Numer 10(412)    Październik 2019Numer 10(412)    Październik 2019
fot.Anna Blakicka
Otocz nas swą opieką
o. Konstanty Bondaruk
Podstawą ustanowienia święta było wydarzenie z początku X wieku (910 rok). W tym czasie Konstantynopol był oblegany przez saracenów, muzułmanów, a według innych źrodeł przez Rusów, przodków dzisiejszych Słowian wschodnich. W cerkwi w stołecznej dzielnicy Blacherny tłum ludzi zgromadził się na niedzielne, całonocne nabożeństwo. W świątyni tej były przechowywane ważne relikwie przywiezione z Jerozolimy, część szat Matki Bożej, jej nakrycie głowy, szal albo welon oraz część pasa. Według jednych źródeł wszyscy wierni, a według innych tylko obecny w cerkwi św. Andrzej-jurodiwyj, niewolnik słowiańskiego pochodzenia oraz jego uczeń Epifaniusz, byli świadkami niezwykłego zjawiska. W górze u sklepienia cerkwi ujrzeli Najświętszą Bogarodzicę w świetlistym obłoku w otoczeniu aniołów, Jana Chrzciciela, Jana Teologa oraz licznych świętych. Bogarodzica ze łzami modliła się słowami: „Królu Niebieski, wysłuchaj każdego człowieka modlącego się do Ciebie i przywołującego imię moje, aby nie odszedł sprzed oblicza Twego z niczym i bez wspomożenia”. Bogarodzica Maria zdjęła z głowy chustę-szal albo welon (maforion) i rozpostarła nad głowami wiernych, zgromadzonych w świątyni, niejako osłaniając ich oraz Cerkiew od wrogów widzialnych i niewidzialnych. Właśnie ten symboliczny gest jest przedstawiany na ikonach.

To wydarzenie opisane w żywocie św. Andrzeja Jurodiwoho, czyli szaleńca Bożego, człowieka z zewnętrznymi oznakami dziwactwa albo wręcz wariactwa, nie jest dowiedzionym faktem historycznym. Interwencji i wstawiennictwu Matki Bożej przypisywano kilkakrotne ocalenie Konstantynopola, obleganego z południa i z północy czy to przez Słowian, czy przez muzułmanów, w VII i IX wiekach. W 860 roku podczas ataku Rusów, po zanurzeniu w morzu szala Marii, miały rzekomo powstać olbrzymie fale, które zniszczyły nieprzyjacielskie okręty. Historyczne wydarzenia nie mają decydującego znaczenia, ponieważ powszechne jest przekonanie, że Matka Boża już za życia i po swym wniebowzięciu była i jest naszą nieustającą orędowniczką i opiekunką. Po wniebowstąpieniu Chrystusa Bogarodzica żyła pod opieką Jana, w jego domu (J 19,27), przeważnie w Jerozolimie, ale także w Efezie, gdzie apostoł niósł posługę Słowa. Żyła cicho, skromnie, niezauważalnie, nie przyjmowała pochwał, przywilejów ani oznak czci. Unikała pouczania kogokolwiek, mimo iż cieszyła się niekwestionowanym autorytetem wśród pierwszych chrześcijan. Żyła tak, jak to wyraziła w momencie Zwiastowania; „Jestem służebnicą Bożą. Niech będzie tak jak Bóg chce. Niech stanie się wola Boża”. Prawdopodobnie jej dobrowolne usunięcie się w cień sprawiło, że niewiele pewnego wiemy o jej życiu i nawet o okolicznościach jej śmierci.

