Numer 9(411)    Wrzesień 2019Numer 9(411)    Wrzesień 2019
fot.Aleksandra Wasyluk
Unia skłóca
Anna Radziukiewicz
GREKOKATOLICY – ŁACINNICY

I chociaż książka Włodzimierza Osadczego przedstawia dzieje Kościoła greckokatolickiego, to jednak jej największym bólem są relacje na linii łacinnicy – unici.
Zdawałoby się oba obrządki zjednoczone, tak jak unia zakładała, pozostające pod jurysdykcją jednego papieża, z ponad 400-letnim doświadczeniem bycia razem, powinny się zlać w jedną miłującą się wspólnotę. A tu takie konflikty książka odsłania! Krwawe! Takie rozejście się dróg!
Unia, według jej architektów, miała łączyć. Ale podzieliła – najpierw dramatycznie i do dziś naród ruski – już od końca XVI wieku, czyli synodu brzeskiego. Ale ona, jak się okazuje, głęboko i tragicznie podzieliła też łacinników i grekokatolików, dziś Polaków i Ukraińców.


SAME PODZIAŁY I DRAMATY,
RANY I PRETENSJE
Europa w połowie XIX wieku rodzi ruchy narodowościowe, nazwane Wiosną Ludów. W tym czasie misternie przez ponad dwa wieki budowana konstrukcja „brzeskiego” Kościoła unickiego niemal znika z mapy środkowej Europy. Unici na ziemiach współczesnej Białorusi i Litwy po soborze w Połocku w 1839 roku powrócili do Cerkwi prawosławnej. Pozostała jedynie wyspa unitów na ziemiach galicyjskich w zaborze austriackim. Polityka józefińska bardzo się różni od polityki polskiej względem tej grupy. Wiedeń podnosi jej status społeczny. Wyciąga z cywilizacyjnego zacofania. Jej parochowie mają obowiązkowo kończyć studia uniwersyteckie. Poważają ich cesarscy urzędnicy. Tworzy się warstwa inteligencji. Z tego środowiska wychodzi wielu polityków, uczonych, pisarzy i społeczników. Ci zakładają czytelnie ludowe, upowszechniają wiedzę gospodarczą, zwalczają pijaństwo, zmieniają oblicze ruskich wsi galicyjskich. Nareszcie, po wiekach, Rusini cieszą się społecznym uznaniem.
Pod rządami polskimi parochowie żyli z piętnem społecznego i cywilizacyjnego zacofania, pod austriackimi dość szybko wtapiali się w cywilizowane kręgi. Zgłębiali swoją historię. Nawiązywali do tradycji średniowiecznej Rusi Halickiej. Założyli swoją Główną Radę Ruską, która 10 maja 1848 roku wydała odezwę do ruskiego narodu: „My, Rusini galicyjscy, należymy do wielkiego ruskiego narodu, który jednym mówi językiem (…). Ten naród (…) miał własny wydoskonalony język, własne swe ustawy, własnych książąt (…)” – czytamy w odezwie, która wskazuje wyraźnie na budzenie się świadomości narodowej.
Galicyjscy unici wchodzą na drogę odzyskiwania zaginionej ruskości. Kreują nową wspólnotę. Jej podstawą jest wyrugowanie wpływów polskich, wszystkich polskich naleciałości. O tyle czuli się patriotami – pisze Osadczy – na ile nie lubili Polaków – łacinników. Niektórzy uniccy duchowni przechodzili na prawosławie.
W drugiej połowie XIX wieku dużą część unitów patrzyła w stronę Petersburga. 
Co dalej? Wtopić się galicyjskim unitom, jak określa autor książki, w atrakcyjną i wyrobioną literacko i kulturowo ruskość rosyjską i rozwijać się jako małoruski szczep w łączności z Rusią całą, której polityczną emanacją była Rosja? Czy tworzyć naród całkowicie odrębny od Rosji i wzmacniać ruch ukrainofilski, który całkiem dobrze rozwijał się w Imperium Rosyjskim już od lat 40. XIX wieku.
Rusini galicyjscy nie mieli oczywiście swojego państwa, a tym samym poważnych instytucji świeckich, które by naród tworzyły. Taką instytucją stał się siłą rzeczy Kościół greckokatolicki. Jego duchowni wyrastali na przywódców politycznych. Cechował ich wybujały radykalizm, ale i powierzchowna religijność – tak określa Włodzimierz Osadczy. Z rodzin unickich kapłanów rekrutowali się najbardziej rewolucyjni i radykalni działacze. Syn greckokatolickiego księdza Mirosław Siczyński zamordował w 1908 roku hrabiego Andrzeja Potockiego, namiestnika Galicji, który zdaniem zabójców wspierał „moskofilów”. I choć mord potępił unicki metropolita arcybiskup Lwowa Andrzej Szeptycki, to księża wychwalali zabójcę jako narodowego bohatera.
