Numer 10(412)    Październik 2019Numer 10(412)    Październik 2019
fot.Anna Blakicka
Kilka myśli o wyborach
o. Konstanty Bondaruk
Pismo Święte mocno podkreśla znaczenie wyboru, jeżeli dotyczy on dobra ogółu. Oto jesienią znów wybory parlamentarne. Są one uważane za absolutnie najważniejsze, mimo iż ważniejsze powinny być wybory samorządowe, do władz lokalnych, tych, z którymi stykamy się na co dzień, które decydują o codziennych życiowych sprawach i problemach naszej gminy, miasta, województwa. Prognozy co do wyników wyborów są dość jasne i miarodajne. Zwycięzca praktycznie jest znany, ale będzie to jednocześnie dowód na to, że pomimo miana istot myślących, ludzie działają w „owczym pędzie”, cechuje ich umysł, ale nie rozum.
ismo Święte udziela nam w kwestii wyborów ważnej i po-
nadczasowej wskazówki. Za każdym razem, gdy ludzie mają prawo wyboru nakazuje się im, aby wybrali odpowiednich ludzi. Tak było w szczególności przy wyborze sędziów: Wybierzcie sobie w waszych pokoleniach mężów rozumnych, mądrych i szanowanych, abym ich postawił wam na czele (Pwt 1,13). Gdy w czasach Nowego Testamentu zwiększyła się liczba chrześcijan, powstała potrzeba ustanowienia diakonów. Upatrzcie tedy, bracia, spośród siebie siedmiu mężów, cieszących się zaufaniem, pełnych Ducha Świętego i mądrości, a ustanowimy ich, aby się zajęli tą sprawą (Dz 8,3). W obu wspomnianych przypadkach był to dobrowolny wybór, jednak poczyniony z myślą o wspólnocie i z tego powodu musiał być roztropny i rozumny.
Obecnie zarówno wierzący, jak i niewierzący wyborcy kierują się w swym wyborze własnym rozeznaniem, intuicją i preferencjami. Zasadniczo wszyscy obywatele są poddani tej samej agitacji i w swych wspólnotach religijnych raczej nie usłyszą bezpośredniej wskazówki od kapłana, na kogo powinni zagłosować. Z pewnością nie usłyszą tego z cerkiewnej ambony, jakkolwiek mogą usłyszeć zachętę do udziału w wyborach. Rzecz w tym, że prócz swej „ojczyzny w niebie” chrześcijanie mają swoją ziemską, małą ojczyznę i są jej obywatelami. Z faktu obywatelstwa wynikają obowiązki, których nie lekceważyli i nie uchylali się od nich ani Święta Rodzina (udział w spisie powszechnym), ani Jezus Chrystus, kiedy na pytanie o podatki oznajmił: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga (Mk 12,17). Zdumieni mądrą odpowiedzią słuchacze dobrze zrozumieli, że prócz podatku cesarzowi niczego nie są winni i niczego mu nie zawdzięczają, natomiast Bogu zawdzięczają wszystko. Aby zachować spokój społeczny apostoł był zmuszony tłumaczyć: Oddajcie każdemu to, co mu się należy: komu podatek – podatek, komu cło – cło, komu uległość – uległość, komu cześć – cześć (Rz 13,7). Władza jako porządek hierarchiczny jest ustanowieniem Bożym. Biblijny cytat dosłownie brzmi: „Nie ma władzy, jeśli nie (pochodzi ona) od Boga”. To znaczy, że władza bezbożna, nieludzka, opresyjna i wkraczająca w sferę wiary i sumienia nie ma boskiego charakteru i nie cieszy się Bożym przyzwoleniem. Nie, ta konkretna, nieludzka władza raczej pochodzi od ludzi i istnieje jedynie z Bożego dopustu. Postawa św. Jana Chrzciciela oraz pierwszych męczenników dowodzi, że kierowali się oni zasadą: trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi (Dz 5,9).