NAJŚWIĘTSZA BOGARODZICO ZBAW NAS
Podczas każdego molebna apelujemy o wstawiennictwo świętych i wymieniając ich imiona prosimy, aby modlili się za nas. Natomiast na zakończenie każdej utrenii i podczas molebnów, przywołując Matkę Bożą, wołamy: Prieswiataja Bohorodice – spasi nas. Dlaczego tak się dzieje? Czyż zbawienie nie pochodzi i nie zależy wyłącznie od Zbawiciela i Jego łaski? Czyż nie jest powiedziane w Piśmie Świętym, że jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi… Chrystus Jezus (1 Tm 2,5). Tak, Bogarodzica sama od siebie nie jest władna zesłać nam darów Ducha Świętego, a mimo to prawosławni wierzą, że wstawiennictwo Bogarodzicy ma szczególną moc i jest wyjątkowo skuteczne. Pismo Święte Nowego Testamentu, skoncentrowane na osobie Syna Bożego, niewiele mówi o Bogarodzicy. Mimo to Maria jest bezpośrednio wprzęgnięta w zbawcze dzieło Zbawiciela. Kiedy w momencie Zwiastowania Archanioł oznajmił jej: Oto poczniesz w łonie swym i urodzisz Syna (Łk 1,31), od jej zgody lub niezgody zależało Wcielenie Syna Bożego. Mogła powiedzieć „nie”, „nie czuję się godna”, „wybierz kogoś innego”, lecz odpowiedziała: Oto ja służebnica Pańska. Niech mi się stanie wedle Słowa Twego (Łk 1,38). Maria wychowała Dzieciątko, przyniosła je do świątyni w ofierze Bogu, towarzyszyła Synowi w Jego dzieciństwie, dorastaniu i obserwowała działalność publiczną.
Wprawdzie bardzo skrótowo, ale w Ewangeliach Maria jest ukazana nie tylko jako najdoskonalsza Matka Syna Bożego, ale również jako kobieta pełna troski o innych ludzi. Na wieść o cudownym macierzyństwie swojej krewnej Elżbiety śpieszy jej z pomocą, nie zważając na trudności drogi. Jej konkretne wstawiennictwo w trudnej sytuacji życiowej ujawniło się w Kanie Galilejskiej podczas pierwszego cudu dokonanego przez Chrystusa. „Nie mają wina”, zwróciła się Bogarodzica do Syna i ten rozwiązał ważny problem gospodarza: przemienił wodę w najprzedniejsze wino (J 2,1-10). Wierzymy, że z takim współczuciem wobec ludzkich problemów i tak skutecznie jak w Kanie Galilejskiej, Matka Boża wstawia się za ludzi bezustannie. Modlimy się do niej w rozmaitych sytuacjach z prośbą o wstawiennictwo w najgłębszym przekonaniu, że Jezus nie ma bliższej Mu osoby niż Matka.
Bogarodzica była ze swym Synem w najstraszliwszym momencie śmierci krzyżowej i ważnym momencie dla nas. Oto Ewangelista Jan nie poprzestaje na informacji, że obok krzyża Jezusowego prócz jego samego stały Matka Jego i siostra Matki, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena (J 19,25). Dalej pisze: Kiedy więc Jezus ujrzał matkę i stojącego obok niej ucznia, którego miłował, rzekł do matki: „Niewiasto, oto syn twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął ją do siebie (J 19, 26-27). Było to ostatnie polecenie Jezusa – niejako akt adopcji. Jest On jedynym Synem swej Matki, która po Jego śmierci zostałaby sama na świecie. Stawia zatem obok niej umiłowanego ucznia, czyniąc go niejako zamiast siebie samego Jej synem. Odtąd Jan będzie za nią odpowiedzialny. Jednocześnie także uczniowi dane zostało nowe ognisko domowe – matka, która się o niego troszczy. Tak więc w osobie umiłowanego ucznia zostaliśmy wszyscy usynowieni, zaadoptowani przez Bogarodzicę, która stała się matką wszystkich uczniów Chrystusowych, Matką Cerkwi. Jest naszą Opiekunką, Orędowniczką, Pośredniczką i Pocieszycielką.

ŚWIĘCI ORĘDUJĄ ZA NAMI
Fakt, iż Matka Boża ukazała się w cerkwi w otoczeniu licznych świętych oraz aniołów wskazuje, że nie tylko ona, ale i inni mieszkańcy niebios troszczą się o swoich żyjących braci. Skoro nawet u nas, ludzi raczej grzesznych, zimnych i z reguły samolubnych, zdarzają się przebłyski dobra i współczucia wobec bliźnich, to o ileż bardziej pragnienie niesienia pomocy cechuje świętych! Na czele z Matką Bożą, jak to widzimy na ikonach święta, nie pozostają oni obojętnymi obserwatorami życia na ziemi, lecz wpływają na nie, roztaczając swe modlitewne orędownictwo. Widzialny dowód opieki ze strony Matki Bożej był dany w świątyni podczas niedzielnego nabożeństwa. Gdzież jak nie w świątyni, w Domu Bożym, miejscu szczególnej obecności wszechobecnego Boga, mogłaby ukazać się ludziom Matka Boża w otoczeniu świętych? Również dla wierzącego człowieka świątynia jest miejscem szczególnym. W każdym innym miejscu człowiek daje upust swej grzesznej naturze, swym żądzom i namiętnościom, swojej złej woli, natomiast sama atmosfera świątyni działa na niego tonująco i temperująco. Miejsce modlitwy staje się miejscem, gdzie grzesznik uznaje Boże zwierzchnictwo: „Bądź wola Twoja!”. W świątyni człowiek pokornieje, spogląda z ufnością na oblicza świętych i otwiera się na działanie łaski Bożej. Jak pokazuje historia święta, święci Andrzej i Epifaniusz właśnie w świątyni ujrzeli to co niewidzialne i niedostępne dla oczu i serc dzieje się z nami bezustannie, ilekroć odwołujemy się swych modlitwach do orędownictwa Matki Bożej oraz innych świętych. Godny podkreślenia jest również fakt, że Andrzej i Epifaniusz ujrzeli Władczynię Niebieską nie zasiadającą na tronie, lecz klęczącą i modlącą się za ludzi. Mieszkańcy niebios trwają w bezustannym uwielbieniu Boga i w modlitwach. Pomimo bliskości z Bogiem, pomimo ewidentnego uprzywilejowania, Bóg pozostaje jedynym władcą i dawcą wszelkich ziemskich i niebiańskich dóbr i wszyscy wraz ze świętymi są podporządkowani Jego woli. Modlitwa, wznoszona zarówno w niebie jak i na ziemi, to jedyna droga otrzymania jakichkolwiek łask, ponieważ Bóg szanuje wolność i autonomię osoby ludzkiej. Nawet uszczęśliwić nie chce jej na siłę i nie daje tego, o co ludzie nie proszą.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

o. Konstanty Bondaruk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token