Numer 2(416)    Luty 2020Numer 2(416)    Luty 2020
fot.Andrzej Charyło
Kim był „Łupaszka”
wysłuchała Ałła Matreńczyk
O „Łupaszce” dużo się w ostatnim okresie mówiło i pisało. Okazją były kontrowersje związane ze zmianą nazwy jednej z ulic Białegostoku, której w poprzedniej kadencji rady miejskiej został patronem. Nowa rada nazwę zmieniła, na co nie zgodził się wojewoda i sprawa czeka na rozstrzygnięcie sądowe. Opinie na temat tego „żołnierza wyklętego” się spolaryzowały. Dla jednych stał się wzorem patriotyzmu i niezłomności, dla innych dowódcą oddziałów prowadzących bandyckie działania przede wszystkim przeciwko mniejszości białoruskiej. Działania żołnierzy „Łupaszki” na wschodniej Białostocczyźnie po zakończeniu działań wojennych omówił 15 grudnia w Centrum Kultury Prawosławnej prof. Oleg Łatyszonek. Zainteresowanych wykładem, zorganizowanym przez Stowarzyszenie „Ruś”, także młodych, było tak wielu, że zabrakło krzeseł. 
Kim był zatem Zbigniew Szendzielorz „Łupaszka”?
Przedwojennym oficerem, który za udział w wojnie 1939 roku został odznaczony krzyżem Virtuti Militari V klasy. Po ucieczce z niemieckiej niewoli włączył się do konspiracji na Wileńszczyźnie.
Latem 1943 roku mianowano go dowódcą oddziału partyzanckiego AK. V Wileńska Brygada Armii Krajowej, bo taką przyjęła nazwę, walczyła z Niemcami, Litwinami i partyzantką radziecką, a dowodzący nią Szendzielorz został odznaczony w styczniu 1944 roku Krzyżem Walecznych.
Kilka miesięcy później, 23 czerwca, oddział ten, w odwecie za zamordowanie przez litewskich policjantów 39 polskich cywili, w tym kobiet i dzieci w miejscowości Bienciszki, dopuścił się mordu w Dubinkach na co najmniej 68 litewskich cywilach (w żaden sposób nie powiązanych ze sprawcami masakry w Bienciszkach), głównie kobietach i dzieciach. Szendzielorz postąpił tak, chociaż komendant wileńskiego okręgu AK, ppłk Aleksander Krzyżanowski „Wilk”, zakazywał odwetu na ludności cywilnej.
Nie wziął też udziału w zaplanowanej na czerwiec 1944 przez AK operacji „Ostra Brama” – zamiast ataku na Wilno wybrał drogę na zachód. Za niewykonanie tego rozkazu Szendzielorz miał być oddany pod sąd polowy.  Komendant Krzyżanowski i jego sztab zostali aresztowani przez Sowietów, a żołnierze internowani i wcieleni w szeregi I Armii Wojska Polskiego lub wywiezieni do Kaługi.
„Łupaszce” nie udało się jednak ocalić swojej brygady przed losem oddziałów, które wykonały żołnierski obowiązek, bo gdy w lipcu musiał rozformować V Brygadę, większa część jego żołnierzy wpadła w ręce Sowietów i też trafiła do Kaługi. 
We wrześniu 1944 roku „Łupaszka” podporządkował się komendantowi okręgu białostockiego AK, płk Władysławowi Liniarskiemu „Mścisławowi” i udał się do Puszczy Białowieskiej, gdzie zorganizował oddział z niedobitków z nowogrodzkich i wileńskich oddziałów AK. Półtora miesiąca później znalazł się na terenie obwodu AK Bielsk Podlaski.
Gdy 19 stycznia 1945 roku gen. Okulicki „Niedźwiadek” rozwiązał Armię Krajową, ppłk Liniarski nie podporządkował się temu rozkazowi. Utworzył AKO (Armię Krajową Obywatelską), a komendantem partyzantki okręgu białostockiego tej nowej formacji mianował „Łupaszkę”.  Jego zastępcą został podporucznik Lech Beynar „Nowina”, po wojnie znany jako publicysta historyczny, piszący pod pseudonimem Paweł Jasienica.
