Numer 5(407)    Maj 2019Numer 5(407)    Maj 2019
fot.Andrzej Charyło
Dlaczego Bóg pozwala zabierać nasze cerkwie?
Siergiej Komarow
Zabrana cerkiew – co może być dla nas bardziej tragicznego? Ale wiemy, że bez Bożego przyzwolenia nic się nie dzieje. Pomyślmy o głębokich przyczynach obecnych wydarzeń.
Coraz więcej pojawia się nagrań wideo o zabieraniu cerkwi w ukraińskich wsiach.
Kiedy patrzysz, jak tędzy bojówkarze na oczach policjantów biją i wyrzucają z cerkwi stare kobiety, wywołuje to cały szereg myśli i uczuć.Przede wszystkim odrazę z powodu podeptania biblijnego przykazania „czcij ojca i matkę swoją”, które w istocie jest ogólnoludzkim naturalnym prawem. Bezpośrednie i oczywiste naruszenie tego prawa dowodzi, że nasze społeczeństwo zbliża się ku końcowi, wyradza się. Kiedy cywilizacja w moralnym wymiarze schodzi poniżej naturalnych cnót, samounicestwia się, zabija samą siebie. Patrząc na aktywistów Prawosławnej Cerkwi Ukrainy (PCU), którzy podnoszą rękę na staruszki, myślisz, koniec, „odlecieliśmy”. To właśnie to. Granica degradacji, odczłowieczenie.
Taka jest prawdopodobnie zwykła reakcja na podobne filmiki każdego psychicznie zdrowego człowieka. Jeśli natomiast podobne zjawiska oceniać z chrześcijańskiego punktu widzenia…
Kiedy ochrzczeni ludzie obserwują, jak inni ochrzczeni ludzie biją i wyrzucają staruszki tylko za to, że przyszły do swojej cerkwi pomodlić się – co na to powiesz? Tylko tyle, że chrześcijaństwa tutaj żadnego już nie ma. Wyrzucić z cerkwi płaczące kobiety, a potem stanąć na ich miejsce i spokojnie modlić się – to nie chrześcijaństwo, a ciężka duchowa choroba. Najprawdopodobniej już nieuleczalna.
Nie wiem, co by zrobiono w islamskim społeczeństwie z młodym człowiekiem, który uderzyłby starą kobietę. Najprawdopodobniej obrzucono by go kamieniami. Gdyby pozostał żywy, pozostałby napiętnowany do końca życia. I kiedy w chrześcijańskim kraju bezkarnie znęca się nad starością, to znaczy, że kraj nie jest już chrześcijański i sąd Boży nadciąga. Wygląda na to, że już się zaczął.
Takie jest pierwsze wrażenie po obejrzeniu podobnych filmików. Ale potem, kiedy twoje emocje stygną i zaczynasz myśleć, pojawiają się inne uczucia i nastroje.
Cerkiew to najważniejsze co jest  na świecie. Od duchowego stanu Cerkwi zależy los społeczeństwa. Cerkiew, religia to rdzeń ludzkiego bytu. Kulturalny i moralny portret  państwa określa się przede wszystkim wyznawaną w nim religią. Jaka jest tradycyjna religia państwa, w jakim stopniu kierują się nią obywatele – to zasadnicze pytanie, określające także i pozostałe tematy. W państwie, w którym tradycyjną religią jest chrześcijaństwo, głównym nerwem życia społeczeństwa jest Cerkiew. Mówiąc o stanie Cerkwi w takim państwie, mówimy o duchowym stanie całego społeczeństwa.
Chrystus miłuje Cerkiew. Miłuje ją tak, że przelał za nią własną krew. I robi wszystko, żeby poprawić jakość Cerkwi, umocnić ją, podnieść. Cerkiew to latarnia morska dla tej części świata, która lgnie do Boga. Ona jest sensem istnienia świata. Im słabsza staje się Cerkiew, tym światu bliżej do ostatecznej katastrofy. I kiedy Cerkiew zaczyna słabnąć, wypalać się, Chrystus mówi jej słowa, powiedziane kiedyś do anioła efeskiej Cerkwi: Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości. Pamiętaj więc, skąd spadłeś, i nawróć się, i pierwsze czyny podejmij! Jeśli zaś nie – przyjdę do ciebie i ruszę świecznik twój z jego miejsca, jeśli się nie nawrócisz (Obj 2,4-5).
