Numer 12(414)    Grudzień 2019Numer 12(414)    Grudzień 2019
fot.Anna Radziukiewicz
Nieszczęścia mogą być narzędziem poprawy
o. Andrej Tkaczew
Pamiętam dobrze jedną z takich historii. Zaniepokojony niską frekwencją na nabożeństwie duchowny postanowił  trochę pobudzić swoich parafian. Pewnej niedzieli ogłosił, że na kolejnej służbie pokaże im prawdziwego diabła. W  następną niedzielę wszyscy stawili się w komplecie i czekali na to, co miało nastąpić.
Na kazaniu ksiądz powiedział: – Przyszliście popatrzeć na diabła? Rozumiem. Inaczej do kościoła już w żaden sposób nie da się was przyciągąć… No cóż, rozejrzyjcie się  na prawo i lewo. Jesteście diabłami! Z czego składa się wasze życie? Z pychy, domowych kłótni, zawiści i przekleństw, zbereźnych piosenek, wzajemnej obrazy. Wasze życie składa się z tego samego, z czego składa się życie diabła. Mogę się założyć, że nie jesteście lepsi od niego!
I tak dalej, w tym samym duchu. Nie ulega wątpliwości, że ludzie byli zaskoczeni i przestraszeni, obrażeni, ale i po części pouczeni. Szybkich zmian od ludzi nie należy jednak oczekiwać, a i nie każdy chce słyszeć o swoich grzechach. Rezultat pułapki duchownego był więc krótkotrwały.

Śmialiśmy się z tych przykładów, wyobrażając sobie ich zastosowanie w naszych czasach. Trudno sobie wyobrazić tak „nietolerancyjne” i potępiające postępowanie w naszym  zwiędłym wieku rozbuchanego powszechnego samolubstwa. Jednak myliliśmy się, sądząc że dzisiaj takie zachowanie jest niemożliwe.
W czasach pierestrojki w jednej z nadbałtyckich republik pewien szanowany ksiądz postąpił w podobny sposób. Wcześniej był prześladowany za wiarę, miał nawet za sobą, jak mi się wydaje,  pobyt w więzieniu. Ludzie go lubili, a on w relacjach z nimi był cichy i niezawodny. Kiedy świątynie w całym ZSRR zaczęły wypełniać tłumy ludzi (jedni rzeczywiście przychodzili, żeby się pomodlić, inni dla towarzystwa), podczas nabożeństwa powiedział: „Po co żeście przyszli? Tutaj ludzie modlą się do Boga, a wasz bóg oto gdzie jest!” – i wysypał na marmurową podłogę dźwięczące drobne monety, pokazując w ten sposób, że nogi  ludzi są owszem w świątyni, ale serce innych bogów oprócz pieniędzy  nie uznaje. 
Mogą się wam nie podobać przykłady wzięte od katolików, ale ja nadal będę czerpać je od każdego, kogo tylko zobaczę. Jeśli zobaczę u starożytnych pogan, zapożyczę od   nich. Nie cofnę się przed przykładami z życia buddystów i ateistów, a nie tylko protestantów czy katolików, dlatego że ten kto pragnie się uczyć – u każdego się uczy, a o tych, którzy uczyć nie chcą, wystarczająco mówi się w księgach Salomona.
Zresztą oto przykład i od świętych jednej z nami wiary. Św. Mikołaj Serbski podczas służenia  w Ochrydzie zadręczał się obojętnością miejscowych ludzi wobec modlitwy i cerkiewnej służby. Ludzie stali się egoistyczni i próżni. Nic świętego ich nie interesowało. Pewnego razu swiatitiel usiadł na osiołka tyłem do przodu i przejechał przez całą Ochrydę. Był przy tym bosy i bez nakrycia głowy. Ludzie zaczęli szeptać, mówić, że  zwariował. Wiele czytał, wiele myślał, pisał i dostał bzika. I w następną niedzielę już całe miasto było na Liturgii. Wszyscy czekali co jeszcze wywinie „Mikołaj”. Władyka służył zwyczajnie, a po służbie powiedział:  – I co, przyszliście popatrzeć na biednego Mikołaja? Innym sposobem już was do cerkwi nie sposób przyciągnąć? Ciągle nie macie czasu. Inna sprawa – porozmawiać o modzie, albo o polityce, albo o cywilizacji. O tym, że jesteśmy Europejczykami. A cóż takiego odziedziczyła dzisiejsza Europa? Europa, która w ciągu ostatniej wojny wyniszczyła więcej ludzi niż cała Azja w ciągu tysiąca lat (a mówił to w latach dwudziestych, tuż po zakończeniu I wojny światowej). Ach, moi bracia, czyż tego nie dostrzegacie?
Kazanie władyki wywarło duże wrażenie na ludziach, ale zatrzymać powszechnego odstępowania od wiary nie było w stanie.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

o. Andrej Tkaczew
tłum. Ałła Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token