Działalność Brygady przedstawili w pracy „Białostocki okręg AK-AKO” Kazimierz Krajewski i Tomasz Łabuszewski. A ponieważ zawiera ona nieścisłości i błędy, prof. Łatyszonek dodawał własne sprostowania, komentarze i uzupełnienia. 
W kwietniu V Brygada, podzielona na dwa szwadrony, dowodzone przez Zygmunta Błażejewicza „Zygmunta” i porucznika „Nowinę”, wyruszyła w teren, zabijając wskazane przez Komendę Obwodu osoby oskarżone o współpracę z NKWD i UB czy też należące do PPR.
I tak według Krajewskiego i Łabuszewskiego 7 kwietnia żołnierze Łupaszki rozstrzelali członka KPZR Tichona Romaniuka „konfidenta i współpracownika NKWD od 1939 roku”. Natomiast Konstanty Masalski, autor monumentalnej pracy „Księga pamięci prawosławnych mieszkańców Białostocczyzny, ofiar wydarzeń z lat 1939-1956”, podaje, że Tichon Romaniuk, członek KPZR, został zamordowany w Pokaniewie dopiero 3 czerwca 1946 roku.
W nocy z 8 na 9 kwietnia trzy patrole dowodzone przez „Nowinę”, „Zygmunta” i „Lupę” (Henryk Wieliczko) skierowały się w stronę miejscowości Klukowicze, Tokary, Sutno i Niemirów. W czasie akcji pod zarzutem współpracy z NKWD i UBP zabiły 7 osób. Cztery ofiary pochodziły z   Tokar. „W nocy przyszli akowcy, zastrzelili czterech chłopców i dali całej wsi 48 godzin na wyjazd do raju” – cytował prof. Łatyszonek jednego z mieszkańców. Przerażeni ludzie uciekli na drugą stronę dzielącej wieś granicy. Wróciły już tylko cztery rodziny, wieś zasiedlili repatrianci.
Według Krajewskiego i Łabuszewskiego 14 kwietnia patrol dowodzony przez „Nowinę” we wsi Witowo zabił sołtysa Korneliusza Wasiluka oraz członka PPR – Tymoteusza Chmiela.
Według rodzin zabitych do tragicznych wydarzeń w Witowie doszło nie w kwietniu, lecz 10 maja, a i ich przebieg był inny.
Witowski sołtys 10 maja doniósł na milicję w Hajnówce, że widział w okolicach swojej wsi partyzantów, a że był człowiekiem porywczym, dodał, że gdyby miał broń, to wystrzelałby wszystkich akowców. Na prośbę milicjantów wskazał, na kogo w Witowie można liczyć, Timofieja Chmiela i Włodzimierza Germaniuka z Długiego Brodu. 
W strukturach władzy ludowej w Hajnówce pracowało wtedy wielu ludzi podziemia i na reakcję nie trzeba było długo czekać. Partyzanci schwytali Korniła już w drodze do domu.
Wieczorem do chaty Chmielów przyszedł niby radziecki oficer i wywołał Tymoteusza. Ten wyszedł. I razem z Korniłą i żołnierzami ruszyli w stronę Długiego Brodu, do domu Włodzimierza Germaniuka. Kiedy Kornił i Timofiej zorientowali się, że nie prowadzą ich żołnierze radzieccy, rzucili się do ucieczki i wtedy ich zastrzelono.
Żołnierze Łupaszki dotarli następnie do Długiego Brodu i otoczyli dom Włodzimierza Germaniuka. Ten jednak zdołał uciec.
Leśni wrócili więc do domu Chmielów około 10 wieczorem, ograbili gospodarstwo, wysyłając gospodarzy „do raju”. Później „pili, pili, pili, mieli orzełki z koroną, rano modlili się i żegnali”. 