Stanowisko Cerkwi prawosławnej w kwestii wyborów jest następujące: duchowni, wręcz poczynając od hipodiakona a kończąc na patriarsze, mogą jako pełnoprawni obywatele uczestniczyć w wyborach, ale tylko w charakterze wyborców. To znaczy, duchowni wybierają władze wszelkich stopni, „oddają co cesarskie cesarzowi”, ale na posadę cesarza nie kandydują. Te ograniczenia nie dotyczą świeckich wiernych. Nie są oni związani cerkiewnymi postanowieniami ani w kwestii głosowania, ani wystawiania swych kandydatur. Jeżeli mamy do czynienia z ludźmi dojrzałymi i odpowiedzialnymi, jeżeli ich intencje nie są egoistyczne, nie wynikają z karierowiczostwa, lecz są szlachetne, altruistyczne, służebne, prospołeczne, to ich decyzja o kandydowaniu nie tylko zasługuje na uznanie, ale i wsparcie. W „Podstawach Doktryny Społecznej” z 2000 roku czytamy: „Nic nie stoi na przeszkodzie, aby świeccy prawosławni uczestniczyli w działalności organów władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej oraz partii politycznych. Co więcej, taki udział, jeżeli odbywa się w zgodzie z wiarą, normami moralnymi oraz oficjalnym stanowiskiem w kwestiach społecznych, jest jedną z form misji Cerkwi w społeczeństwie. Świeccy mają nie tylko prawo, lecz są wręcz powołani do tego, aby – spełniając swój obywatelski obowiązek – uczestniczyć w wyborach władz wszystkich szczebli i sprzyjać polityce państwa odpowiadającej chrześcijańskim normom moralnym”.
Wierzący człowiek zawsze może przeżywać rozterki, czy wypada mu angażować się w coś i uczestniczyć w czymś, co powszechnie uważa się za rzecz moralnie dwuznaczną, wręcz „brudną”. Tak. Polityka wiąże się z władzą, a ta jest jedną z trzech pokus, którymi szatan próbował usidlić Syna Bożego. Natomiast chrześcijaństwo wskazuje nam jedyną drogę zbawienia. Przeobraża ono człowieka, oczywiście pod warunkiem, że sam człowiek tego chce. W ostatecznym rozrachunku zbawienie człowieka znajduje się we władzy Boga, który wie, jak zbawić miłujących Go, w dowolnych warunkach. Jednak w życiu doczesnym te warunki mają ogromne znaczenie i w znacznej mierze są kształtowane przez ludzi. Mimo iż działalność polityczna wiąże się z licznymi pokusami, to jeśli uczynki i działalność polityka są chrystocentryczne, jeżeli jego obietnice, program i pragnienia są spójne i klarowne, to dlaczego nie miałby on posiąść władzę? Owszem, politycy bardzo często tylko do czasu wyborów mamią obietnicami powszechnej szczęśliwości i, oczywiście, do tej nierealistycznej szczodrobliwości zawsze należy podchodzić z rezerwą. Z drugiej strony przecież rozumiemy niewielkie możliwości szeregowego, pojedynczego polityka. Nie oczekujemy od niego cudów. Pragniemy tylko, aby promował nasze słuszne interesy, bronił ich w miarę swych możliwości i w ramach istniejącego prawa. Wielu ludzi nie uczestniczy w wyborach, bo nie ma zaufania do polityków ani nie wierzy w skuteczność swego głosu. Nie wierzą ani w poprawę swego losu, ani w to, że ktoś konkretny „tam na górze” będzie jego lobbystą i orędownikiem, bo kiedy cztery lata temu głosował na „swojego”, nie odczuł ani krzty wsparcia z jego strony. Nasze środowisko jako mniejszość ma gorzkie doświadczenie bezustannego manewrowania między „ Scyllą i Charybdą”, gdzie najbardziej rozsądnym wydaje się wybór mniejszego zła.
