Numer 10(412)    Październik 2019Numer 10(412)    Październik 2019
fot.Anna Blakicka
Trzeba pracować
o. Andrej Tkaczew
Pracować nie tylko po to, żeby się najeść i ogrzać. Akurat przed grzechem pierworodnym zmiany atmosferyczne w niczym Adamowi nie zagrażały, a natura bez szczególnego wysiłku z jego strony dostarczała roślinnego pożywienia. Pracując, żeby być człowiekiem, tzn. istotą pożytecznie zajętą i odpowiedzialną, Adam miał wstąpić w dialog z przyrodą poprzez uprawę ziemi.

Od tej pory z punktu widzenia istotnych wymagań wobec człowieka nic się nie zmieniło. Człowiek musi  pracować. Tylko teraz nie po to, by się lubować samą działalnością, ale i dla pokajanija. Stąd wspomniany pot, i – choć nie wspomniane – ale nieuniknione, odciski.
Pierwszy zawód już nazwaliśmy. To ogrodnik. Właśnie ogrodnik, a nie rolnik. To znaczy nie ten, kto rzuca nasiona w zaoraną  niwę, a ten, kto żyje pośród kwiatów i owocowego sadu. Jaki zawód jest drugi? Historycznie to antagonistyczna para hodowcy i rolnika. Antagonistyczna nie tylko dlatego, że oracz (Kain) pastucha (Abla) zabił. A także dlatego, że w kolejnych etapach  historii  ludzkości oracze stworzyli osiadłą cywilizację a hodowcy koczowniczą. I często ostro ze sobą walczyli. Konflikt Ordy i Rusi to przykład walki pastuchów z rolnikami. I jakby w zemście za krew Abla koczujące narody zawsze wywoływały strach w osiadłych rolnikach.
Ale mimo wszystko świętość jest  po stronie pierwszych.
Pastuchem przed wyborem na króla był Dawid. Pasterzem nazywa siebie Chrystus, pastuchom (a nie księgowym czy żołnierzom) w noc Narodzenia Chrystusa aniołowie ogłosili wieść o Narodzeniu Mesjasza. Pastuszkowie widzieli w słupie ognia Matkę Bożą na Górze Poczajowskiej. Pastuszkowie znaleźli w lesie Żyrowicką Ikonę Bogarodzicy. I te już chrześcijańskie przykłady można mnożyć i mnożyć. Zwróćmy uwagę  na ten rodzaj działalności, w dziwny sposób związany z prorockim służeniem i objawieniem tajemnic Bożych.
W oczach ludzi za rodzica na ziemi – ojca i wychowawcę – Jezus Chrystus miał Józefa, z zawodu cieślę. To rzemiosło sam także odziedziczył. Ojcowie wszędzie i zawsze mieli obowiązek nauczyć dziecko rzemiosła. I najłatwiej, najwygodniej było przekazać nawyki własnego zajęcia. Tak więc Chrystus był cieślą. Jego ręce trzymały piłę, dłuto, topór, hebel. Jego ramiona i plecy doświadczały, co to takiego ćmienie nazajutrz po ciężkiej pracy wieczorem. Przed Krzyżem jego ramiona bolały od pracy, a ręce miały odciski, zanim zostały przybite gwoździami.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

o. Andrej Tkaczew
tłum. Ałła Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token