Numer 9(411)    Wrzesień 2019Numer 9(411)    Wrzesień 2019
fot.Aleksandra Wasyluk
Bądźmy obecni w parlamencie
Michał Bołtryk
– Twoja rezygnacja ze startu do Sejmu w 2015 roku miała ułatwić zdobycie mandatu któremuś z młodszych prawosławnych kandydatów.
– Tak. Wywierano na mnie presję, ale nie chcę wracać do tego tematu.
– W rezultacie, jak mówią starzy ludzie, wyszedł pszyk. Żaden kandydat nie zdobył mandatu i w dobiegającej końca kadencji prawosławni nie mają swego przedstawiciela w parlamencie. Dlaczego tak się stało?
– Przyczyn wyborczej klęski w 2015 roku było kilka. Najważniejsza z nich to rozbicie głosów prawosławnego elektoratu. Moja rezygnacja ożywiła wśród „naszych” kandydatów nadzieję na łatwy sukces. Startując z różnych list otrzymali po kilka tysięcy głosów, co pomogło zdobyć mandaty nie im, a kandydującym z tych list osobom, które często z problemami i aspiracjami mniejszości nie miały wiele wspólnego. Inna przyczyna to stosunkowo niska, jedna z najmniejszych w kraju, frekwencja wyborcza na obszarze zamieszkałym przez prawosławną ludność.

– Zawsze twierdziłeś, że prawosławni muszą mieć w parlamencie swoich przedstawicieli. Czy dlatego, nauczony doświadczeniem ostatnich lat, postanowiłeś kandydować do Sejmu w zbliżających się wyborach?
– Bycie posłem daje możliwość nie tylko mówienia i pisania interpelacji w ważnych dla danej, w naszym przypadku prawosławnej, społeczności sprawach, ale stwarza szansę ich rozwiązywania. Nieskorzystanie z tych możliwości wystawia nam bardzo złe świadectwo.
– Będąc posłem wiele dla Cerkwi i naszych ludzi zrobiłeś. Co było sukcesem, a co porażką w Twojej parlamentarnej działalności?
– Najważniejsze a zarazem najtrudniejsze jest stanowienie dobrego prawa. Nasza Cerkiew w okresie międzywojennym była dyskryminowana i prześladowana. Zburzono półtorej setki świątyń, odebrano część monasterów, w tym supraski. W czasach PRL-u, choć nie burzono świątyń, ograniczenia także były. Aż do 1991 roku Cerkiew funkcjonowała w swoistej prawnej pustce, a to oznaczało, że jej sytuacja często zależała od widzimisię urzędników. Uchwalenie 4 lipca 1991 roku ustawy o stosunku państwa do Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego stworzyło sytuację, w której Cerkiew może swobodnie wypełniać swoją misję. Ustawę uchwalił tzw. „Sejm kontraktowy” (lata 1989-1991), w którym większość stanowili posłowie ostatniego (lata 1985-1989) „komunistycznego” Sejmu, który uchwalił bardzo korzystną dla Kościoła rzymskokatolickiego ustawę o stosunku państwa do tego Kościoła. Apelowałem do nich, by poparli także nasz projekt. Przekonywałem ich, najczęściej w sejmowej restauracji i słynnym barze „za kratą”. Do dziś się dziwię, jak moja wątroba wytrzymała te debaty. Ale mówiąc poważnie, bez wsparcia udzielonego nam przez ówczesnego marszałka Sejmu, świętej pamięci Mikołaja Kozakiewicza, którego ojciec był prawosławny, przewodniczących największych sejmowych klubów – śp. prof. Bronisława Geremka i Włodzimierza Cimoszewicza – ustawy w tak korzystnej dla Cerkwi wersji do dziś by nie było. Byłby proponowany przez rząd surogat „o wolności sumienia i wyznania”. Z kolei dla wszystkich mieszkających w Polsce mniejszości narodowych ważne było uchwalenie ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym, do uchwalenia której po czternastu latach prac udało się, w 2005 roku, przekonać sejmową większość. Byłem inicjatorem (przygotowanie, uzyskanie poparcia co najmniej piętnastu posłów, prowadzenie w komisjach i w trakcie obrad plenarnych) kilkunastu projektów ustaw. Nie wszystkie zostały uchwalone.
