Numer 11(413)    Listopad 2019Numer 11(413)    Listopad 2019
fot.Wiaczesław Perek
Żebyśmy pamiętali
Ałła Matreńczyk
W wyludnionej wsi gwarno było już od południa, na uroczystość przybył arcybiskup Jakub, siedemnastu duchownych, mnisi, setki wiernych, głównie wychodźców z Potoki. – Dzisiaj, mimo niekorzystnej prognozy pogody, podczas modlitwy nad Potoką zaświeciło słońce – mówił władyka po wyświęceniu. – A w naszych sercach zagościła jeszcze większa radość.
Arcybiskup przywołał najtragiczniejsze wydarzenia z życia wsi w XX wieku. Bieżeństwo, w które udali się mieszkańcy z nadzieją, że wrócą. Wielki szok tych, którym to się udało – zniszczona cerkiew św. Jerzego, ograbione gospodarstwa.

– Druga wojna światowa przyniosła kolejne tragiczne wydarzenia – mówił władyka. – Już po wojnie kilka osób zostało zamordowanych, wieś spalona. Strach, którego doświadczyli wtedy pozostali mieszkańcy, towarzyszył im przez długie lata.   
Ale dzisiaj przeżywamy radosne chwile... Święcimy kapliczkę, która upamiętnia te tragiczne wydarzenia, święcimy również pamiątkową tablicę. Myślę, że potomkowie tych, którzy tu trwali, będą wspominać w niej swoich przodków. Pamięć o nich i modlitwa za nich jest bardzo ważna.
Ta kapliczka została wybudowana z inicjatywy i środków jednego człowieka – Andrzeja Szuma – podkreślił arcybiskup, serdecznie dziękując i odznaczając fundatora orderem Świętych Równych Apostołom Cyryla i Metodego.
 – Panie Andrzeju – to nie jest nagroda a odznaczenie, nagrodą będzie życie w Królestwie Niebieskim. I niech ta nagroda spotka Pana – życzył.
Zbudowana z bali czasownia ma powierzchnię około osiemnastu metrów kwadratowych, raz w miesiącu będą w niej odprawiane akafisty, także panichidy, okazjonalnie Liturgie.
Kapliczka jest czwartą potocką świątynią, wzniesioną w tym miejscu.Pierwsza pojawiła się w 1707 roku, gdy parafialna cerkiew w Topolanach stała się unicka. Dzięki staraniom  prawosławnych, którzy nie chcieli odstąpić od wiary przodków, opiekun dóbr zabłudowskich, wojewoda wileński, hetman litewski Kazimierz Jan Sapieha …pozwolił we wsi nazwanej Potock cerkiew dla ludu tey wiary starożytnej greckiej trzymającego się zbudować y swiaszczennika w teyże cerkwi dla odległości od miejsca od miasta Zabłudów swego mieć…
Ta cerkiew (ciekawe, że stała się unicka dopiero w 1755 roku, gdy gorliwy unita, dziekan podlaski, proboszcz rybołowski ks. Stefan Hrymaniewski zorganizował na nią zajazd), spłonęła w 1771 roku, następną wzniesiono w 1780. Trzecią, najokazalszą, murowaną, dużą jak białostocki sobór, podobną do zabłudowskiej, wyświęcono w 1913.
Parafia potocka przeżywała wtedy lata swej największej świetności.
– Proboszczem był wtedy o. Płaton Giereminowicz, który nie tylko cerkiew św. Jerzego zbudował, ale i założył niezwykle nobilitującą Potokę męską cerkiewno-parafialną szkołę II stopnia – podkreśla obecny nastojatiel, o. Aleksander Aleksiejuk. – A ponieważ kształciła nauczycieli do parafialnych szkół gramoty, potocznie nazywano ją nasza seminaria.
Ukończył ją m.in. późniejszy marszałek ZSRR, szef sztabu generalnego Wasilij Sokołowski. 
Gdy o. Płaton wrócił z bieżeństwa, po szkole nie było śladu, a cerkiew, wskutek niemieckiego ataku, nie miała dachu ani ściany wschodniej. Polskie władze nie chciały słyszeć ani o reaktywowaniu istniejącej od nieco ponad dwustu lat parafii w Potoce (jej pieczątkę można obejrzeć w izbie regionalnej w Skaryszewie koło Narwi), gdzie nie było nadającej się do użytku cerkwi, ani w Topolanach, chociaż tam się zachowała. I Potokę, i Topolany włączono do parafii w Zabłudowie.

Mocno musiał to przeżyć o. Płaton. Stary i schorowany, zamieszkał w sąsiedniej wsi Małynce, u właścicieli ziemskich Sosnowskich.
– Bardzo dużo się modlił, a na jego ikonie św. Serafina Sarowskiego do dziś zachowały się ślady po ucałowaniach – opowiada Jerzy Romańczuk, wnuk Sosnowskich. – Batiuszka Płaton zmarł w 1920 roku, został pochowany przy prawej stronie cerkwi, niedaleko grobów naszej rodziny, jego ikona teraz jest u mnie…
Murowaną cerkiew św. Jerzego najpierw chcieli do końca zburzyć sowieci, ale próby rozciągnięcia jej traktorami spełzły na niczym. Niemcy sięgnęli po pewniejsze metody. W 1943 roku wysadzili cerkiew w powietrze.
W ten sposób dramat świątyni dobiegł końca.
Wkrótce końca dobiegła też wojna. Ale Potoka sądne dni wciąż miała przed sobą.
16 maja 1945 roku oddział pod dowództwem por. Zygmunta Błażejewicza „Zygmunta”, podkomendnego „Łupaszki”, zastrzelił we wsi cztery osoby – Jana i Włodzimierza Bekiszów, Jana i Włodzimierza Małaszewskich. Ledwie rodziny pochowały zmarłych, jak żołnierze „Zygmunta” wrócili, akurat na Mikołę.  Wypędzili wszystkich mężczyzn w stronę Hieronimowa, kazali położyć się na ziemi, oficer odczytał coś w rodzaju wyroku: „Tu mieszkają przeciwnicy prawdziwej polskiej władzy, więc wieś spłonie”.

I podłożyli ogień. W płomieniach zginęło troje dzieci Marii Gierasimczuk, dziesięcioletni Mikołaj, ośmioletnia Nina i sześcioletnia Eugenia, po trzech dniach od poparzeń zmarł Michał Gierasimczuk (pisaliśmy o tym w reportażu Michała Bołtryka „Sądne dni Potoki” PP 8/2009).
Z trudem Potoka zaczęła odradzać się ze zgliszcz i popiołów, ale już się nie podniosła. Dziś liczy sześćdziesięciu mieszkańców, w tym dwudziestu prawosławnych. Wszyscy zmieszczą się w nowej kapliczce.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Ałła Matreńczyk
fot. Wiktor Owerko

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token