Jednak ta postawa jest błędna. Zamknięcie się w sobie i egoistyczne skoncentrowanie się na sobie i swoich sprawach jest postawą infantylną, dziecinną i naganną z chrześcijańskiego punktu widzenia. Nawet z uwzględnieniem faktu, że nie pragniemy i nie oczekujemy dla siebie żadnych przywilejów, tylko, by nam nie przeszkadzano, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością (1 Tm 2,2). Rzecz z w tym, że nie jesteśmy pustelnikami, którzy pogrążeni w modlitwie mogą gardzić wszystkim co świeckie, włącznie z wyborami. Pustelnik nie będzie skarżyć się na złą pracę służb komunalnych, bo nie korzysta z ich usług, ani na policję, gdy napadną go zbójcy. Jednak w swej przytłaczającej większości nie jesteśmy pustelnikami i problemy społeczności dotkną nas, choćbyśmy się nimi nie interesowali.
Od wielu lat z ust hierarchów wszystkich wyznań słyszymy apele o udział w wyborach jako o „obowiązku obywatelskim i chrześcijańskim”. „To prawo i obowiązek wynika z naszej wolności, a wolność to jednocześnie odpowiedzialność za siebie i innych. A zatem dobrowolna rezygnacja z udziału w wyborach jest grzechem zaniedbania, ponieważ jest odrzuceniem odpowiedzialności za losy Ojczyzny”. Słyszymy apele: „Chrześcijanin winien głosować na chrześcijanina”. Z tym ostatnim nie zgadzam się. Wiem, że 80-100 lat temu jedni, rzekomo „prawdziwi” chrześcijanie, burzyli świątynie innych chrześcijan. Już są we władzach i pretendują do władzy następni, którzy gloryfikują zabójców innych chrześcijan. Uniwersalizm chrześcijańskiej miłości i patriotyzmu zasadza się na pierwotnej zasadzie umiłowania tych, którzy razem z nami dzielą nie tylko wspólnotę ziemi, ale najczęściej ten sam język, te same tradycje, wartości duchowe i kulturalne z całym różnorodnym dziedzictwem przeszłości. Istnieje hierarchia miłości. Trzeba najpierw kochać swoich bliskich, rodzinę, a potem społeczność, w której się uczymy, pracujemy. Trzeba najpierw kochać swoją „małą ojczyznę”, miejscowość, miasto, region, a dopiero potem cały kraj, który może nie być nam przyjazny.
Apele o udział w wyborach mają sens jedynie wtedy, gdy obywatele mają realny wpływ na charakter władzy. Udział w wyborach w ustroju totalitarnym lub autorytarnym legitymizował ten ustrój i był współuczestnictwem w konserwacji zła. Wówczas nie było mowy o biblijnej zasadzie „wybierzcie sobie”, lecz „wybierzcie im”. Jedynie w sytuacji rzeczywistej demokracji albo jej zagrożenia nasz udział w wyborach ma sens. Obecnie mamy sytuację, w której jeszcze możemy w pewnym stopniu wpłynąć na kształt i przyszłe decyzje władz. To dlatego z całą mocą chcę podkreślić, że nieuczestnictwo w wyborach to również wybór. Jeżeli wierzący ludzie pod pretekstem nieunurzania się w błocie zdystansują się od polityki, to zostaną w niej wyłącznie bezbożni, amoralni ludzie. Nie łudźmy się: nie będzie sytuacji w ogóle bez władzy. Jeżeli komuś jej nie powierzymy, to i tak ktoś ją weźmie, dzięki czyjemuś poparciu albo dzięki swemu sprytowi lub manipulacji, ale nie będzie to nasz człowiek. Żadne miejsce na dowolnym szczeblu władzy nie będzie wakowało i niechybnie zostanie obsadzone przez kogoś, kogo nie chcieliśmy i kogo wręcz powinniśmy się bać.
Wszystko powyżej powiedziane jest moją prywatną opinią szeregowego, wierzącego obywatela i wyborcy, popartą wiedzą i doświadczeniem życiowym. Nie angażuję autorytetu Cerkwi hierarchicznej, nie wymieniam ani jednego nazwiska, ani jednej partii lub organizacji. Po prostu przed tak ważną rzeczą, jaką są wybory parlamentarne, przedstawiam moje stanowisko.

o. Konstanty Bondaruk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token