Numer 9(411)    Wrzesień 2019Numer 9(411)    Wrzesień 2019
fot.Aleksandra Wasyluk
Społecznik
Anna Radziukiewicz
– Doświadczenia w pracy społecznej są ważne, by próbować sił w polityce, w wyborach do parlamentu, w których Pan startuje?
– Chciałbym, żeby na spolaryzowanej dziś scenie politycznej pojawiali się ludzie niezależni, reprezentujący organizacje pozarządowe, mniejszości religijne czy narodowościowe. Żeby to byli ludzie o szerszej perspektywie, nie uwikłani w konflikty między wiodącymi partiami, którym nie zależy na utrzymaniu władzy, a na pracy, zmieniającej na lepsze środowisko pracy, nauki, odpoczynku. Skupić się na potrzebach ludzi, a nie partii, takie moje zadanie.

– Pana początki społecznej aktywności?
– Zaczęło się od harcerstwa. Potem była aktywność w Bractwie Młodzieży Prawosławnej, konkretnie w parafialnym kole na Dojlidach, za życia o. Mikołaja Borowika.
– To była dobra szkoła?
– O tak, zwłaszcza w sensie nauki słuchania innych, dzielenia się z nimi swoim czasem. Z bractwa parafialnego trafiłem do zarządu centralnego gdzie zainicjowałem i prowadziłem zawody sportowe, z dziesięcioma konkurencjami, organizowane przez bractwo każdego roku. Brali w nich udział młodzi ludzie z całej Polski. Niektórzy za sprawą zawodów po raz pierwszy pojawiali się w cerkwi. Do dziś trwają przyjaźnie, rozpoczęte w tamtych czasach.
– A wybór na przewodniczącego bractwa?
– Z tym organizacja ma zawsze kłopoty. Nikt z młodych ludzi, o małym – co naturalne – doświadczeniu, nie chce brać na siebie tak poważnego obowiązku, jak przewodniczenie ogólnopolskiej organizacji. Propozycję jednak przyjąłem i przez trzy lata (1997-2000) przewodniczyłem organizacji.
– Dobrze wspomina Pan ten okres?
– Bardzo dobrze. Rozwinęły się wtedy nasze zagraniczne kontakty. Zorganizowaliśmy festiwal z okazji 20-lecia bractwa, kontynuowaliśmy organizację pielgrzymek, wydawaliśmy literaturę. Wtedy wielu ciekawych i ambitnych młodych ludzi zaczęło z nami współpracować, na przykład aktor Krzysztof Tarasiuk.
– Potem prywatna dojrzałość?
– Skończyłem studia informatyczne. Trochę pracowałem na Cyprze jako rezydent biura podróży, potem jako informatyk na Poczcie Polskiej i tworzyłem w wolnych chwilach portal cerkiew.pl. Teraz pracuję jako informatyk w Infiniti Group.
– Taki portal to wtedy absolutna nowość w Cerkwi.
– Jedną z pierwszych stron, stworzonych w ramach całej Cerkwi w Polsce, była strona Bractwa Młodzieży Prawosławnej. Potem stworzyliśmy stronę cerkiew.pl. Sam nie oczekiwałem, że to tak dobrze wszystko się rozwinie. W latach świetności współpracowało z nami około pięćdziesięciu osób. Portal był prowadzony jedynie przez wolontariuszy. Nikt nie pobierał honorarium. Mogę powiedzieć, że był to wtedy najlepszy portal internetowy w całym prawosławnym świecie. Rosyjskie czy greckie portale dopiero raczkowały. Sukces był tak duży, że odwiedzało nas ponad cztery tysiące osób dziennie. Do dzisiaj te statystyki się utrzymują. Byliśmy postrzegani jako oficjalny serwis Cerkwi, choć był to tylko głos młodzieży, ruch społeczny. Znam wiele osób, które nawet zawarły związki małżeńskie dzięki portalowi cerkiew.pl.
– Portal adresowaliście do prawosławnych.
