Numer 10(412)    Październik 2019Numer 10(412)    Październik 2019
fot.Anna Blakicka
W obronie Cerkwi
Anna Radziukiewicz
Aleksandrem Hornym spotykam się w centrum Grodna w zacisznej, eleganckiej kawiarni o lekkim rustykalnym powiewie. Za oknami potężne mury rzymskokatolickiej katedry.
Aleksander, młody człowiek, historyk, pracownik naukowy tutejszego uniwersytetu, mówi o potrzebie odradzania białoruskiej mowy.

– W ciągu dziesięciu dni moich białoruskich wakacji tylko raz słyszałam białoruski język – wtrącam – w windzie, kiedy automat informował: druhi pawierch, treci pawierch. Wszyscy rozmawiają po rosyjsku, także Polacy, których na Grodzieńszczyźnie – tam odpoczywałam – więcej niż Białorusinów na Białostocczyźnie, nie znają białoruskiego i zwykle tylko po kilka słów po polsku.
– Młodzież i ludzie kultury coraz chętniej używają białoruskiego – na to Aleksander. – Młodzież jest zainteresowana odrodzeniem białoruskiej mowy. Widzi głębokie warstwy białoruskiej kultury.
Przed młodym badaczem stawiam chyba za trudne pytanie: Czy nie obawia się, że wprowadzanie białoruskiego języka może doprowadzić do podobnej niezgody narodowej jak na Ukrainie. Tam język zrobił się kategorią polityczną. Daje od razu sygnał, czy jesteś moskalofilem, czy „prawdziwym” ukraińskim patriotą.
Na Białorusi jeszcze tych podziałów nie ma. Choć słyszałam, jak pewna białoruska  skrytykowała wystąpienie po rosyjsku wiceminister kultury Białorusi: Bresza pa rusku. 
Po angielsku można rozmawiać w każdym zakątku świata. A przeciw Słowianom używa się nawet broni językowej. 
Język jest ogromną wartością kulturową. Trzeba języki pielęgnować, chronić je, byle tylko nie stały się bronią politycznej poprawności.
Ale nie z powodu języka spotkałam się z Hornym. Przygotował on do wydania bardzo interesującą książkę (wyszła w Mińsku w tym roku): Carkwa i dziarżawa. Wybranyja artykuły i pramowy (Царква i дзяржава. Выбранныя артыкулы i прамовы). Czyje to artykuły i przemówienia? Wiaczasława Bahdanowicza.
Wiaczasłau Bahdanowicz to postać życia kulturalnego i politycznego okresu międzywojennego, długo trzymana w cieniu, niczym w historycznej zamrażarce, przysłonięta przez takie postacie jak Bronisław Taraszkiewicz, Wacław Łaustuski, Anton Łuckiewicz, ks. Adam Stankiewicz, ludzie związani z Kościołem rzymskokatolickim.
Jakże niesłusznie – chce powiedzieć Horny, którego już podczas studiów interesował udział prawosławnych duchownych i osób świeckich w narodowym białoruskim ruchu na zachodniej Białorusi. Wiaczasłau Bahdanowicz zajmował w tym ruchu, według Hornego, jedno z najważniejszych miejsc.
Urodził się w 1878 roku w miasteczku Dzisna w witebskiej guberni w rodzinie duchownego. Skończył kijowską akademię duchowną i do 44 roku życia pracował w oświacie – najpierw jako wykładowca witebskiego seminarium, potem inspektor i pełniący obowiązki rektora wileńskiego seminarium duchownego. Był bratczykiem wileńskiego prawosławnego bractwa Świętego Ducha. W latach 1917-1918, co było wielkim wyróżnieniem, brał udział, jako przedstawiciel laikatu, w soborze Ruskiej Prawosławnej Cerkwi, podczas którego odnowiono patriarchat.
Związany był z ziemiami zachodniej Białorusi, czyli w okresie międzywojennym znajdującymi się w granicach Rzeczypospolitej. Władze prowadziły tu politykę polonizacji Białorusinów. Odpowiedzią na nią było tworzenie białoruskich organizacji i instytutów, które chciały ów proces wyhamować. Wiaczasłau Bahdanowicz włączył się do tego ruchu. Był współzałożycielem i członkiem Towarzystwa Białoruskiej Szkoły, Białoruskiego Instytutu Gospodarki i Kultury, Białoruskiego Narodowego Komitetu, Białoruskiego Spółdzielczego Banku. Stał się jednym z założycieli kuźni białoruskiej inteligencji – wileńskiego białoruskiego gimnazjum, gdzie przez pewien czas wykładał matematykę i był przewodniczącym komitetu rodzicielskiego, jako że jego dwaj synowie – Aleh i Hleb – uczyli się w tej szkole. 
W Wilnie w 1927 i 1928 roku wychodziło pismo Prawasłaunaja Biłaruś. Bahdanowicz był jego założycielem, redaktorem naczelnym i autorem niemal wszystkich artykułów. W tym czasie z jego inicjatywy powstała polityczna organizacja Prawasłaunaje Biełaruskaje Demakratycznaje Abjadnannie, z programem podobnym do proponowanego przez wiele innych ówczesnych chrześcijańsko-demokratycznych partii w europejskich krajach.
W 1922 roku został wybrany do Senatu – działalność w parlamencie słusznie uważano za szczyt możliwości wpływania na życie społeczne i polityczne. Wszedł do frakcji białoruskich posłów i senatorów, tworzących białoruski klub poselski.
– W ciągu ośmiu lat pracy w Senacie Bahdanowicz pozostawał faktycznie jedynym obrońcą prawosławnych Białorusinów przed prześladowaniami ze strony polskich władz i Kościoła rzymskokatolickiego – mówi Aleksander Horny. – Senator bronił wielu cerkwi przed ich burzeniem lub przekazaniem Kościołowi katolickiemu. I tak udało mu się obronić między innymi żyrowicki monaster, sławną, jedną z najstarszych na Białorusi, cerkiew obronną w Małomożejkowie. Bronił prawosławnych duchownych i biskupów. Bronił także białoruskich księży katolickich przed ich politycznymi prześladowaniami.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz, fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token