Żeby obudzić zasypiającą Cerkiew i wyeliminować z niej wszystko co niepotrzebne, zmurszałe, przestarzałe, Pan dopuszcza prześladowania. Zabieranie świątyń siłą na Ukrainie dzisiaj to w istocie prześladowania skierowane przeciwko cerkiewnym wspólnotom.
Bóg wskazuje nam nasze chore miejsca, które powinniśmy leczyć. I te chore miejsca to cerkiewne wspólnoty i ich działalność.
Św. Ignacy Branczaninow napisał kiedyś: „Biedy są różnorodne: każdy człowiek ma swoje biedy; nieszczęścia najbardziej odpowiadają jego namiętnościom, z tej przyczyny każdy ma swój krzyż”. Z tych słów można wyprowadzić następującą prawidłowość: podobnie jak pojedynczemu chrześcijaninowi, tak i określonej lokalnej Cerkwi Bóg dopuszcza nieszczęścia najbliższe jej słabościom. I jeśli uderzenie nastąpiło w cerkiewne wspólnoty, powinniśmy zwrócić uwagę na ich stan i na to, czym dla wspólnoty jest świątynia.
A na czym polega problem? Cóż jest nie tak ze wspólnotami i świątyniami? Zilustrujmy przykładem.
W jednej dzielnicy miasta stoją dwie świątynie. Od jednej do drugiej idzie się 10 minut. W pierwszej świątyni ludzi w niedzielę tak wiele, że nie ma gdzie szpilki wcisnąć, w drugiej batiuszce nikt nie przysługuje. W pierwszej są i ludzie starsi, i młodzież, i ludzie w dojrzałym wieku, w drugiej modlą się tylko staruszki.
W jednej kipi życie także poza służbą, pracują różne kółka i szkoły – w drugiej po Liturgii cisza i spokój. W jednej rozlega się  kazanie i wyjaśnianie słowa Bożego, w drugiej tego nie tylko nie ma, ale ono już mało kogo tam interesuje.
Co mam na myśli? To, że w pierwszym przypadku świątynia służy swemu przeznaczeniu, w drugim nie. W jednej świątyni ludzie z proboszczem wykonali pracę nad zamianą parafii we wspólnotę, w drugiej nie.
W świątyni i przy niej powinny istnieć niedzielne szkoły dla dorosłych i dzieci, być organizowane zajęcia biblijne, kursy wieczorowe, zajęcia z młodzieżą, spotkania z duchownym, spotkania przy herbacie, oglądanie filmów, powinien działać wolontariat, misjonarstwo.
Silnej współczesnej cerkiewnej wspólnoty nie sposób sobie wyobrazić bez parafialnej grupy w społecznościowych sieciach, strony internetowej, bliskich więzi między parafianami, wspólnych pielgrzymek i wycieczek. W dzisiejszym rozumieniu to właśnie jest pełnowartościowa wspólnota.
To nieprosta praca, za dzień jej nie wykonasz. Ale za nas jej nikt nie zrobi! Oczywiście wiele zależy od proboszcza, ale nie tylko. Niezbędna jest także „oddolna” aktywność. Do batiuszki trzeba przychodzić, proponować różne parafialne projekty, przejawiać inicjatywę.
Ludzie świeccy powinni być zainteresowani tym, żeby przy Cerkwi się nie tylko modlili, ale i uczyli  prawosławnej wiary, żeby tam uczyli swoje dzieci.
We współczesnym, na wpół pogańskim, na wpół ateistycznym społeczeństwie świątynia powinna stać się duchowo-kulturalnym ośrodkiem, ostoją prawosławia.
Świątynia to miejsce, gdzie chrześcijanin powołany jest do tego, by nie tylko brać, ale i dawać. To taka przestrzeń, w której nasza świadomość konsumenta powinna przekształcać się w świadomość służącego. Świątynie budowane są nie tylko do sprawowania Liturgii, ale by uczyć nas służenia Bogu i bliźnim. I jeśli po nabożeństwie ludzie milcząc rozchodzą się, to oznacza, że pojmują Cerkiew jako sferę zaspokojenia swoich duchowych potrzeb i nic więcej. Pozostali konsumentami – w tym przypadku duchowych usług. Zauważmy, z zasady, płatnych.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Siergiej Komarow
(spzh.news)
tłum. Ałla Matreńczyk
fot. spzh.news



Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token