– Tak myśleliśmy. Okazało się jednak że czyta nas wielu katolików. Arcybiskup wrocławski i szczeciński Jerzy, gdy był archimandrytą monasteru w Jabłecznej, mówił, że do monasteru trafia wielu katolików dzięki działowi naszego portalu „Pytania i odpowiedzi”, w którym to jednym z odpowiadających był właśnie arcybiskup.
– Portal Orthphoto to dziecko portalu cerkiew.pl?
– I tak, i nie. Uruchomiliśmy go w 2004 roku. Do jego tworzenia zaangażowałem osoby, tak jak ja fotografujące i współpracujące z cerkiew.pl.  Od samego początku miał być to międzynarodowy portal społecznościowy. Jedyny taki, według mnie, w całym prawosławnym świecie. „Porozumiewamy się” na nim za pomocą obrazu. Na portalu jest ponad sto tysięcy zdjęć z prawie osiemdziesięciu krajów. To platforma fotografów zainteresowanych prawosławiem. Pokazujemy w ten sposób piękno prawosławia oraz uczymy się jeden od drugiego.
– Potem były wystawy fotograficzne.
– Na pięciolecie Orthphoto zorganizowaliśmy pierwszą, jubileuszową, potem była wystawa o monastycyzmie. Kolejna to „Kolory prawosławia. Polska”. Drugą nieoczekiwanie udało się nam pokazać w piętnastu krajach, m.in. w parlamencie europejskim, Etiopii, Finlandii, w czterech miastach Rosji. Pokazywaliśmy ją w bardzo ważnych miejscach – duchowo czy turystycznie, jak w chramie Chrysta Spasitiela w Moskwie czy w cerkwi św. Sawy w Belgradzie. Dzięki tej wystawie wielu ludzi dowiedziało się o prawosławiu w Polsce. Ale też grupa młodych ludzi z Polski, towarzysząc wystawie, śpiewając w chórze podczas ceremonii jej otwarcia, miała możliwość poznawania prawosławia w innych krajów, nawiązywania przyjaźni. To cenne doświadczenie.
– Publikacje albumów o wspólnym tytule „Kolory prawosławia” to poważne wydawnicze przedsięwzięcie.
– Razem z Jarosławem Charkiewiczem, reprezentującym wydawnictwo metropolii, wydaliśmy pierwszy album „Kolory prawosławia. Polska”. Teraz mamy już osiem albumów, pokazujących między innymi kolory prawosławia rosyjskiego, serbskiego, gruzińskiego, rumuńskiego.
– Organizujecie też konkursy fotograficzne.
– Wydając albumy o danym kraju, na przykład teraz o Cyprze i Albanii, plonami konkursu wzbogacamy nasze wydania. Na temat i albumów, i konkursów prowadzimy rozmowy z kolejnymi krajami. 
– Potrzebne są pieniądze na takie przedsięwzięcia.
– Dlatego między innymi warto mieć reprezentanta w parlamencie, by łatwiej było pozyskiwać fundusze na tego typu przedsięwzięcia jako inicjatywy niepaństwowych organizacji. Dofinansowanie pierwszej wystawy, która odwiedziła siedem krajów, stało się możliwe dzięki temu, że ówczesny poseł Eugeniusz Czykwin umówił nas z odpowiednimi osobami w ministerstwie, stając się gwarantem naszej wiarygodności na tak wysokim szczeblu. Inny przykład to projekt, który zorganizowaliśmy trzy lata temu dla Polonii, „Duchowe okno na świat”. Teraz, gdy został przeniesiony z MSZ do Senatu, wskazane jest, by miał wsparcie senatora 
– Uczciliście też setną rocznicę bieżeństwa.
– Zorganizowaliśmy konkurs dla dzieci i młodzieży na temat bieżeństwa – z konkursowych tekstów powstała książka. Pojechaliśmy do Tomska, szukając śladów naszych przodków bieżeńców. Zorganizowaliśmy obóz dla Polonii.
– Realizujecie wiele innych przedsięwzięć. Nie macie problemów?
– Podstawowym jest brak liderów. Dlatego w tym roku na Świętej Górze Grabarce stanął namiot, w którym spotykaliśmy się z ludźmi, którzy są gotowi coś robić dla Cerkwi, stanąć na czele grupy, prowadząc jakiś projekt, oczywiście pod parasolem stowarzyszenia Orthnet, który może jeszcze pomieścić wiele innych inicjatyw, nie tylko swoje sztandarowe jak cerkiew.pl czy orthphoto.net.
