Numer 10(412)    Październik 2019Numer 10(412)    Październik 2019
fot.Anna Blakicka
Byłam wolontariuszką
Wysłuchał Andrzej Charyło
- Na przełomie lutego i marca tego roku wyjechałam, jako wolontariuszka, na prawosławną misję do Afryki, gdyż taka pojawiła się we mnie potrzeba, bardzo silna – mówi Anna Blakicka. Z moich planów zwierzyłam się koleżance, która – jak się okazało – miała kontakt z prawosławną wspólnotą w Ugandzie. Otrzymałam od nich zaproszenie i zaczęłam przygotowania do podróży, przyjęłam serię szczepień. Nieoczekiwanie kontakt z Ugandą się urwał. Po dwóch tygodniach postanowiłam poszukać innego miejsca, gdzie działa prawosławna misja w Afryce. Drogą mailową nawiązałam łączność z o. Constantinosem Eliudem Muthiru z Kenii, z którym bardzo szybko uzgodniliśmy szczegóły mojego pobytu. Po pięciu dniach znalazłam się w Afryce.

Trzy tygodnie spędzone w Kenii były niesamowitym wewnętrznym przeżyciem. Czułam, że jestem wśród swoich. Prawosławie jednoczy wszystkich bez względu na narodowość i kolor skóry, jest jak jedna wielka rodzina, dlatego przed wyjazdem nie miałam żadnych obaw, mimo że nikogo tam nie znałam. Na miejscu zostałam przywitana niezwykle ciepło. Czułam się wśród tamtejszych ludzi, jakbym była w domu. Przekazali mi oni dużo pozytywnej energii, nauczyli spokojnego podejścia do życia i spoglądania na świat z dystansem. Pierwsze spotkanie z dziećmi z sierocińca zapadło mi głęboko w serce i w duszę. Jest w nich tak wiele miłości, szczerości, otwartości.

Do szkoły w Prawosławnym Centrum Misyjnym św. Ireny w miejscowości Njabini od poniedziałku do piątku uczęszczało około osiemdziesięcioro dzieci. Istnieje grupa przedszkolaków i osiem klas. Lekcje odbywają się po angielsku, natomiast z najmłodszymi dziećmi, które jeszcze nie znają tego języka, zajęcia prowadzone są także w suahili. W niedziele po Liturgii matuszka o. Constantinosa organizuje lekcje religii. Czytane są fragmenty Ewangelii, prowadzona jest swobodna dyskusja na zasadzie pytań i odpowiedzi. Życzliwa atmosfera sprawia, że dzieci z entuzjazmem uczestniczą w tych zajęciach. Bardzo mi się spodobały metody nauczania. Poziom przekazywanej wiedzy dostosowany jest do wieku. Dzieci nie nudzą się, nie są zmęczone i zniechęcone. Nikt nie wymaga od nich czegoś, co przekraczałoby ich możliwości. Lekcje nie są tak stresujące dla dzieci jak często u nas, gdzie zbyt duża ilość materiału przytłacza. Spodobała mi się zwyczajna ludzka serdeczność, szczerość i otwartość okazywana dzieciom, które nie zamienią nawet najbardziej wyszukanych i najnowocześniejszych metod kształcenia. Widać było, że dzieci są aktywne, zadowolone i przede wszystkim szczęśliwe.
A czy ludzie są tam szczęśliwi?
Mieszkańców Kenii cechuje silne poczucie wspólnoty. Są bardzo zżyci, otwarci i bezpośredni. Utrzymują ścisłe kontakty nie tylko z najbliższą rodziną, inaczej niż w Europie, gdzie każdy zamyka się w swoim domu. Starają się żyć radośnie i myśleć optymistycznie. Nie widziałam, żeby ktoś narzekał, marudził, mimo że żyją w wielkim ubóstwie. Nie spotkałam się z zawiścią, rywalizacją, zazdrością.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Wysłuchał Andrzej Charyło
fot. archiwum Anny Blakickiej

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token