Numer 7(409)    lipiec 2019Numer 7(409)    lipiec 2019
fot.Marcin Surynowicz
Znaki w Łaźniach
Anna Radziukiewicz

22 czerwca arcybiskup białostocki i gdański Jakub wraz z biskupem supraskim Andrzejem i duchownymi wyświęcili cerkiew św. Łukasza Chirurga (Wojno-Jasienieckiego) we wsi Łaźnie, znajdującej się w supraskiej parafii. Jest to pierwsza cerkiew w Polsce, której patronem jest św. Łukasz, arcybiskup symferopolski.

- Dlaczego pierwsza? – zastanawiał się władyka Jakub, zwracając się do wielu pielgrzymów. – Zapewne dlatego, że ten święty, zmarły w 1961 roku, został niedawno, w 1995 roku, kanonizowany. Przyzwyczajeni jesteśmy, że święci patroni żyli w odległych czasach i myślimy, że w jakże odmiennych od naszych. Natomiast  Łukasz (Wojno- Jasieniecki) to święty XX wieku. Wielu z nas pamięta czas, w którym żył.  – Ojciec św. Łukasza był Polakiem, rzymskim katolikiem, matka prawosławną Rosjanką. Ochrzczono go w cerkwi, ale Łukasz wspominał, że to ojciec bardziej wpłynął na jego religijne wychowanie niż matka. Kiedy studiował medycynę, szukał swojej drogi, chcąc pomagać innym. Należał nawet do grupy stworzonej przez Lwa Tołstoja, szukając tam wzoru gorliwego życia chrześcijańskiego. Kiedy jednak zobaczył, że ci ludzie błądzą, wrócił na łono Cerkwi. – Chyba najważniejszą i najbardziej odważną jego decyzją było przyjęcie święceń kapłańskich i  biskupich. Był znanym chirurgiem, kiedy zaproponowano mu, by został duchownym. Propozycję przyjął bez namysłu, choć były to lata dwudzieste XX wieku, czyli prześladowań duchownych i łagrów. Tam umierali tysiącami. Jego też trzykrotnie zsyłano w okresie międzywojennym do łagrów. Tam, gdzie znika wszelka nadzieja na przeżycie, św. Łukasz pomagał innym. Modlił się przed rozpoczęciem operacji. Przez całe życie naśladował Chrystusa. Władyka mówił i  o zmianie statusu Łaźni. Przypomniał znaczenie słów: dierewnia i sieło. Drugie oznaczało wieś, w której jest świątynia. Dierewnia to wieś bez świątyni. – Z tego powodu serdecznie pozdrawiam mieszkańców Łaźni – zwrócił się do obecnych. – Dwadzieścia lat temu, kiedy tu się przyjeżdżało, przybywało jedynie pustych domów. Ale dzisiaj spotykam dzieci i młodzież, która mówi, że jest z Łaźni bądź okolic. Nastąpiło pewne ożywienie. Te tereny są tak bogate pięknem, że przyciągają ludzi, którzy chcą tu zamieszkać. I dlatego budowa cerkwi ma sens. Ale najważniejsze jest to, że w niej jest zanoszona modlitwa.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token