– Twoja największa poselska porażka?
– W dwóch kadencjach (lata 2007-2011 i 2011-2015) zabiegałem o nowelizację ustawy „kombatanckiej”, co umożliwiłoby wypłacanie rodzinom ofiar zbrojnego podziemia rekompensat choćby na poziomie tych wypłaconych rodzinom sprawców tych zbrodni, m.in. rodzinie Romualda Rajsa „Burego”. Tu spotkałem mur nie do przebicia.
– Po latach działalności publicznej można śmiało powiedzieć, że zrobiłeś karierę. Marzyłeś o czymś takim, chodząc do szkoły w Orli?
– Nigdy o tym nie myślałem. Angażowanie się w życie Cerkwi w czasach PRL-u mogło przynieść jedynie problemy. Zostając posłem, postanowiłem: będę mówił to co myślę i zajmował się tym, czego oczekują moi wyborcy. Dlatego, choć narażałem się rządzącym i „silnym tego świata”, sprzeciwiałem się bombardowaniom Jugosławii, ekonomicznym sankcjom wobec Białorusi, gloryfikowaniu tych, którzy mordowali niewinnych ludzi. Nie angażując się w bieżącą sejmową bijatykę, starałem się dla ważnych dla nas spraw pozyskiwać wsparcie posłów różnych politycznych opcji. Choć w skłóconym Sejmie nie było to łatwe, to jednak zgłaszane poprawki do budżetu o dofinansowanie przez państwo remontu supraskiej ławry czy ustawę o finansowaniu Wyższego Prawosławnego Seminarium Duchownego w Warszawie popierali posłowie i z prawej, i z lewej strony sejmowej sali.
– Od wielu lat, jako poseł, utrzymujesz wielorakie kontakty także z hierarchami Cerkwi za granicą…
– To prawda. Miałem szczęście, najpierw jako przewodniczący Bractwa Młodzieży Prawosławnej, a później redaktor Przeglądu Prawosławnego i poseł, blisko współpracować z naszym metropolitą Sawą. Metropolita nauczył mnie rozróżniać, co w Cerkwi jest naprawdę ważne, a co drugorzędne. Poznałem wielu hierarchów, m.in. metropolitę Kiryła, dziś patriarchę Moskwy i całej Rusi. Przyjeżdżał do Polski, m.in. uczestniczył w majowej pielgrzymce na Świętą Górę Grabarkę. Bywał w naszym domu. Nasze kontakty trwają do dziś, a współpraca zaowocowała m.in. wydaniem fundamentalnego dzieła w dwóch tomach „Kult Bogurodzicy w kulturze i tradycji Polski i Rosji”. Wielokrotnie spotykałem się z patriarchą Aleksym II, utrzymuję kontakty z hierarchami Cerkwi na bliskich memu sercu Białorusi i Ukrainie. Dane mi było poznać i rozmawiać z niezwykłą postacią, jaką był metropolita Antoni (Bloom). Kilkakrotnie spotykałem się i rozmawiałem z serbskim patriarchą Pavle, już za życia uważanym przez wiernych za człowieka świętego. Przez wiele lat utrzymywałem kontakty z o. Witalijem Borowojem. Spotkania i rozmowy z takimi ludźmi były i są niezwykłą, niezasłużoną, nagrodą za moją skromną pracę na rzecz Cerkwi.
– A z polityków? Kogo poznałeś osobiście i kogo cenisz?
– Najbliższy był mi Kazimierz Morawski. Wprowadzał mnie w świat dużej polityki. Arystokrata, wnuk Zdzisława Lubomirskiego i Marii z Branickich, obdarzył mnie, wychodźcę z prawosławno-białoruskiej wsi, przyjaźnią. Pomógł, także finansowo, utworzyć redakcję Przeglądu Prawosławnego. Był zaprzyjaźniony z generałem Wojciechem Jaruzelskim, Mieczysławem Rakowskim, Józefem Oleksym, z którymi dość często, gdy już nie pełnili funkcji państwowych, spotykaliśmy się w jego domu w Zalesiu Górnym, dodam, zwyczajnym, skromnym. Wiele z tych rozmów wyniosłem i żałuję, że nie prowadziłem dziennika. Bliżej poznałem Aleksandra Kwaśniewskiego, którego matka była prawosławna, a mieszkający w Białymstoku wuj, architekt Michał Bałasz, zaprojektował m.in. cerkiew św. Pantelejmona. Utrzymuję bliskie, przyjacielskie kontakty z Włodzimierzem Cimoszewiczem. „Kolędując” w wielu ważnych dla Cerkwi sprawach, poznałem osobiście większość polityków, odgrywających ważne role w minionych trzydziestu latach. U zdecydowanej większości znajdowałem zrozumienie i myślę o nich z szacunkiem i wdzięcznością.
