Numer 9(411)    Wrzesień 2019Numer 9(411)    Wrzesień 2019
fot.Aleksandra Wasyluk
Z nadzieją na normalność
tłum. Andrzej Charyło
– Co zmieniło się dla Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi (UPC) od czasu utworzenia Prawosławnej Cerkwi Ukrainy (PCU)?
– Z kanonicznego punktu widzenia nic. Bez względu na to, że próbowano zalegalizować raskoł, nadal pozostaje on raskołem. Nawiasem mówiąc, potwierdza to stanowisko innych lokalnych Cerkwi prawosławnych, które nie uznały PCU za Cerkiew kanoniczną. Z praktycznego punktu widzenia wpływ był niewątpliwie negatywny. Przy wsparciu poprzedniego rządu PCU przeprowadziła na dużą skalę atak na naszą Cerkiew. Jego wynikiem było bezpośrednie siłowe przejęcie ponad stu naszych świątyń. Nie wspominam już o licznych przypadkach nielegalnej ponownej rejestracji naszych wspólnot do jurysdykcji raskolników przez władze lokalne.

– Minęło pół roku od podpisania tomosu na temat autokefalii. Czy napięcie spada?
– Istnieje coś takiego jak „czarne rejestratory”, specjaliści, którzy w ramach Regionalnej Administracji Państwowej nielegalnie, na podstawie sfałszowanych dokumentów, przerejestrowują nasze wspólnoty do jurysdykcji PCU. Nowe siedliska konfrontacji wybuchają od czasu do czasu w różnych regionach. Z drugiej strony należy zauważyć, że u raskolników pojawiły się duże problemy. Ich sztucznie dostosowana struktura różnych organizacji i grup wpływów nie przetrwała próby czasu. Pojawił się ich własny raskoł – na UPC KP i PCU. Doszło do tego, że sami już przejmują od siebie świątynie. Nie dokonało się zjednoczenie prawosławia na Ukrainie po nadaniu tomosu. Przeciwnie, podział się pogłębił. Ostrzegaliśmy o tym już wcześniej patriarchę Bartłomieja, jednak zdecydował się dokonać legalizacji raskolników.
– Patriarchat ekumeniczny nalega na wyłączne prawo do udzielania autokefalii, argumentując że Cerkiew Ukrainy podlega jego jurysdykcji.
– Gdyby jego prawo do samodzielnego przyznania autokefalii było niepodważalne i kanoniczne, wszystkie Cerkwie uznałyby decyzję Konstantynopola dotyczącą Ukrainy. Jeśli chodzi o jurysdykcję, zaznaczę, że w 1872 roku w Kijowie opublikowano zbiór dokumentów dotyczących przeniesienia metropolii kijowskiej do patriarchatu moskiewskiego. W tym czasie nie było żadnych wątpliwości co do legalności i ważności tego przeniesienia. Patriarchat Konstantynopola nie wniósł żadnych skarg, więc możemy śmiało powiedzieć, że dokumenty były ściśle naukowe i nie miały na nie wpływu żadne koncepcje polityczne. Analiza wspomnianych dokumentów wyraźnie pokazuje, że metropolia kijowska została całkowicie przekazana pod jurysdykcję Cerkwi ruskiej w 1686 roku i od tego czasu jest kanonicznym terytorium Ruskiej Cerkwi Prawosławnej. Mocnym argumentem jest fakt, że przez ponad trzysta lat ten stan rzeczy był akceptowany absolutnie przez wszystkich – przez patriarchaty Konstantynopola i Moskwy, inne Cerkwie lokalne, władze imperiów rosyjskiego i osmańskiego. Dlatego anulowanie przez Fanar decyzji z 1686 roku nie jest przywróceniem „historycznej sprawiedliwości”, ale typowym zajęciem najeźdźcy.
– Patriarcha ekumeniczny oświadczył: nowe warunki geopolityczne „sprawiły, że obecność patriarchatu moskiewskiego na Ukrainie stała się niepożądana”. Jak to władyka skomentuje?
– Pewne siły najwyraźniej obiecały patriarsze, że jeśli podejmie stanowcze, lecz ryzykowne decyzje na Ukrainie, wszystko dokona się bardzo szybko. Władze pomogą zagonić UPC do PCU, a wtedy zwierzchnik Fanaru będzie mógł być uważany za pojednawcę ukraińskiego prawosławia. Ale tak się nie stało. Oczywiście Konstantynopol próbuje teraz na płaszczyźnie międzynarodowej uzasadnić ingerencję w ukraińskie sprawy cerkiewne, która zakończyła się w sposób godny ubolewania, pogłębieniem raskołu w naszym kraju. A co oznacza, że obecność naszej Cerkwi „stała się niepożądana”? Miałoby to oznaczać, że miliony naszych parafian są „niepożądane” w swojej ojczyźnie? Że wyrządzają sami sobie krzywdę? Wydaje mi się, że patriarcha powiedział to bez zastanowienia, takie sformułowanie jest nonsensem.
– Dużo się mówiło o próbie powiązania kwestii cerkiewnej z polityką, nawet o bezpośrednim związku. Przed i po podpisaniu tomosu oświadczenia w tej sprawie składali zarówno prezydent Ukrainy, jak i Rosji. Jakie są polityczne wymiary tego problemu?
– W nim ściśle połączyły się globalne i lokalne polityczne interesy. Mówiąc krótko, tomos w dużej mierze był rozdmuchiwany podczas kampanii wyborczej poprzedniego rządu. Wielu politycznym strategom wydawało się, że kwestia cerkiewna pozwoli zatuszować problemy państwa w sferach społeczno-gospodarczych, zapewniając w ten sposób swojemu przedstawicielowi wybór na drugą kadencję. Bardzo się pomylili. Gdy tylko odeszła poprzednia władza, od razu temat tomosu i autokefalii zszedł na dziesiąty plan. Społeczeństwo nie jest nim zainteresowane. Ludzie sto razy bardziej martwią się osiągnięciem pokoju, przywróceniem stabilnej gospodarki i normalnego sposobu życia. To po raz kolejny wskazuje, że cała ta epopeja z tomosem była sztucznie podsycana, aby osiągnąć określone cele wyborcze.
– Jak wierni postrzegają sytuację związaną z raskołem?
– Dla nas wszystkich to bolesna rana, która krwawi od prawie trzydziestu lat. Chcemy rozwiązania tego problemu, ale nie za pomocą siły, nacisków, bicia i upokorzenia naszych wierzących, ale szacunkiem i gotowością do prawdziwego pojednania. Pierwszym krokiem powinien być zwrot naszej Cerkwi zabranych świątyń. Problem jest związany z życiem zwykłych ludzi, którzy w pewnym momencie zostali wyrzuceni ze swoich rodzimych cerkwi na ulicę.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

na podst. www.vesti-ukr.com
tłum. Andrzej Charyło
fot. pravoslavie.ru

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token