Numer 8(410)    sierpień 2019Numer 8(410)    sierpień 2019
fot. Eugeniusz Czykwin
Czyste życie
Anna Radziukiewicz

Z NADZIEŻDĄ PIETUCHOWĄ, lekarzem, doradcą przewodniczącego senatu Kazachstanu, parlamentarzystką rozmawia Anna Radziukiewicz

Anna Radziukiewicz: – Wróciła Pani z USA ze światowego kongresu lekarzy. O czym tam rozmawiano?

Nadzieżda Pietuchowa: – W świecie palący stał się problem bezpłodności – męskiej i żeńskiej. Na kongresie rozmawiano o sztucznych metodach wspomagania rozrodczości.

– Do niedawna bezpłodność była głównie problemem kobiet.

Kobiecie groziła bezpłodność, gdy przeszła na przykład zapalenie jajników. Ale teraz bardzo często o bezpłodności decydują sprawy hormonalne i genetyczne zmiany w organizmie, a te dotyczą obu płci.

 – W czym upatruje Pani przyczyny tych zmian?

Głównie w braku cełomudria, jak określamy w cerkiewnosłowiańskim seksualną wstrzemięźliwość.

– Współczesna kultura o cełomudriu zapomniała.

– I dlatego nie są rzadkością aborcje u czternasto-, piętnastoletnich dziewcząt, u których, już jako dwudziestolatek, leczymy często bezpłodność.

– Po aborcjach?

Nie, po rozwiązłym, nieuporządkowanym stylu życia seksualnego, którego następstwem mogą być ciąże.

– Są tabletki antykoncepcyjne.

– One rozregulowują gospodarkę hormonalną, narażają organizm na choroby. Jako lekarz zawsze mówię: brak porządku w życiu seksualnym, wielość partnerów, życie pozamałżeńskie, wprowadzają do organizmu różną mikroflorę. Za każdym razem organizm musi radzić sobie z „nieproszonymi gośćmi”, czyli kolejną mikroflorą, nieraz zapaleniem, jakże często skrywanym, zwłaszcza przez chłopców i nieleczonym, „przechodzonym”, co potem może skutkować bezpłodnością. 

– Burząc instytucję rodziny burzy się swoje zdrowie?

Oczywiście! Media, które przedstawiają celebrytów, żyjących w pierwszym, drugim małżeństwie, trzecim czy szóstym związku, filmy, pokazujące chaos w życiu płciowym, tylko wzmacniają trend burzenia rodziny.

– Można mu się przeciwstawić, na przykład w Kazachstanie?

W Kazachstanie stworzyliśmy pozarządową organizację, złożoną z lekarzy i pedagogów. Uczą oni cełomudria, co w praktyce ma oznaczać ochronę zdrowia matki i całej rodziny, zapobieganie niechcianym, pozamałżeńskim ciążom. W ramach tej organizacji uczymy też planowania życia rodzinnego – między urodzeniem kolejnych dzieci powinno minąć nie mniej niż trzy lata. Przy częstych porodach wyczerpuje się organizm matki, co może prowadzić do śmierci matki lub dziecka.

– Trudnego podjęliście się zadania.

Mam tego świadomość. W świecie panuje zasada – najpierw „sobie poszaleję”, a potem, jeśli nawet pojawią się problemy z płodnością, skorzystam z tzw. wspomagających reprodukcyjnych technologii.

– Czytałam, że wspomagające technologie prowadzą nieraz do tak zwanej ciąży mnogiej – rodzą się trojaczki, czworaczki, pięcioraczki.

Zgadza się. A to nie jest dobrze, ponieważ jeden płód przydusza drugi. Te dzieci cierpią w brzuchu matki. Jest im ciasno. Lekarze niekiedy próbują któryś z płodów usunąć, by uratować pozostałe. Uważam, że zachodzenie w ciążę i rodzenie powinno być naturalne. Jeszcze nie wiemy, co nas czeka? Jakie pokolenie wyrośnie z dzieci, które narodziły się w wyniku sztucznego zapłodnienia? Jaka będzie ich rozrodczość, zdrowie fizyczne i mentalne? Najstarsze takie dziecko, dziewczynka urodzona tą drogą w Wielkiej Brytanii, skończyła 40 lat i ma dwoje zdrowych dzieci.

(Ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz



Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token