– A z polityków zagranicznych?
– Pełniąc w latach 1986-1989 funkcję wiceprezydenta Światowej Federacji Młodzieży Prawosławnej Syndesmos, a później jako członek sekretariatu Międzyparlamentarnego Zgromadzenia Prawosławia (MZP), organizacji skupiającej parlamentarzystów z 26 państw, spotkałem wielu polityków. Były to jednak raczej oficjalne, w większym gronie rozmowy. Raz na przyjęciu urodzinowym patriarchy Aleksego II trochę dłużej o stosunkach polsko-rosyjskich rozmawiałem z Władimirem Putinem.
– A z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką?
– Spotkałem się z nim dwukrotnie. Raz na przyjęciu u egzarchy Białorusi  metropolity Filareta. Byłem wówczas przewodniczącym polsko-białoruskiej grupy parlamentarnej i poprosiłem go o zgodę białoruskiego rządu na otwarcie dwóch nowych, w Białowieży i na Kanale Augustowskim, przejść granicznych. Nie wiem, czy ta rozmowa miała znaczenie, ale zgodę na otwarcie tych przejść Białoruś szybko wyraziła. Drugi raz, gdy przyjmował delegację MZP.
– Na jedną kadencję (1991-1993) wybrany zostałeś z Komitetu Wyborczego Prawosławnych i byłeś posłem niezależnym, następnie, od roku 2001, byłeś posłem lewicy. Dlaczego?
– Moim marzeniem było stworzenie, na wzór mniejszości niemieckiej, w województwie opolskim, samodzielnej reprezentacji naszej mniejszości w parlamencie i samorządach. Poświęciłem temu wiele sił. Niestety, poza kadencją 1991-1993, o której wspomniałeś, nasz komitet przegrywał wybory. Przez osiem lat (1993-2001) nie byłem posłem, choć gdybym przyjął propozycję startu z listy lewicy, na pewno mandat bym uzyskał. Niestety, do koncepcji budowania szerokiego porozumienia, mającego za podstawę naszą prawosławną tożsamość, bez dzielenia na Białorusinów, Ukraińców, Polaków, nie potrafiliśmy przekonać większości naszej społeczności. Ale jak mówi przysłowie „niet chuda biez dobra”. Będąc posłem rządzącej (lata 2001-2005), a później opozycyjnej, partii mogłem załatwić o wiele więcej spraw niż gdybym był niezależnym „elektronem”.
– Co konkretnie masz na myśli?
– Prócz wspomnianych już spraw niezwykle ważna była nowelizacja w kadencji 2001-2005 „cerkiewnej” ustawy, która przywróciła możliwość zgłaszania wniosków o zwrot odebranych Cerkwi nieruchomości. Na ich podstawie Komisja Majątkowa wydaje korzystne dla Cerkwi decyzje. Ważne też było uchwalenie ustawy o finansowaniu z budżetu państwa prawosławnego seminarium w Warszawie.
– Teraz startujesz nie z lewicy, a jako bezpartyjny z Komitetu Obywatelskiego. Dlaczego?
