Numer 9(411)    Wrzesień 2019Numer 9(411)    Wrzesień 2019
fot.Aleksandra Wasyluk
Liturgia tu nigdy nie ustała
Ałła Matreńczyk
Tak rozpoczął swoje życie sobór św. Marii Magdaleny w Warszawie, który właśnie ukończył 150 lat. Jubileuszowe uroczystości odbyły się w niedzielę 4 lipca, w dzień patronalnego święta, liturgicznego wspomnienia tej, która „wraz z Chrystusem Bogiem, na krzyżu Wiszącym, współcierpiała”, „z ust Chrystusowych wieść zmartwychwstania najpierw, usłyszała”, „ponad silnych mężów mocniejszej”, „ponad mędrców świata tego mądrzejszej”. O święcie pamiętali nie tylko prawosławni warszawiacy, ale i pielgrzymi z innych miast Polski, a nawet spoza jej granic, był to prazdnik całej naszej Cerkwi. Przybyli też niemal wszyscy nasi władycy.

Liturgii przewodniczył metropolita Sawa, z którym współsłużyli arcybiskupi białostocki i gdański Jakub, wrocławski i szczeciński Jerzy, przemyski i gorlicki Paisjusz, bielski Grzegorz, biskupi łódzki i poznański Atanazy, hajnowski Paweł, siemiatycki Warsonofiusz, wielu duchownych. Przybyli zaproszeni goście, przedstawiciele Kościoła rzymskokatolickiego i Kościoła polskokatolickiego, więziennictwa i policji, świata nauki i kultury, a także grupa pielgrzymów z Kijowa, przedstawicieli udręczonej Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej.
Patronkę soboru, Równą Apostołom Marię Magdalenę, która tu na Pradze od 150 lat świadczy o zmartwychwstaniu Chrystusa, wspominają wszystkie ewangelie, kanoniczne i apokryficzne, zachowało się wiele jej żywotów.

Arcybiskup Jerzy przypomniał, że urodziła się w Magdali, w zamożnej rodzinie, i już od dzieciństwa czytała teksty prorocze Starego Testamentu. Po śmierci rodziców podjęła decyzję o niewstępowaniu w związek małżeński. We wszystkich żywotach określana jest jako dziewica. – Jak więc mogła być opętana przez siedem biesów, o czym wspomina Ewangelia? – pytał władyka.
– I praktycznie żaden z Ojców Cerkwi nie twierdzi, że dotyczyło to opętania tymi grzechami, o które posądzało ją mroczne średniowiecze, utożsamiając z rozwiązłą niewiastą, która otarła swoimi włosami nogi Jezusa Chrystusa, obmywając je wcześniej drogocenną mirrą i która występuje zresztą w Ewangelii jako postać anonimowa.
Władyka zaznaczył, że w ich rozumieniu Maria Magdalena była poddana Hiobowemu doświadczeniu. Miała pewna skazę, którą Bóg dopuścił i ta skaza została określona jako opętanie siedmioma biesami. Być może była to skaza zwątpienia, słabej wiary. Ale znajomość Pisma Świętego, prorockich ksiąg pozwoliła rozpoznać jej w Jezusie Chrystusie Mesjasza, którego poznawała od dziecięcych lat.  
Arcybiskup Jerzy zwrócił uwagę, że św. Jan kończy swoją Ewangelię słowami: „Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać”.