– Na przykład jakie?
– W zeszłym roku kontaktowaliśmy się z biskupem Ugandy i Kenii z zamiarem niesienia pomocy dla szpitala w Kenii, prowadzonego przez Cerkiew. Za późno jednak zaczęliśmy pisać wniosek do ministerstwa spraw zagranicznych. Do tematu zamierzamy wrócić. Jako chrześcijanie musimy się dzielić naszym czasem, pieniędzmi, a często o tym zapominamy. Arcybiskup Albanii Anastasios (Yannoulatos) wskazuje nam drogę – nawet w okresie, kiedy kierowana przez niego Cerkiew podnosiła się z ruiny, była bardzo biedna, pomagała innym Cerkwiom.
– Sięganie do pomocowych funduszy, gromadzonych przez państwo, jest zwykle łatwiejsze, gdy się ma swoich przedstawicieli, czyli rozumiejących wagę sprawy, choćby w parlamencie.
– Myślę, że tak.
– A gdyby Pan został posłem?
– Nie ograniczałbym się do reakcji na prośby innych. Sam będę podejmować inicjatywy, widząc potrzeby innych. Dbanie o społeczność prawosławną byłoby oczywiście moją podstawową troską. Ale muszę dbać o dobro całego kraju. Tak jak na przykład teraz tworzymy w ramach Infinity Group portal antyhejtowy, poprzez który chcemy uświadomić młodzież, że jest ona nie tylko celem ataków nienawiści, ale także może się łatwo stać źródłem nienawiści, że przekroczenie tej granicy może nastąpić niepostrzeżenie. Za często analizujemy skutki, za mało przyczyny pewnych społecznych zachowań. Mówimy na przykład, że młodzi ludzie wzięli kamienie do ręki, a nie pytamy, dlaczego to zrobili. Ważny jest też dla mnie temat ekologii w czasach zmian klimatycznych. 1 września w Konstantynopolu służy się Liturgię za stworzenie, za świat. Uczestniczyłem w takiej Liturgii. Wtedy uświadomiłem sobie, jak Cerkiew jest bardzo proekologiczna. Władyka Jeremiasz mówił, że za jego czasów nie można było splunąć na ziemię – taki był do wszystkiego szacunek. Zatraciliśmy go. Trzeba go przywrócić. I trzeba zaczynać od siebie – tak uczy Cerkiew. Zabiegałbym też o wsparcie dla organizacji pozarządowych i kształtowanie w nich liderów. Bo jeśli chcemy mieć zdrowe, silne społeczeństwo, musimy mieć dobrych liderów, z poczuciem odpowiedzialności za otoczenie.
– Kandyduje Pan z Warszawy?
– Nikt z odwołujących się do prawosławnych dotychczas nie kandydował z Warszawy, a stolica ma coraz więcej potencjalnych wyborców, widzę to, obserwując chociażby ruch na portalu cerkiew.pl. Teraz więcej użytkowników portalu jest z Warszawy niż z Białegostoku i okolic. Poza tym lista warszawska skupia osoby z całego świata, czyli Polonii, która może głosować na naszego kandydata. Sam kiedyś byłem członkiem Polonii, pracując przez dwa lata w biurze prasowym Światowej Rady Kościołów w Szwajcarii. Znam problemy ludzi mieszkających za granicą. Wiem, jak ważny jest dla nich kontakt z krajem, możliwość chociażby posyłania do Polski dzieci na kolonie i obozy i bycie ambasadorami Polski poza granicami kraju. Liczę na to, że uda mi się zachęcić do głosowania na mnie osoby, które mieszkają czasowo za granicą lub w Warszawie. Wiem, że często mają problem z dotarciem do informacji co zrobić, by móc głosować, dlatego na swojej stronie internetowej (www.aleksanderwasyluk.pl) wyjaśniam krok po kroku, co zrobić, by zagłosować.
– Dziękuję za rozmowę.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token