Numer 11(413)    Listopad 2019Numer 11(413)    Listopad 2019
fot.Wiaczesław Perek
Pieśni duszy
Anna Radziukiewicz
W tytule płyty uszczegółowiono „pieśni podlaskiej duszy”. – To ważne – tłumaczy Michał Górski, który doprowadził do wydania płyty: – Śpiewali moi rodzice, śpiewała cała nasza rodzina, gdy na przykład jechała w gości do wujka w Zaleszanach.  Śpiewała naszym sentymentalnym wschodnim tonem, typowo podlaskim. Nie można naszego śpiewu porównać z łemkowskim choćby. Łemkowie zupełnie inaczej śpiewają. I kiedy ktoś mówi: – Wy nie tak śpiewacie, odpowiadam: – My po naszemu i  naśladować nikogo nie będziemy.

– A to „po naszemu” podoba się ludziom? – pytam.
– Śpiewaliśmy już trzy razy na Grabarce po wsienoszcznej podczas Spasa – mowa o chórze Bractwa św. św. Cyryla i Metodego w Bielsku Podlaskim, który odwiedziłam podczas próby – i z naszych ze dwudziestu chórzystów nagle zrobiło się ze stu. Ludzie dochodzili do nas i śpiewali, nawet kiedy my przestawaliśmy, oni śpiewali dalej. To znaczy, że ten śpiew im się podoba, że ich dusza śpiewa.
– Ostatnio byliśmy jako chór w Orzyszu, kiedy tam 14 września wyświęcano po remoncie cerkiew – słyszę podczas próby. – Śpiewaliśmy po Liturgii, podczas agapy i z naszych 10 czy 15 chórzystów zrobiło się z pięćdziesięciu.
– W tym roku śpiewaliśmy w bielskiej Uspieńskiej cerkwi przy grobie Bogarodzicy. Śpiewaliśmy późnym wieczorem, w nocy, w zasadzie po wsienoszcznej i akafiście do Bogarodzicy.
– Śpiewamy w spokojnej tonacji – ktoś uzupełnia – i ta ludziom się podoba.
Chcą jeszcze śpiewać po wsienoszcznej podczas święta św. Dymitra Sołuńskiego w Sakach.
I śpiewają w Bielsku niemal na co dzień. Przy nieboszczykach. Otóż żałobnicy powszechnie zapraszają po kilka osób z zespołu do swoich domów czy zakładów pogrzebowych, by śpiewali pieśni przy trumnie zmarłego. Śpiew utula żal rodziny. Jest jak modlitwa przy zmarłym. Tym bardziej, że chórzyści czytają także Psałterz. Jest to tylko kontynuacja naszej starej tradycji. Ale jak o nią zadbać, jeśli tak bardzo brakowało śpiewaków. Teraz w Bielsku są.
Płytę wydali wiosną tego roku. Znalazło się na niej siedemnaście pieśni, jak nazywają paraliturgicznych, bo to jest specjalność chóru, chociaż około połowy chórzystów „Chóru Bractwa” śpiewa dodatkowo w chórach cerkiewnych albo w świeckich „Wasiloczkach” czy „Małance”.
Ci, którzy słuchali pieśni na płycie utrwalonych, namawiają chórzystów, by przygotowali repertuar na nową. Rzeczywiście, sama słuchałam kilka razy pieśni z tej płyty – są „po naszemu”, spokojne, z dobrą artykulacją tekstu, płynnie śpiewane, dla duszy kojące.
Chórem dyryguje trzeci rok matuszka Jolanta Ostaszewicz. I to jest szczęście zespołu, który przedtem miał dwójkę dyrygentów, odchodzących rok po roku, jeden za drugim. Chór istnieje pięć lat.
Teraz nastał dla niego czas radosnej stabilności i poczucia, że są „w domu”. Na pewno to potwierdzi jego założycielka Tatiana Krasowska, której – jak mówi – „cała rodzina śpiewa”.
Dlaczego śpiewają?

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token