– Główna przyczyna to chęć zakończenia podziałów i rywalizacji w naszym środowisku. W Białymstoku prawosławni kandydaci z Forum Mniejszości Podlasia w wyborach samorządowych startują z list Platformy Obywatelskiej – w ostatnich wyborach aż pięciu zostało wybranych do Rady Miasta. Jeśli z ich strony będzie chęć współpracy, to niezależnie od tego, czy zostanę wybrany, chętnie podzielę się moimi doświadczeniami. Inna przyczyna to kwestie światopoglądowe. Gdy w 2001 roku po raz pierwszy startowałem z list SLD, było to ugrupowanie – takie stwierdzenia znajdowały się w dokumentach programowych – neutralne światopoglądowo. Stopniowo to się zmieniło i obecnie SLD wraz z partiami Roberta Biedronia i Adriana Zandberga w kwestiach światopoglądowych bardzo się zradykalizowało, m.in. jest za usunięciem ze szkół lekcji religii, z czym się nie zgadzam. Znając moje, konserwatywne w tych sprawach, poglądy, obecne władze SLD nie złożyły mi propozycji startu z ich listy. Uczynił to przedstawiciel Komitetu Obywatelskiego.
– Jeśli zostaniesz wybrany, to czym w Sejmie będziesz się zajmował?
– Za najważniejsze uważam powstrzymanie dalszego wyludniania się powiatów hajnowskiego, siemiatyckiego i bielskiego, w częściach zamieszkałych przez prawosławnych. Z tym wiąże się problem Puszczy Białowieskiej. Nie możemy biernie przyglądać się, jak znaczącą jej część na naszych oczach zjadają korniki.
Naturalnie podejmę działania, mające na celu stworzenie podstaw prawnych do zadośćuczynienia rodzinom ofiar powojennego podziemia. W demokratycznym państwie prawa nie można akceptować odmawiania choćby symbolicznych zadośćuczynień ofiarom zbrodni ludobójstwa, wypłacając takie zadośćuczynienia rodzinom sprawców tych zbrodni.
Za ważne uważam poprawę stosunków z naszymi wschodnimi sąsiadami. Konieczne jest wprowadzenie ułatwień w przekraczaniu granicy. Turystów „handlowych” z Białorusi mogłoby być znacznie więcej, gdyby udało się wprowadzić w strefie przygranicznej ruch bezwizowy. Nawet obecnie mogłoby ich być więcej, gdyby zwiększyć liczbę przejść granicznych i usprawnić proces wydawania polskich wiz.
– Polska dopełniła wszystkich czynności związanych z wprowadzeniem strefy małego ruchu bezwizowego. Dziś problem leży po stronie białoruskiej.
– To prawda. Wcześniej to Białorusini zabiegali o ruch bezwizowy, a Polska go nie chciała. Dopiero po debacie w Sejmie, która odbyła się na mój wniosek, zmieniliśmy zdanie.
– Czy uważasz, że i Białoruś mogłaby zmienić zdanie w tej sprawie?
– Myślę, że tak. Białoruś jest zainteresowana dialogiem i współpracą, w tym także międzyparlamentarną. Pytany w sprawie bezwizowego ruchu ambasador Białorusi odpowiedział: „Będą normalne stosunki między naszymi krajami, będzie ruch bezwizowy”.
– A czy stosunki z Rosją mogą ulec zmianie?
– Na gorsze już chyba nie. To co można było zepsuć, już popsuliśmy. Moim zdaniem Polska w sprawach sankcji wobec Rosji nie powinna być jastrzębiem. Tymczasem rusofobia, co stwierdził profesor Bronisław Łagowski – jest obecnie ideologią państwową. W Niemczech czy Austrii nikt nie rusza pomników Armii Radzieckiej, my je wyrzucamy. Obawiam się, że w odzyskiwaniu rosyjskich rynków – sankcje prędzej czy później zostaną zniesione – kraje Europy Zachodniej nas wyprzedzą.
– Co więc twoim zdaniem powinniśmy czynić?
– Zresetowałbym realizowaną dziś politykę i zamienił ją na Politykę Dobrego Sąsiedztwa. Do takiej zmiany potrzebne jest jednak szersze, ponad podziałami politycznymi, porozumienie. A o takie będzie trudno, chyba że Stany Zjednoczone, czego nie można wykluczyć, w ważnych dla nich geopolitycznych kwestiach dogadają się z Rosją.
– W budowaniu korzystnych dla obu stron relacji z Rosją ważną rolę mogą odegrać instytucje i organizacje pozarządowe, w szczególności środowiska chrześcijan. Po wizycie patriarchy Kiryła w Polsce w 2012 roku rozpoczął się dialog między Kościołem katolickim a rosyjską Cerkwią. Jego kontynuacja jest możliwa?
