Numer 11(413)    Listopad 2019Numer 11(413)    Listopad 2019
fot.Wiaczesław Perek
Woskresieńska zmartwychwstaje
Ałła Matreńczyk
- W historii Kościoła był czas burzenia i budowaniaświątyń – mówił arcybiskup Jakub. – W Białymstoku pod koniec lat 80. Kościół prawosławny otrzymał w końcu pozwolenia na budowę tak potrzebnych w mieście nowych świątyń. Pierwszą była cerkiew Świętego Ducha, jedną z następnych Zmartwychwstania Pańskiego. Świątynia miała nawiązywać do zburzonej w latach 30. ubiegłego wieku cerkwi Woskresienskiej przy ulicy Sienkiewicza. 
Władyka przypomniał najważniejsze, milowe  daty z życia parafii. Słuchało go wielu wiernych, także zaproszeni goście.

Władyka odznaczył proboszcza o. Marka Ławreszuka orderem Świętych Równych Apostołom Cyryla i Metodego, o. Piotra Kiryluka, o. Mariana Romańczuka, Andrzeja Grzesia, Barbarę Rutkowską oraz Eugenię Cybulińską orderem św. Marii Magdaleny III stopnia. Wielu członków rady parafialnej, chórzystów i aktywnych parafian otrzymało listy pochwalne.
Po Liturgii władyka poświęcił tablicę upamiętniającą pierwszego proboszcza Woskresienskiej parafii, budowniczego cerkwi i prichoda.
O. Włodzimierz Cybuliński przybył do Białegostoku w 1988 roku z dekretem na wikariusza parafii w Starosielcach. Nie była to przypadkowa nominacja. Od kilku lat bowiem tamtejsi proboszczowie – najpierw o. Michał Chomczyk, później o. Andrzej Berezowiec – wydeptywali ścieżki po białostockich urzędach, żeby uzyskać plac pod budowę nowej białostockiej cerkwi.
Po czterech latach wędrówek urząd wojewódzki wskazał lokalizację – przy ulicy Sikorskiego, na skraju  niedużego lasku, na styku Słonecznego Stoku i jeszcze nieistniejącej Leśnej Doliny.
W styczniu 1989 roku spora działka o powierzchni 6603m2 przeszła w wieczyste użytkowanie Cerkwi. Miesiąc później narodziła się Woskresienska parafia, a jej proboszczem został właśnie o. Cybuliński. Nabożeństwa odbywały się wciąż w Starosielcach, tylko druga taca była przeznaczona na nową budowę.

Na przyznanej działce rósł sad (jedna z jabłonek długie lata przetrwała na cerkiewnym pogoście), na skraju stały trzy liche chatki. Najpierw ktoś pobił dachówkę na największym domku, później podpalił. A że był to trociniak, ogień rozprzestrzenił się szybko. Tę chatkę parafianie musieli rozebrać, później też drugą, została najmniejsza, najbliżej drogi. Miała tak z sześć metrów długości, cztery szerokości. Bez wody, centralnego ogrzewania.
Tak wyglądało pierwsze parafialne „centrum”, w którym zaczęło się rodzić życie parafii. Tu dzieci przychodziły na religię, tu odbywały się próby chóru, a nawet świąteczne obiady. 
W niedzielę Antypaschy, w 1989 roku, na placu stanął krzyż, została też odprawiona pierwsza Liturgia, jeszcze pod plandeką, wiatr gasił ustawione w skrzynkach świeczki, naprędce stworzony chór śpiewał jak potrafił.
Nad planami tymczasowej cerkwi pracował inżynier Mikołaj Misiukiewicz, parafianie zajęli się gromadzeniem materiałów. Skrzętnie kupowali to co potrzebne, a nocą pilnowali, żeby złodzieje nie rozkradli. Tymczasową cerkiew, można  powiedzieć w czynie społecznym, zbudowali, codziennie do roboty przychodziło po 30-40 osób. Arcybiskup Sawa wyświęcił ją już  w listopadzie.
Ale najważniejsze wyzwanie wciąż było przed nimi.
W kwietniu 1990 roku władyka Sawa poświęcił kamień pod budowę nowej cerkwi i dużego parafialnego domu z mieszkaniami dla duchownych, kancelarią, salami katechetycznymi
Już w tymczasowej cerkwi pojawiła się duża papierowa ikona Wsiecarycy, rakowych jazw diwnoj Gubitielnicy. Nikt wtedy chyba jeszcze nie sądził, że święto ikony stanie się drugim parafialnym świętem.

Dom parafialny budowano też w dużym stopniu systemem gospodarczym, korzystano z cegły z rozbiórki, często także z niewykwalifikowanej siły.
Murowana Woskresienska cerkiew, zaprojektowana przez Jerzego Uścinowicza, okazała się dużym wyzwaniem dla konstruktorów i budowniczych.
Nawiązywała do bizantyńskiego gotyku, miała w sobie coś z cerkwi w Supraślu, Małomożejkowie, Kodniu i Synkowiczach.
Skala prac? Na sam fundament trzeba było wylać 360 metrów sześciennych betonu, zużyć 34 tony stali. Betoniarki nie wytrzymywały, czterdziestu parafian pracowało od świtu do zmroku.
Potem parafianie mogli pomóc już raczej w najprostszych czynnościach. Cegła klinkierowa wymagała precyzji i dużego doświadczenia. Ściany powoli pięły się do góry, coraz lepiej śpiewały parafialne chóry, coraz prężniej działało młodzieżowe bractwo, a o. Włodzimierz z wikariuszem o. Walentym Olesiukiem niestrudzenie z krużką objeżdżali wszystkie parafie. Proboszcz wydeptywał też ścieżki po wszystkich miejscowych firmach. W zeszycie miał ponad sto adresów, a w każdej był wielokrotnie.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Ałła Matreńczyk
fot. Adam Bruczko

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token