Wojenna działalność Pawła Jasienicy dowodzi, że nie był on bezbronnym intelektualistą, na którego w latach powojennych donosiła własna żona (a taki obraz wyłania się m.in. z filmu „Różyczka”).  Ilustruje to przyśpiewka z oddziału „Łupaszki” – „Jest między nami porucznik „Nowina”, co za donosy sołtysów wyrzyna”. 
17 kwietnia połączone szwadrony V Brygady opanowały Narewkę, gdzie wykonano cztery wyroki śmierci. Zginęli sekretarz gminnej rady narodowej Piotr Kabac, wójt gminy Jan Leszczyński, gajowy Mikołaj Lewczuk oraz kierownik miejscowej szkoły Aleksander Wołkowycki. Trzem pierwszym zarzucono, że „byli członkami komitetu białoruskiego podczas niemieckiej okupacji, prowadzili wrogą wobec Polski działalność, a w szczególności wydali gestapo matkę Siedzikówy, „Inki”. O Aleksanderze Wołkowyckim od lat rozpowszechniane są insynuacje, że był sowieckim konfidentem, a w rzeczy samej „ubekiem, który wydał Inkę”.
Na to, że Wołkowycki był sowieckim agentem IPN nie znalazł żadnych dowodów. Nie był też ubekiem, lecz nauczycielem. I nie wydał Siedzikówny, ponieważ został zamordowany 17 kwietnia 1945 roku, kiedy Siedzikówna nie była jeszcze Inką. Po raz pierwszy została bowiem aresztowana dopiero w czerwcu 1945 roku, a po raz drugi – 20 lipca 1946 roku we Wrzeszczu. Przez wiele lat próbowano też przypisać Aleksandrowi Wołkowyckiemu współudział w wydaniu matki Inki, Eugenii Siedzikowej, w listopadzie 1942 roku, lecz i to okazało się nieprawdą.
Rzeczywistą przyczyną zamordowania Aleksandra Wołkowyckiego było, jak można sądzić, to, iż mimo otwartych gróźb nie usunął nauczania języka białoruskiego jako przedmiotu w kierowanej przez siebie szkole.
W nocy z 1 na 2 maja zabito w Andryjankach Władysława Koptewicza, pod zarzutem rozbrajania w 1939 roku polskich żołnierzy.
10 maja 1945 roku do obu szwadronów V brygady dołączył porucznik Romuald Rajs „Bury” ze swym oddziałem, a „Łupaszka” podzielił brygadę na trzy grupy. Pierwsza pod dowództwem „Zygmunta” ruszyła na północny wschód i 10 maja zabiła dwóch wspomnianych mieszkańców wsi Witowo.
11 maja 1945 roku „Zygmunt” spalił Wiluki za rzekome ostrzelanie jego patrolu 22 kwietnia. W istocie spalił nie tylko Wiluki, ale także Długi Bród, gdyż mieszkańców tej wsi Niemcy zmusili w czasie wojny do przeniesienia swoich domów do Wiluków.
Jak wspominał Wasil Chmara z Wiluków, jego rodzina właśnie zasiadała do kolacji, gdy wszedł żołnierz i nakazał im iść na środek wsi.  Żołnierze grozili zgromadzonym tam mieszkańcom, że rozstrzelają wszystkich, przyprowadzili też kilku mężczyzn ze związanymi rękoma, kazali położyć się na ziemi i podawać swoje nazwisko.
Kiedy zrobił to Wasil Germaniuk, jeden z żołnierzy powiedział”: „O, Germaniuk, jakie piękne nazwisko”, na co od razu padł rozkaz rozstrzelania. Wasil Germaniuk nie był ani Włodzimierzem Germaniukiem, którego szukali partyzanci, ani współpracownikiem sowieckich bądź polskich organów bezpieczeństwa. Przed wojną ukończył polskie gimnazjum w Kleszczelach, nie miał nic wspólnego z komunistami, a nawet się z nich naśmiewał.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

wysłuchała Ałła Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token