Unita, przybyły z Litwy ks. Józef Brodziewicz, pisał na początku XX wieku: „Nienawiść, nienawiść i wszędzie tylko nienawiść. Miłość łączy, uszlachetnia, nienawiść rozdziela, poróżnia i upadla (…) napady hajdamackie, bezmierne morze kłamstw, potwarzy i gwałtów: oto początek katastrofy – to przygrywka do końca Unii”.
Dalej pisze ks. Brodziewicz, że większość ciągnie do Petersburga – albo do Cerkwi niezależnej, albo do zupełnej niewiary. Naprzeciw siebie stoją kapłani moskalofile i ukrainofile. Kler greckokatolicki zwalcza się nawzajem, co prowadzi do upadku jego autorytetu i religijnej obojętności wśród ludu.
Ale wśród tych unickich duchownych, przesiąkniętych ideą narodową, jest i ordynariusz stanisławowski błogosławiony Grzegorz Chomyszyn, zwolennik unii kościelnej, tej tworzonej od soboru brzeskiego. To on wskazuje na „herezję nacjonalizmu” wśród unickich księży. Pisze, że naród ukraiński nie jest tym samym co rosyjski, że ukraiński nigdy nie zżył się z rosyjskimi tradycjami carskimi, nieprzerwanie walczył o swoją narodową odrębność. „Nawet swą nazwę historyczną zmienił „Ruś, Rusin na Ukrainę, Ukraińcy. Nasz naród bardziej zżył się z Zachodem niż ze Wschodem”.
Chomyszyn był ukraińskim patriotą, wychowanym na wzorach kultury łacińskiej i opowiadał się za jak najbliższą współpracą z Polską. Zmarł w 1945 roku. Został beatyfikowany w 2001.
Chomyszyna w Galicji nie słuchano. I dziś ostro go zwalczają ukraińscy nacjonaliści.
Agitacja kleru ruskiego (czyli unickiego – red.) przeciw Polakom wystąpiła w skrajnej formie – pisał łaciński metropolita lwowski, arcybiskup Józef Bilczewski. Ta wroga agitacja ciągle wzrastała. Z ambony nawoływano do bicia Lachów. Cerkwi używano do przeprowadzania wieców, gdzie nie szczędzono drwin i obelg pod adresem Polaków.
Po wojnie polsko-bolszewickiej 1918-1919 ukraiński nacjonalizm stał się ideologią dominującą w społeczeństwie ukraińskim.
Aż doszło do masowych mordów ludności polskiej na Wołyniu w 1943 roku, dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej. Zginęło od 70 do 100 tysięcy Polaków – podają różne źródła. Na czele ruchu stanął Stepan Bandera, syn unickiego duchownego Andrija Bandery. Duchowieństwo greckokatolickie – czytamy w książce – masowo poparło  banderowskie działania, nieraz bezpośrednio biorąc udział w zbrodniach.
W lutym 1944 roku zagładą polskiego Korościatyna w powiecie buczackim kierował greckokatolicki duchowny Pałubicki ze swoją córką, pisze Osadczy, dodając że mnóstwo było podobnych przykładów. I tylko pojedynczy duchowni sprzeciwili się tej zbrodni, za co byli zmuszani do opuszczenia parafii, a na ich miejsce osadzano nacjonalistów.
Ocaleni z rzezi Polacy obarczają greckokatolickie duchowieństwo odpowiedzialnością za eskalację nienawiści i potworne zbrodnie – czytamy dalej.
Banderowskie podziemie, hierarchowie i duchowieństwo greckokatolickie poparły tworzenie nazistowskich dywizji SS Galizien, składających się z ukraińskich ochotników. Dywizja dokonała między innymi ludobójczej akcji w Hucie Pieniackiej koło Brodów.
Ukraińscy nacjonaliści byli w służbie III Rzeszy. Duchową opiekę roztaczali nad nimi greckokatoliccy duchowni, skierowani na służbę przez swego metropolitę Andrzeja Szeptyckiego.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz

Włodzimierz Osadczy, Unia triplex. Unia Brzeska w tradycji polskiej, rosyjskiej i ukraińskiej, Radzymin – Warszawa 2019, ss. 254.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token