Dlaczego zatem poświęcił tyle miejsca rozterkom zapłakanej Marii Magdaleny, jej dialogowi z domniemanym ogrodnikiem?
– Był to bowiem największy dowód na prawdziwość wiary i miłości Marii Magdaleny do Jezusa Chrystusa – mówił władyka. – Ten dialog jest nam tak bardzo potrzebny, żebyśmy zrozumieli, że prawdziwa miłość do Boga objawia się w okolicznościach bezwarunkowych, które niekoniecznie oznaczają bezpośrednie spotkanie z Bogiem. Ten ogrodnik mógł być przecież wysłannikiem faryzeuszy, pilnować grobu i karać tych, którzy przychodzili. A mimo to Maria Magdalena zwraca się do niego: „Jeżeli to ty wziąłeś ciało naszego Pana, to powiedz mi, gdzie je położyłeś”. I dopiero gdy rozpoznała Chrystusa, gdy uwierzyła, że zmartwychwstał, wykrzyknęła: „Rabbuni!”, to jest „Nauczycielu”!
Jezus Chrystus w pewien sposób hamuje jej radość, prosi, by go nie dotykała. – Jest wiele interpretacji dotyczących próby dotknięcia Chrystusa, ale żadna z nich nie jest ujmą dla kobiety, a takie tłumaczenie niekiedy pojawia się także w przestrzeni chrześcijańskiej.
Św. Maria Magdalena jest wielkim symbolem, ale także żywym dowodem, że nawet najbardziej kruche naczynie może być naczyniem zwiastowania zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa – powiedział władyka.
Metropolita Sawa w swoim słowie podkreślił, że świątynia budowana jest na chwałę Bożą i zbawienie każdego, kto do niej przychodzi na modlitwę, wznoszona po to, by sprawowana była w niej Liturgia. A Liturgia ma uświęcać człowieka, nie tylko obecnego, ale i cały świat, na koniec nabożeństwa słyszymy: S mirom izydiem, a więc napełnieni łaską Ducha Świętego powinniśmy iść w świat i tam głosić to, co przeżyliśmy. Hierarcha przywołał słowa św. Jana Złotoustego, że tam gdzie jest Liturgia, tam jest cerkiew, tj. zdrowy organizm. Jeżeli ktoś tę jedność zdrowego organizmu narusza, popełnia grzech większy od zabójstwa.
– Dzień dzisiejszy jest dniem dziękczynienia i radości – mówił metropolita. – Dziękczynienia za to, że w ciągu 150 lat od dnia poświęcenia nieprzerwanie sprawowana była Liturgia. Dziękczynienia za to wszystko, co otrzymał każdy, kto przychodził do tej cerkwi.
Dziękujemy Bogu też za tych, którzy wiernie służyli w tym domu Bożym – kapłani, dyrygenci, psalmiści – a odeszli już do Boga, do drugiego wymiaru życia. I dzisiaj oni byli także z nami, ich dusze są z nami, bowiem u Boga nie ma umarłych, u Boga wszyscy są żywi.
Dzisiejszy dzień jest też dniem radości, że naszemu pokoleniu przypadło ten uroczysty dzień Pański świętować.

Metropolita serdecznie pozdrowił wszystkich duchownych, którzy teraz w soborze z proboszczem o. Anatolem Szydłowskim służą. Pozdrowił też władyków, z których niemal wszyscy otrzymali świecenia kapłańskie i biskupie właśnie w murach tej świątyni.
Podniosły nastrój udzielał się wszystkim.
Podniosły nastrój panował także 150 lat temu, w dzień jej wyświęcenia.
Arcybiskup Joanicjusz (Gorski), „zawsze spokojny i opanowany”, podjął starania o budowę już w 1865 roku, na katedrze warszawsko-nowogieorgijewskiej przebywał od pięciu lat, katedra warszawska, najpierw jako wikariat diecezji wołyńskiej, istniała od ponad trzydziestu. I choć podczas tych trzydziestu lat do najstarszej, istniejącej od końca XVIII wieku, greckiej cerkwi na Podwalu dołączyły kolejne świątynie prawosławne w Warszawie, wszystkie zostały zlokalizowane po lewej stronie Wisły. Praga, uboga i zaniedbana, nawet nie dzielnica, raczej warszawskie przedmieścia, pozostawały bez cerkwi.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Ałła Matreńczyk
fot. Łukasz Troc (za cerkiew.pl)
z folderu „Katedra prawosławna św. Marii Magdaleny w Warszawie”

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token