Numer 6(408)    Czerwiec 2019Numer 6(408)    Czerwiec 2019
fot.Anna Radziukiewicz
Aby państwo się do Cerkwi nie wtrącało
Anna Radziukiewicz
Anna Piddubna, dyrektor stowarzyszenia (stoi obok o. Michała Czykwina, w żółtej kurtce): – Ważne było, by przerwać informacyjną blokadę. Wszystkie media były wrogo nastawione do kanonicznej Cerkwi. Media pozostają na Ukrainie w rękach oligarchów związanych z władzą, są też wspierane przez fundację Georga Sorosa. A ponieważ prawosławie to nasze życie, uznaliśmy, że musimy przeżyć, broniąc tego, co jest nam drogie. I tak zaczęliśmy wychodzić z izolacji. 
Stowarzyszenie jest organizacją świecką i prowadzona przez nie strona nie jest oficjalną stroną kanonicznej Cerkwi. Działa na podobnej zasadzie jak Fundacja Ostrogskiego, wydająca Przegląd Prawosławny.
Strona stowarzyszenia dynamicznie się rozwija. Teraz skupia około czterdziestu autorów tekstów, także autorów filmów o położeniu Cerkwi na Ukrainie, umieszczanych na portalu. Teksty są publikowane w językach ukraińskim, rosyjskim i angielskim. Stowarzyszenie na początku skupiało ludzi o gorącym sercu i wiedzy o sytuacji cerkiewno-politycznej, ale bez dziennikarskich szlifów. Zatrudniono zawodowego dziennikarza, byłego redaktora naczelnego wielkonakładowej gazety, który zaczął uczyć zespół zasad dziennikarstwa. Teraz stowarzyszenie organizuje profesjonalne studio telewizyjne.
Jednocześnie ma dobrą sytuację. Do UPC należy najwięcej, czyli ponad 12 tysięcy, parafii. Parafianie tych wspólnot stają się w prosty sposób odbiorcami ich treści. Bo SPŻ ich broni, tłumaczy, dostarcza argumentów historycznych, prawnych, odsiewa kłamstwo od prawdy. 
Są trochę pogotowiem, szczególnie w niedziele. Wtedy urywają się telefony, dzwoniące z całej Ukrainy. – U nas zachwat cerkwi! A pod naszą cerkiew cały autobus obcych ludzi przywieźli. Do nas wtargnęli podczas Liturgii. Wyrzucają nas z cerkwi – słyszą i gdzie mogą, jadą. Opisują wydarzenie, fotografują albo filmują. Schemat przejmowania cerkwi podobny, czyli wbrew prawu, z użyciem siły, z nakazu administracji, ale nie z inicjatywy wiernych.
Bardzo napięte były lata 2015 i 2016. Wtedy przejmowano wiele cerkwi, szczególnie na zachodzie Ukrainy. Potem przycichło. I znów wszystko wybuchło z nową siłą wraz z nadaniem 6 grudnia ubiegłego roku przez patriarchę Bartłomieja tomosu dwóm raskolniczeskim strukturom – Cerkwi kijowskiego patriarchatu i tzw. autokefalicznej. To wywołało nową ostrą falę prześladowań kanonicznej Cerkwi.
– Władze Ukrainy mówią o pięciuset parafiach, które z własnej woli, w sposób pokojowy, przeszły z kanonicznej Cerkwi do nowej struktury, utworzonej po „zjednoczeniowym soborze” – wtrącam do rozmowy, w której uczestniczy także Walery Stupnyckij (w centrum w okularach), redaktor naczelny SPŻ, i o. Aleksij Zoszczuk (trzeci z lewej).
– Taką informację władze oraz hierarchowie nowej struktury upowszechniają w kraju, Parlamencie Europejskim, podczas konferencji na zachodzie Europy, bo im dają głos – mówi Walery Stupnytskyi.
– A w istocie – pytam?
– Może pięć-dziesięć procent z tych pięciuset parafii przeszło dobrowolnie. Choć i tu mam wątpliwości co do „dobrej woli” – mówi Anna. I przybliża politykę informacyjną Ukrainy, czyli powszechnie szerzoną opinię o kanonicznej Cerkwi:
– Oni są agentami Putina, modlą się za niego, modlą się po rosyjsku. Ślą do Rosji pieniądze, milion dolarów miesięcznie, a za nie Rosja kupuje broń i posyła na wschodnią Ukrainę. Karmią Moskwę. Tyle lat! Gdy w 2016 roku szedł przez Ukrainę krestnyj chod kanonicznej Cerkwi i wzięło w nim udział około pół miliona ludzi, minister kultury w publicznej telewizji oświadczył, że patrząc na twarze idących widzi chorych ludzi, których trzeba leczyć. 
Walery Stupnytskyi: – Wiernych Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi nazywają we wsiach i w siołach Moskalami, choć 99 procent z nich w Rosji nigdy nie było. Pewna kobieta z tarnopolskiej obłasti mówiła: „Kiedy byłam dzieckiem, nazywano mnie banderowką, teraz moskalką”. Nawet w szkole nauczycielka potrafi rzucić do dziewczynki „ty moskalko” tylko dlatego, że z rodzicami chodzi do naszej Cerkwi. 
– A aktywiści, przejmujący nasze cerkwie – dalej Walery – chodzą po siole i pytają: „Jesteś za ukraińską Cerkwią, czy za Putinem”? Na fali patriotycznej histerii nakręcają napięcie. Dezinformują. Są wśród nich i ci, którzy niedawno zdejmowali krzyże, a teraz bronią „prawdziwej Cerkwi”.
Tymczasem wiadomo, że od 1990 roku Cerkiew na Ukrainie ma samodzielność administracyjną, finansową, tam gdzie wierni sobie życzą, służby odbywają się w języku ukraińskim i nie ma jakiegokolwiek finansowego wspierania tzw. Moskwy.
– To walka z Cerkwią czy z Moskwą? – pytam.
– Oczywiście, że z Cerkwią, gdy głębiej na to popatrzysz, taka sama jak w Syrii czy w Iraku. Tylko innych argumentów się używa – na to o. Aleksij. – Dla nas jednak ważne jest – tu zgadzają się wszyscy rozmówcy – że spośród 97 biskupów UPC tylko dwóch przeszło na stronę nowej struktury. Władyce winnickiemu, Symeonowi, były prezydent Poroszenko obiecał funkcję metropolity po zjednoczeniowym soborze – są kolegami, obaj urodzili się w Winnicy.
Jak jest dziś, niespełna pół roku po podpisaniu tomosu?
Tomos miał jednoczyć, ale póki co tego nie czyni. Moi rozmówcy punktują straty po stronie architektów zjednoczeniowego soboru.
Według tomosu wszystkie parafie kijowskiego patriarchatu i autokefalistów, znajdujące się poza granicami Ukrainy, na przykład w Kanadzie czy Francji, miały przejść pod jurysdykcję konstantynopolitańskiego patriarchy. Nie przechodzą. Gdy przedstawiciele Konstantynopola ponaglają ukraińskich hierarchów, by realizowali to postanowienie, ci odpowiadają: – Nie chcą przechodzić. My ich nie możemy do tego zmusić.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
  
Anna Radziukiewicz
fot. autorka

    

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token