– Dialog nie został formalnie zerwany i mógłby być wznowiony, ale o tym  muszą zdecydować hierarchowie obu Kościołów.
– Nie nudziłeś się przez cztery minione lata bez gorących debat?
– Bynajmniej. Mam więcej czasu na pracę w redakcji Przeglądu Prawosławnego, co zawsze dawało mi wiele satysfakcji. Fundacja im. Księcia Konstantego Ostrogskiego jest wydawcą Przeglądu, wydaje także książki – w roku ubiegłym, w 80 rocznicę akcji burzenia prawosławnych świątyń na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu, wydaliśmy „1938. Jak burzono cerkwie”, zawierającą dokumenty i wspomnienia świadków, a w tym „Żołnierze wyklęci. Białostocczyzna 1945-1947”, ukazującą tragedię prawosławnej ludności po zakończeniu drugiej wojny światowej.
– Obie pozycje, zawierające świadectwa ostatnich żyjących świadków tych tragicznych wydarzeń, wywołują u czytelników smutek i żal. Warto przypominać te bolesne wydarzenia?
– O burzeniu prawosławnych świątyń w chrześcijańskim kraju w połowie XX wieku w Polsce prawie nikt nie wiedział, a posłowie poprzedniej kadencji nie dopuścili do głosowania projektu uchwały, w której Sejm wyraziłby żal z powodu zrealizowania przez władze przedwojennej Polski tej haniebnej akcji. Z kolei książka o wymierzonych przeciwko prawosławnej ludności działaniach polskiego podziemia w powojennym okresie jest reakcją na podejmowane już nie tylko przez określające się jako „patriotyczno-narodowe” środowiska próby fałszowania historii, polegające na usprawiedliwianiu sprawców zbrodni i forsowaniu przekazu, że odpowiedzialność za to, co wydarzyło się na Białostocczyźnie po wojnie ponosi prawosławno-białoruska ludność, a kobiety, starcy i dzieci, które zginęły w pacyfikacjach, to były „przypadkowe ofiary”.
Ale wydajemy także książki z optymistycznym przesłaniem. Taka jest zredagowana przez Annę Radziukiewicz blisko sześciusetstronicowa książka „Siewcy”, w której przedstawiamy sylwetki 123 laureatów Nagrody Ostrogskiego, a są to hierarchowie, duchowni, naukowcy, artyści z wielu krajów, którzy nagrodzeni zostali za wybitne osiągnięcia w dziedzinie rozwoju duchowości, myśli i kultury prawosławnej oraz za działalność na rzecz jednoczenia chrześcijan.
– Jak oceniasz swoje szanse na zdobycie mandatu posła?
– Zdecydowałem się kandydować, gdyż uważam, że w Sejmie konieczna jest obecność przedstawiciela prawosławnej społeczności. Mam świadomość, że na realizowaną przez władze politykę w sferze gospodarczej, społecznej czy międzynarodowej mogę mieć bardzo ograniczony wpływ. Mogę jednak – jeśli wyborcy obdarzą mnie zaufaniem – podejmować działania powstrzymujące dalszą degradację naszej małej ojczyzny, upominać się o przysługujące nam prawa, w szczególności w sferze wolności religijnej, w kwestiach dotyczących zachowania naszych narodowych tradycji, języka, kultury.
– Pozostaje więc prosić Czytelników PP, by 13 października wzięli udział w wyborach.
– Tak, bardzo o to proszę i jednocześnie dziękuję wszystkim, którzy zechcą oddać na mnie swój głos.
– Dziękuję za rozmowę.

Opinie

[1] 2019-10-01 17:29:00 włodzimierz
Głosujcie na Pana Eugeniusza Czykwina. On zawsze walczył w Sejmie o społeczność prawosławną. 13 października oddam głos na Niego. Apeluję do wszystkich prawosławnych o to samo. Pozdrawiam Pana Eugeniusza Czykwina!
[2] 2019-10-15 17:16:00 włodzimierz
Gratuluję Panu Eugeniuszowi Czykwinowi. Mój i małżonki głosy w wyborach nie poszły na marne. Pozdrawiam !

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token