Numer 6(408)    Czerwiec 2019Numer 6(408)    Czerwiec 2019
fot.Anna Radziukiewicz
Wierzę, że autokefalia stworzyła warunki do jedności
tłum. (mcz)
Wywiad z patriarchą
konstantynopolitańskim
BARTŁOMIEJEM
z 21 lutego 2019 roku
 
– Czy Wasza Świętość zastanawiała się nad konsekwencjami nadania tomosu? Możliwymi atakami na wiernych w Ukrainie? Grupie byłych raskolników, zebranych wokół Filareta i Makarego, patriarcha zaoferował nie tylko wybaczenie, także „nagrodę” za ich zachowanie.
– Jeśli zagłębimy się w historię, zobaczymy, że było wiele silnych i zorganizowanych prób uniezależnienia kijowskiego narodu, kleru, mnichów i lokalnej hierarchii od cerkiewnej władzy moskiewskiego patriarchatu. Te próby zaczęły się jeszcze w 1325 roku, kiedy to siedzibę kijowskiej metropolii przeniesiono do Moskwy. Było jeszcze wiele innych prób uzyskania autokefalii, ale nie przyniosły one rezultatu. Wierzę, że Bóg każdą rzecz przygotowuje do odpowiedniego czasu. Teraz nastał ten Boży czas dla Ukrainy.
Jeśli chodzi o pytanie, czy darowana autokefalia pomoże w zjednoczeniu, wierzę, że jej nadanie było koniecznym warunkiem wstępnym. Jeszcze wczoraj większość narodu Ukrainy pozostawała poza Cerkwią, co nas bolało. Dlatego w przeszłości podejmowaliśmy działania, które miały uleczyć ten stan. Z naszej inicjatywy na przykład powstała komisja mieszana z przedstawicielami naszej hierarchii i hierarchii moskiewskiego patriarchatu, która miała na celu zaproponowanie jakiegoś rozwiązania sytuacji na Ukrainie. Komisja nigdy nie rozpoczęła prac z winy strony moskiewskiej, a problem stawał się coraz większy. Jedni nazywali drugich raskolnikami, uspokajając swoje sumienia, że wszystko jest jak należy. Jednak jeśli nasz brat jest nazywany heretykiem, schizmatykiem i więcej, jeśli jeden naród, miliony ludzi, żyją poza kanoniczną Cerkwią z powodu rozłamu, to jesteśmy zobowiązani, szybko i bez zbędnej zwłoki, do apostolskiej czujności, albowiem „jeśli choruje jeden członek ciała to i całe ciało choruje”.
Dla niektórych rozłam na Ukrainie był dobrą okazją do pozostawienia tego bogobojnego narodu, wyrzeczenia się własnej odpowiedzialności przed Bogiem i historią. Dla nas natomiast była to zachęta i wezwanie od Boga do ponownego włączenia tego narodu do oświetlającej łaski jednej Cerkwi. Z tych powodów to co zrobiliśmy było naszym apostolskim obowiązkiem. Mieliśmy za przykład świętych ojców soborów powszechnych, którzy zawsze stwarzali warunki, korzystając z bezgranicznej cerkiewnej ekonomii, dla bycia we wspólnocie tych, którzy znaleźli się poza Cerkwią. Chciałbym, abyśmy w takiej perspektywie rozpatrywali jedność. Nie mówimy o „nagrodzie” dla hierarchów Filareta i Makarego. Pytania o Ukrainę nie należy sprowadzać do osób. Każda osoba w pewnym momencie opuszcza ten świat.
Gdyby cała sprawa dotyczyła tylko tych osób, możecie być pewni, że Cerkiew zachowałaby się inaczej. Dzisiaj, z powodu miłości Chrystusa i ze względu na jedność Cerkwi, tym osobom został przyznany tylko biskupi stopień, ale nie stanowisko, które zajmowali. Moglibyśmy mówić o rehabilitacji, gdyby Konstantynopol uznał Filareta za patriarchę, a Makarego za metropolitę Lwowa. Tak się nie stało.
Temat Ukrainy należy postrzegać szeroko w kontekście eklezjologicznym i soteriologicznym. Wyleczenie choroby jest ważniejsze niż pytanie o konkretne osoby i narodowe interesy. Dzisiaj cały prawosławny naród Ukrainy należy do kanonicznej Cerkwi. Teraz są warunki do jedności i udziału w jednym Kielichu. Jeśli ktoś tego nie przyjmuje, powinien zadać sobie pytanie, kto w rzeczywistości burzy jedność.
– Niedawno patriarchat ekumeniczny opublikował dokumenty, według których decyzja z 1686 roku o przekazaniu ziem Ukrainy moskiewskiemu patriarchatowi dotyczyła tylko prawa do święcenia metropolitów kijowskich. Te dokumenty to wielkie zaskoczenie, bo do tej pory Konstantynopol nigdy nie podnosił tej sprawy w ten sposób. Nawet jeśli Konstantynopol ma nowe kanoniczne argumenty, to czy mogą one być ważniejsze niż ponadtrzystuletnia opieka duchowa nad Ukrainą patriarchatu moskiewskiego?
– Faktem jest, iż nie istnieje żaden kanoniczny dokument, w którym metropolię kijowską ustępuje się Moskwie. Wszystkie dokumenty są jasne, a listy wysłane przez patriarchę Dionizego w 1686 roku jednoznaczne. Nie tylko nie ma w nich mowy o ustąpieniu metropolii kijowskiej moskiewskiemu patriarchatowi, ale jako warunek wstępny wymaga się, aby wszyscy kolejni metropolici Kijowa wspominali patriarchę Konstantynopola jako swego kanonicznego zwierzchnika. Niestety, z czasem Moskwa jednostronnie zaprzestała wypełniać to porozumienie.
Nie jest też tak, że opublikowane ostatnio dokumenty, dotyczące roku 1686 roku, to pierwsze takie nasze postawienie sprawy. Jeśli spojrzymy na tomos, którym w 1924 roku została nadana autokefalia Cerkwi w Polsce, to znajdziemy tam ocenę sytuacji kijowskiej metropolii. W tomosie jest konkretnie napisane, iż odłączenie kijowskiej metropolii i przyłączenie jej do Cerkwi moskiewskiej było przeprowadzone niezgodnie z kanonicznymi normami. To pokazuje, że patriarchat ekumeniczny nawet po 238 latach nie przestawał wskazywać na antykanoniczne zajęcie kijowskiej metropolii przez patriarchat moskiewski.
Taka sytuacja miała miejsce ponad trzysta lat temu, ale to nie znaczy, że stała się kanoniczna. Nie ma kanonu, który by mówił, że grzech albo antykanoniczność z upływem lat jest odpuszczony i staje się kanoniczny. O ile wiemy, „to co nie istniało, nie może być potwierdzone upływem lat”.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

tłum. (mcz)

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token