Numer 8(410)    sierpień 2019Numer 8(410)    sierpień 2019
fot. Eugeniusz Czykwin
Niczym świeże powietrze
Ałla Matreńczyk

Pobłogosław nieprzyjaciół moich, Gospodi. Ja też ich błogosławię i nie przeklinam. Nieprzyjaciele moi mocniej popchnęli mnie w Twoje objęcia niż przyjaciele. Przyjaciele przywiązali mnie do ziemi, nieprzyjaciele odwiązali mnie od ziemi i zniszczyli wszelkie moje nadzieje pokładane w niej. (…) Pobłogosław nieprzyjaciół moich, Gospodi. Ja też ich błogosławię i nie przeklinam. Nieprzyjaciele nauczyli mnie tego, o czym mało kto wie, że człowiek nie ma nieprzyjaciół w świecie poza sobą – pisze w „Modlitwach nad jeziorem” św. Mikołaj Serbski.


Pisze człowiek, który z wykształconego myśliciela religijnego, zatroskanego o odbiór swoich wystąpień, podejmującego dialog z różnymi prądami duchowymi, staje się mistycznym samoukiem, pogrążonym w modlitwie ascetą, ochrydzkim pustelnikiem. Pisze człowiek rodem z Lelić, wsi położonej u stóp góry Povlen. To właśnie tam na początku dziewiętnastego wieku przeprowadza się z bośniackiej Srebrenicy protoplasta rodu, Ante Jovanović, który za zasługi w dwóch serbskich powstaniach zostaje wybrany kniaziem valjewskim z siedzibą w Leliciu. Od jednego z jego dwóch synów, Velimira, wywodzi się rodzina Velimiroviczów. W niej, w kolejnym pokoleniu, w 1880 roku przychodzi na świat najstarsze z dziewięciorga dzieci Drogomira i Kateriny, Mikołaj. „Wieczorem mój dziadek, głowa rodziny, zwoływał wszystkich na modlitwę. W domu nie mieliśmy kaplicy. W czasie brzydkiej pogody modliliśmy się w domu, a w czasie ładnej – na zewnątrz, na podwórzu. Dla nas gwiaździste niebo było kopułą cerkwi, księżyc prawdziwą ikoną, a ukochany dziadek – swiaszczennikiem. Żegnaliśmy się i modliliśmy patrząc w ziemię i wznosząc nasz wzrok w kierunku gwiazd, modlitwy kończyliśmy głębokim ukłonem i głośnym Amiń” – wspominał dzieciństwo władyka Mikołaj. Chłopiec rozpoczął naukę w szkole w pobliskim monasterze w Cielije, w którym zresztą został ochrzczony. I już pierwszy nauczyciel zauważył nieprzeciętne zdolności ucznia, radził rodzicom, by posłali syna do gimnazjum w Valjewie. Po sześciu latach „chude, chłopskie dziecko w ubraniu z samodziału” zakończyło je z najlepszym wynikiem. Dalsze plany? Akademia Wojskowa.  Ale Mikołaj nie dostał się do szkoły wojskowej: „Mała objętość płuc, chroniczne niedojadanie” – werdykt komisji lekarskiej nie dawał żadnej nadziei. Chłopiec wstępuje więc do seminarium. Kończy je nie tylko z bardzo dobrym świadectwem, także ze znajomością z o. Aleksym Iliciem, u którego zbiera się elita teologów, dyskutujących nad problemami Cerkwi. Mikołaj nie tylko pomaga o. Iliciowi w rozpowszechnianiu wydawanej przez niego gazety „Zwiastun chrześcijański”, publikuje też na jej łamach swoje młodzieńcze, bezkompromisowe teksty.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

na podst. filmu "Święty Mikołaj Serbski" oprac. Ałła Matreńczyk

fot. archiwum parafii św. Jana Teologa


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token