Numer 12(414)    Grudzień 2019Numer 12(414)    Grudzień 2019
fot.Anna Radziukiewicz
Matka Maria na scenie
Anna Radziukiewicz
Spektakl jest mocno nasycony treściami religijnymi. Zaczyna się wierszem matki Marii, która była poetką, przyjaciółką Anny Achmatowej, Aleksandra Błoka i Wiaczesława Iwanowa, cenioną w salonach literackich. Pozostawiła po sobie tysiąc stron wierszy i kilkaset stron tekstów filozoficznych, teologicznych. Oto wiersz rozpoczynający spektakl.
Są dwa sposoby życia.
Można zgodnie z prawami godnie chodzić.
Po lądzie – mierzyć, ważyć, przewidywać.
Ale można chodzić po wodach.
A wtedy nie można przewidywać.
Wtedy cały czas trzeba wierzyć.
Chwila niewiary – i zaczynasz tonąć.
Dalej jest scena rewolucji – totalnego chaosu, w którym panuje jedna żądza – rozstrzeliwania, ścinania wszystkiego, co wyrasta ponad ziemię/scenę. Ta totalność została przedstawiona, przy minimalnym użyciu środków, jak zwykle u Joanny Troc.
Ciąg dalszy scenicznej opowieści skupia się na podróży statkiem do Francji ocalonych z rewolucji – symbolem sceny staje się gruba lina do cumowania statków – którzy w nowej ojczyźnie z arystokratów, bankierów, dyrektorów fabryk, salonowych bywalców, przeobrażają się w pomywaczy, tragarzy, szwaczki ale także alkoholików i narkomanów, bezrobotnych, bezdomnych, chorych.

Spektakl znów prostymi, ale wyrazistymi środkami przedstawia rzeczywistość paryskiego bruku, ilustrowaną w dodatku w tle czarno-białymi, przesuwającymi się płynnie zdjęciami, sprawiającymi wrażenie, że oto siedzimy w pociągu, który zabrał nas do lat 30. i 40. minionego wieku i dowozi do Paryża. Zdjęcia z epoki udało się  twórcom spektaklu pozyskać z Paryża. Na nich między innymi matka Maria, metropolita Eulogiusz, cerkwie i przytułki, założone i prowadzone przez matkę Marię.

Ostania scena to Ravensbrück, znów obraz obozu zagłady przedstawiony najprostszym, niezwykle wymownym sposobem. Młodzi aktorzy wyjmują z kufra, wniesionego na scenę, metalowe rury. Skręcają je, prowadząc akcję. Tworzą z nich rodzaj bramy. W górną belkę wkręcają dysze. Przez dysze sączy się, coraz gęstsza para/gaz. Wszyscy skupieni w bramie śpiewają cerkiewne pieśni błagalne i pochwalne. Odchodzą z tego świata.
Tym razem Joanna Troc zdecydowała się na opowieść w języku polskim, choć poprzednie spektakle były wystawiane w howorci. Nie zawiodła ani ona, ani młodzi aktorzy, tym razem wzięci z grupy teatralnej, działającej przy Fundacji Oikonomos, kierowanej przez Magdalenę Żdanuk. Bo to Fundacja wzięła na siebie trud zdobycia pieniędzy na realizację spektaklu i organizację przedsięwzięcia, włącznie z dotarciem z nim do widowni. Jakub Sobczak, zdolny absolwent liceum plastycznego w Supraślu, obecnie student projektowania graficznego w Toruniu, odpowiedzialny za przygotowanie multimediów do spektaklu, także podnosił rzecz do poziomu profesjonalnego i twórczego.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token