Numer 10(412)    Październik 2019Numer 10(412)    Październik 2019
fot.Anna Blakicka
Z powściągliwą nadzieją
Andrzej Charyło
Sytuacja cerkiewna na Ukrainie przypomina nadal krwawiącą ranę. Dochodzi do przemocy, oszczerstw i eskalacji negatywnych emocji. Święty sobór biskupów Cerkwi prawosławnej w Polsce 15 listopada 2018 roku wydał komunikat, w którym zabronił duchownym PAKP „wchodzenia w liturgiczno-modlitewne kontakty z „duchownymi” tzw. „patriarchatu kijowskiego” i tzw. „Autokefalicznej Cerkwi”, które w dotychczasowych działaniach uczyniły wiele zła”. W dokumencie stwierdzono, że niestabilność życia cerkiewnego na Ukrainie destrukcyjnie wpływa na całokształt życia cerkiewnego prawosławia na świecie. Osoby pozbawione święceń biskupich i kapłańskich nie mogą być liderami przy wprowadzaniu pokoju w sprawach cerkiewnych, gdyż ich działania powodują jeszcze większy zamęt i zgorszenie. Sobór biskupów skonstatował, że „jedynie przestrzeganie dogmatyczno-kanonicznych norm Cerkwi oraz zachowywanie wiekowych tradycji uchroni prawosławie przed trudnymi konsekwencjami eklezjalnymi w skali międzynarodowej”.

Najbardziej skomplikowanym zagadnieniem związanym z historią utworzenia Prawosławnej Cerkwi Ukrainy dla całego prawosławnego świata było pytanie, w jaki sposób patriarcha Konstantynopola rozwiąże problem braku kanonicznych chirotonii „hierarchów” Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi Kijowskiego Patriarchatu i Ukraińskiej Autokefalicznej Cerkwi Prawosławnej. Jesienią i zimą 2018 roku, kiedy stało się jasne, że patriarchat konstantynopolitański jednoznacznie postanowił nadać autokefalię strukturom raskolników, pojawiały się różnego rodzaju przypuszczenia na ten temat. Sugerowano, że hierarchia na Fanarze całemu „episkopatowi” raskolników oficjalnie albo potajemnie udzieli ponownych chirotonii. Jednak nikt nie mógł przewidzieć, że patriarcha Bartłomiej zwyczajnie zignoruje tę ważną kwestię i bezceremonialnie ogłosi świeckich ludzi w riasach biskupami i kapłanami.
Rezultat takiego zachowania doprowadził do tego, że od dziesięciu miesięcy istnienia Prawosławnej Cerkwi Ukrainy żadna z lokalnych Cerkwi prawosławnych nie uznała tej struktury, a wiele z nich bardzo sceptycznie odniosło się do braku kanonicznych święceń wśród członków PCU. Ta niezbyt optymistyczna dla Konstantynopola sytuacja doprowadziła do publikacji w środowisku profanariockim licznych materiałów, próbujących udowodnić zasadność działań patriarchy Bartłomieja w kontekście legalizacji ukraińskiego raskołu.
Sądząc po decyzjach Konstantynopola wobec Filareta i Makarego, fanarioci uważają, że chirotonie udzielone przez biskupów znajdujących się w raskole, są ważne. Zgodnie z tą logiką odejście biskupa w raskoł zupełnie nie wpływa ani na niego, ani na Cerkiew. Taki hierarcha może zatem sprawować sakramenty, udzielać swoim zwolennikom święceń kapłańskich. W ten sposób raskoł ma szansę na stabilny rozwój. Jeśli odłączonemu biskupowi uda się namówić i przyłączyć do swoich struktur kolejnego biskupa, wówczas razem mogą zagwarantować raskołowi perspektywę długiego istnienia.
Jeśli to wszystko jest prawdą, czyli przebywanie w raskole w żaden sposób nie wpływa na kanoniczność i łaskę udzielanych sakramentów, wówczas Cerkiew praktycznie nie posiada argumentów przeciwko poczynaniom raskolników. Jednak w rzeczywistości jest inaczej. Jednoznacznie świadczy o tym jasne i zdecydowane stanowisko Cerkwi prawosławnej w tej kwestii. Raskoł to grzech, którego nie zmyje nawet męczeńska śmierć. Jest to grzech przeciw Świętemu Duchowi. Potwierdza to nauka Ojców Cerkwi, zawarta w ich licznych dziełach teologicznych.
Św. Ignacy Antiocheński (30-107) w Liście do Filadelfian pisze: „Nie okłamujcie się moi bracia! Kto podąża za wprowadzającym raskoł, ten nie odziedziczy Królestwa Bożego”. Błogosławiony Augustyn z Hippony (354-430) w Mowie o Symbolu Wiary stwierdza: „Wierzymy w świętą, powszechną Cerkiew. Jednakże heretycy i raskolnicy także nazywają swoje wspólnoty Cerkwiami. Heretycy, fałszywie myśląc o Bogu, wypaczają samą wiarę, a raskolnicy poprzez bezprawne podziały odchodzą od miłości braterskiej, chociaż wierzą w to samo, co my. Dlatego zarówno heretycy jak i raskolnicy nie należą do powszechnej Cerkwi”.
Św. Cyprian z Kartaginy (200-258) naucza: „Jeżeli ludzie nie zachowują jedności i najszczerszej wspólnoty z Cerkwią, ich grzechu nie zmyje nawet krew męczeńska. Nieusuwalna i poważna wina podziału i oddzielenia nie zostanie oczyszczona nawet przez cierpienie. Człowiek znajdujący się poza Cerkwią i opuszczający ją nie może być męczennikiem i nie dostąpi triumfu w Królestwie Bożym”.
Św. Ireneusz z Lyonu (140-202) w dziele Przeciw herezjom stwierdza: „Należy podążać za tymi kapłanami, którzy posiadają sukcesję apostolską i wraz z nią otrzymali dar prawdy. Innych kapłanów, którzy odstąpili od tej sukcesji, trzeba uważać albo za heretyków i fałszywych nauczycieli, albo za raskolników, pełnych pychy i próżnej dumy, albo za obłudników, kroczących drogą samolubstwa i próżności. Dalecy są oni od prawdy, od której się oddalili”.
Św. Jan Chryzostom (347-407) w Komentarzu do Listu do Efezjan przyrównuje raskolników do heretyków: „Dokonywanie podziałów w Cerkwi nie jest mniejszym złem, niż popadanie w herezję. Grzechu raskołu nie zmyje nawet męczeńska krew”. W innym dziele hierarcha pisze, że „Nie należy mieć kontaktu z ludźmi, którzy głoszą fałszywą naukę. Najważniejszą rzeczą jest dla nich umiłowanie władzy. Czy uważacie za wystarczające, że nazywani są prawosławnymi, mimo iż zatracili łaskę chirotonii? Jaki jest z tego wszystkiego pożytek? Konieczne jest równoczesne trwanie w wierze i posiadanie sukcesji apostolskiej. Jeśli natomiast każdy może stać się kapłanem, to wtedy na próżno istnieje cerkiewny ołtarz, hierarchia, duchowieństwo. Przeciwstawmy się temu”.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Na podstawie www.spzh.news opracował Andrzej Charyło
fot. www.addviser.com

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token