Numer 11(413)    Listopad 2019Numer 11(413)    Listopad 2019
fot.Wiaczesław Perek
Węgier prawosławny
Anna Radziukiewicz
Anna Radziukiewicz: – Jest Ojciec prawosławnym Węgrem. To rzadki przypadek w waszym kraju.
O. Kirył: – W istocie.
– Rodzice byli prawosławni?
– Nie otrzymałem w rodzinie żadnego chrześcijańskiego wychowania. Było w niej wielu wojskowych, przywiązanych do tamtej, komunistycznej, ideologii. Jako student rusycystyki pojechałem na staż do Petersburgu. Był rok 1997, czasy ciekawe dla Rosji, wielkich przemian i odradzania się Kościołów – prawosławnego, katolickiego i protestanckich. W Petersburgu otwierano wiele cerkwi, odradzało się duchowe życie. Poznałem tam prawosławnych ludzi i postanowiłem ochrzcić się w prawosławnej tradycji.

– A rodzice?
– Tata, rocznik 1949, był ochrzczony w Kościele rzymskokatolickim, ale nie praktykował, mama, rocznik 1952, w ogóle nie była ochrzczona.
– Protesty w rodzinie?
– Nie, tylko zdziwienie.
– Tak bez sprzeciwu?
– Dla mnie problem nie istniał – było jasne, że chcę ochrzcić się w Cerkwi. Nie analizowałem, jakie narody są związane z prawosławną tradycją, nie myślałem o tym, czy to wiara Ruskich, Serbów, Rumunów czy Bułgarów. Miałem w sobie silne przekonanie, że prawda jest w Cerkwi prawosławnej. To mi wystarczało.
– Jak jest z rusofobią na Węgrzech?
– Była silna po 1956 roku – w latach 60., 70. i 80. Opozycja antysowiecka miała charakter społeczny, chrześcijański i nawet państwowy. Antysowieckość szła krok w krok z antyruskością. Węgier niestety utożsamiał te dwa pojęcia. Wołając „Ruski do domu” nie miał na myśli Turkmena, Kazacha czy Łotysza, tylko Rosjanina.
– A lata dziewięćdziesiąte?
– Wiele mówiono, pisano, wystawiano spektakle, kręcono filmy na temat wkroczenia Armii Czerwonej do Węgier, zabierania przez sowietów do łagrów, kopalń, prac w polu Węgrów od lat 16 do 60, o roku 1956. To był czas odreagowania okresu powojennego.
– A teraz?
– Ucichło. Młodzi o tym nie mówią, chyba że profesjonalnie zajmują się historią albo mają w rodzinie kogoś kto ucierpiał, zesłany na przymusowe roboty na Wschód. Dziś nie możemy więc mówić o rusofobii Węgier.
– A o ułożeniu wzajemnych relacji węgiersko-rosyjskich?
– Od pięciu-sześciu lat często słyszymy przekaz ze strony rządzących o potrzebie bliskiej współpracy z Federacją Rosyjską, szczególnie ze strony premiera Viktora Orbána. Węgierski naród rozumie tę politykę. W zbliżeniu obu narodów widzi korzyści.
– Dziesięciomilionowe Węgry to kraj katolicki?
– Według ostatniego spisu z 2011 roku tylko 37 procent Węgrów zadeklarowało się jako katolicy, 15 proc. jako protestanci, prawie dwa procent jako grekokatolicy, niemal 17 procent powiedziało, że nie należy do żadnego Kościoła, a więcej niż co czwarty Węgier nie udzielił odpowiedzi na pytanie. Nie ominęła nas europejska tendencja ateizacji. Jest ona często przenoszona z pokolenia na pokolenie od czasów komunistycznych i nakładana na współczesne prądy odchodzenia od Boga. 
– Chrześcijanin powinien więc dziś być misjonarzem?
– Niewątpliwie.
– Prawosławni na Węgrzech nawiązują do tradycji cyrylometodiańskiej?
– Oczywiście! Przecież teren współczesnych Węgier to serce misji świętych Braci Cyryla i Metodego. W Zalavárze mamy dziś pod otwartym niebem muzeum upamiętniające tamtą misję. Odkryto tam między innymi fundamenty wielkiej bazyliki, wzniesionej w czasach owej misji. Węgrzy, lud koczowniczy i pogański, nie cieszyli się dobrą reputacją do czasów misji cyrylometodiańskiej, czyli do drugiej połowy IX wieku. Węgierski wódz przyjął świętych braci, wysłuchał ich, poprosił o błogosławieństwo i modlitwę, traktując ich z szacunkiem. I ten epizod, to spotkanie, mocno wpisało się w pamięć Węgrów. Madziarzy, którzy dotarli do basenu Dunaju, zabiegali o dobre relacje z Bizancjum w sferze politycznej, obronnej, ale także duchowej. Wiemy, że z Bizancjum został posłany do nas w połowie X wieku misjonarz, swiatitiel Irafij. Mało o nim wiemy, choć był proswiatitielem Węgier. W bizantyńskich latopisach pozostał zapis, że posłał go bizantyński cesarz na prośbę węgierskiego wielmoży. Na węgierskich ziemiach pierwsze monastery zakładali mnisi greccy. Zwycięska okazała się jednak orientacja  zachodnia, kiedy Geza (970-997) z rodu Arpadów poprosił w 974 roku, czyli wiek później od rozpoczęcia misji cyrylometodiańskiej, niemieckiego cesarza Ottona I, aby przysłał mu misjonarzy. Koniec X wieku to czas chrystianizacji Węgrów. 

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

fot. Anna Radziukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token