Numer 7(409)    lipiec 2019Numer 7(409)    lipiec 2019
fot.Marcin Surynowicz
Po północnej stronie
Paweł Krysa

W roku 1974 Turcy dokonali inwazji na Cypr, zajmując trzecią część wyspy i systematycznie niszcząc chrześcijańskie dziedzictwo. A przecież to właśnie tam, po północnej stronie, wylądowali apostołowie Paweł i Barnaba, to tam właśnie pochowano tego ostatniego, to tam istniał wspaniały monaster apostoła Andrzeja, to tam wreszcie znajdowało się mnóstwo chrześcijańskich świętości. Obecnie niemalże wszystko zostało zniszczone. Postanowiłem przyjrzeć się temu z bliska. Niestety, do dyspozycji miałem tylko dwa dni. Znajomi Cypryjczycy twierdzili, że to i tak za dużo. Jak się okazało, było jednak dramatycznie mało. Nie dwa dni, a dwa tygodnie na tę północną stronę trzeba by poświecić.

Przekraczamy granicę błyskawicznie. Minuta przy jednej, minuta przy drugiej budce i już. Jedziemy na wschód. Wypatrujemy ruin chrześcijańskich wsi i ruin cerkwi. Są, ale nie w takiej ilości, o jakiej słyszałem. Stavros, nasz cypryjski kierowca, cierpi i wcale tego nie ukrywa. Nie może pogodzić się z tym, że będąc na rodzinnej ziemi (jego korzenie sięgają północnej strony) musi pokazywać dokument i wjeżdżać jak do obcego kraju. Cierpi też na widok każdej zrujnowanej świątyni.

Wreszcie podjeżdżamy pod monaster Panagia Kanakaria z V wieku. Z zabudowań monasterskich zostało niewiele, za to cerkiew w świetnym stanie. Tylko krzyża brak. Środek jednak mocno zniszczony. Dostrzegamy ślady ikonostasu, resztki fresków, a na ścianach ołtarza współczesne ikony, świeczki, a nawet kadiło. A więc jednak ktoś się tu modli. Nasze domysły potwierdza miejscowy Turek, opiekun zabytku, z własnej inicjatywy się nim zajmujący, sprzątający i oprowadzający turystów. Ma osiemdziesiąt lat, zna pięć języków, a historię tego miejsca ma w małym paluszku. Gdy więc prosi o jakiś datek, wręczamy bez oporu. I tak byśmy dali, bo wart jest tego.

Kawałek dalej, w następnej wsi, cerkiew św. Andronika. Gdy Stavros staje przed nią, jesteśmy zdziwieni. Zrujnowana i zamknięta, widzieliśmy takich po drodze kilka. Więc po co? Okazuje się, że po to, byśmy przez zupełnie nieoznakowane, acz otwarte, drzwi mogli wejść do sąsiadującej z cerkwią piwnicy, która okazuje się być katakumbową cerkwią św. Fotini. W takich miejscach modlili się chrześcijanie w czasach, gdy jeszcze nie mogli czynić tego legalnie. Świątynia musi więc sięgać początków chrześcijaństwa i mieć około 1800 lat. Trzy obszerne, skalne groty plus studnia.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token