jego szefa. Ich wypowiedzi często są zakrzykiwane, ale nigdy do tego stopnia, żeby nie mogli przedstawić swojego poglądu. I to okazuje się możliwe w czasie, gdy między Rosją i Ukrainą toczy się ostry konflikt nazywany wojną. Gdy przysłuchuję się tym krzykliwym sporom, co robię rzadko, tracę pewność, że zerwanie między Rosją i Ukrainą jest ostateczne. Utrzymuje się tam więź, której Ukraińcy zaprzeczają, ale nie mogą jej zerwać. (...) Żeby telewizja polska dopuściła do głosu Rosjanina, reprezentującego poglądy typowe dla moskiewskich kół oficjalnych lub choćby opozycyjnych, o tym mowy nie ma. Takie pomysły mogą się rodzić tylko w głowach moskiewskiej agentury. Proponuję rozwiązanie kompromisowe. Jesteśmy bardzo źle informowani o tym, co się dzieje na Ukrainie. Czy nie byłoby słuszne i możliwe zapraszać na dyskusje do TVP, Polsatu, TVN24 ukraińskich publicystów i politologów? Najwięcej by nam użytecznych informacji dostarczyli ludzie w rodzaju prof. Wiatrowycza, dlaczego nie daje się mu przemówić do nas własnym głosem? Streszczenia jego pogladów mogą być stronnicze i niewiarygodne. Polaków z pewnością by zainteresowało oświetlenie przez politologów ze Lwowa i Kijowa rozszerzającego się kultu Bandery i UPA, polscy dziennikarze nie chcą, a może nie potrafią nic interesującego na ten temat napisać. Tak zwani ludzie kultury, przeważnie niższego szczebla, robią co mogą, aby przybliżyć Polakom ukraińskie tematy, ale cóż oni mogą?”.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token