Numer 3(225)    marzec 2004Numer 3(225)    marzec 2004
fot.Marta Łuksza
Czy będziemy się targować?
o. Włodzimierz Misijuk
Pamiętam jak przed przyjęciem święceń wielkimi obawami napawała mnie perspektywa wysłuchiwania spowiedzi. Podobny lęk budziło pytanie, jak poprawnie głosić Słowo Boże, jak wygłaszać kazanie. Śpiewając przez kilka lat w różnych parafialnych chórach często zauważałem, że kazań nie słucham i słuchać nawet nie próbuję. Nie byłem w tym osamotniony. Chórzyści zwykle wykorzystują ów moment na "złapanie głębszego oddechu" (niektórzy wdają się nawet w ciche pogaduszki), ale z pewnością coś jeszcze przeszkadzało w odbiorze głoszonych w kazaniu treści. Doszedłem do wniosku, że to nie tylko problem mojej percepcji. Bardzo wiele zależy nie tylko od przekazywanych treści, ale także od sposobu ich przekazywania.
   Na "sposób przekazu" homilii składa się wiele elementów - myślę tu o gramatyce i składni, poprawnej dykcji i intonacji, posługiwaniu się stosowną terminologią i rozmaitymi homiletycznymi "chwytami" - ale w owym czasie najbardziej niepokoił mnie sam język. Nie niepokoiłem się tym, czy będę w stanie głosić kazanie po rosyjsku, ale czy zrozumieją mnie wszyscy słuchający. Dorośli twierdzą, że nie mają z tym żadnych problemów, ale niedawno byłem świadkiem, jak po wysłuchaniu parafialnych ogłoszeń wychodzący ze świątyni parafianie, po polsku wypytywali się nawzajem: "To o której będzie jutro ta służba?"
   Nikt chyba nie ma wątpliwości, że dzieci rozumieją bardzo mało, niewiele więcej dociera do młodzieży, a to akurat grupy wiernych, które mają o wiele większe od innych potrzeby i którym trzeba poświęcić szczególną uwagę. Jak jednak pogodzić możliwości i potrzeby jednych i drugich? Jak mówić, aby treść homilii była dla wszystkich zrozumiała i przez wszystkich właściwie pojmowana? Ktoś musi komuś ustępować. Ale kto komu? Pośród obecnych w świątyni, dzieci i młodzież są zwykle w zdecydowanej mniejszości i zapewne właśnie to decyduje o tym, że pod uwagę brana jest przeważnie dorosła większość.
   Można wskazać wiele czynników, które doprowadziły do tego, że w cerkiewnych kazaniach ciągle posługujemy się językiem odmiennym od używanego na co dzień. Podejrzewam, że dla większości wiernych jest to kwestia przyzwyczajenia - "zawsze tak było, odkąd pamiętamy zawsze tak jest, a więc tak właśnie powinno pozostać". Wydawać by się mogło, że tego rodzaju podejście wspomaga starania o przekazanie następnemu pokoleniu skarbu naszej prawosławnej wiary i tradycji w nienaruszonym stanie. Do wprowadzania jakichkolwiek zmian w cerkiewnym życiu zniechęcają zapewne widoczne wokół zmiany - skoro tradycyjne systemy wartości, priorytety, powszechnie do niedawna obowiązujące zasady i normy postępowania ulegają tak znacznym przemianom, w cerkiewnym środowisku nie można dopuścić do najmniejszych nawet odstępstw...
   Tego rodzaju postawa z pewnością ma swoje dobre strony, ale czy trzeba odnosić ją zarówno do treści naszej wiary, jak i do jej zewnętrznych przejawów? Jak podsumował o. Aleksander Schmemann - na przestrzeni wieków Cerkiew, chcąc pozostawać taka sama, ciągle musiała się zmieniać.
   W tym kontekście chciałbym przytoczyć tu biblijną opowieść: "Pan rzekł: «Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich mieszkańców są bardzo ciężkie. Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do Mnie doszło, czy nie; dowiem się» [...] Abraham stał dalej przed Panem i zbliżywszy się do Niego, rzekł: «Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają? O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego! Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie?» Pan odpowiedział: «Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich». Rzekł znowu Abraham: «Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem. Gdyby wśród tych pięćdziesięciu sprawiedliwych zabrakło pięciu, czy z braku tych pięciu zniszczysz całe miasto?» Pan rzekł: «Nie zniszczę, jeśli znajdę tam czterdziestu pięciu». Abraham znów odezwał się tymi słowami: «A może znalazłoby się tam czterdziestu?» Pan rzekł: «Nie dokonam zniszczenia przez wzgląd na tych czterdziestu». Wtedy Abraham powiedział: «Niech się nie gniewa Pan, jeśli rzeknę: może znalazłoby się tam trzydziestu?» A na to Pan: «Nie dokonam zniszczenia, jeśli znajdę tam trzydziestu». Rzekł Abraham: «Pozwól, o Panie, że ośmielę się zapytać: gdyby znalazło się tam dwudziestu?» Pan odpowiedział: «Nie zniszczę przez wzgląd na tych dwudziestu». Na to Abraham: «O, racz się nie gniewać, Panie, jeśli raz jeszcze zapytam: gdyby znalazło się tam dziesięciu?» Odpowiedział Pan: «Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu». Wtedy Pan, skończywszy rozmowę z Abrahamem, odszedł, a Abraham wrócił do siebie” (Rdz 18,20-33).
   Do wszystkich utwierdzonych w wierze i w przekonaniu, iż homilie mogą być wygłaszane w cerkwi jedynie po rosyjsku, zwracam się z pytaniem: jeśli pośród was stoi w świątyni pięćdziesiąt osób, które nie znają rosyjskiego i przez to trudno im pojąć przekazywane w barwnej oprawie tego języka treści wiary, czy ze względu na tych pięćdziesięciu „sprawiedliwych” nie zgodzicie się na wysłuchiwanie tych samych treści w innym, ale zrozumiałym dla wszystkich obecnych języku".

Opinie

[1] 2004-03-19 19:23:00 Piotr
Popieram zdanie o. Włodka. Żal ściska serce gdy słyszę batiuszkę głoszącego Słowo Boże w formie kazania w języku rosyjskim (lub do niego podobnym) skierowanego do młodzieży, która tego języka nie rozumie. Jeszcze gorzej gdy jest to biskup naszej Cerkwi, gdy witającej go młodzieży odpowiada w tym języku. Rozumiem, że to jest pozostałość po zaborach (tak niestety było) ale minęło już od tego czasu prawie 90 lat, a od ponad 10 lat w miastach religia dla dzieci i młodzieży prawosławnej jest prowadzona w j. polskim. Jeżeli nie będziemy słyszeli kazań w cerkwiach w tym języku, to stracimy bardzo wiele. Drodzy biskupi i proboszczowie, namiestnicy monasterów i przeorowie(?) klasztorów! Proszę chociaż o jedno w miesiącu niedzielne kazanie w języku, który wszyscy rozumiemy, i starzy, i młodzi , i dzieci.
Pozdrawiam
Piotr
[2] 2004-03-20 21:40:00 Jerzy
Jako młoda 4-osobowa rodzina prawosławna jesteśmy wśród tych pięćdziesięciu. Dziękujemy za mądre i bardzo potrzebne słowa oraz wsparcie duchowe.
[3] 2004-03-21 17:15:00 Małgorzata
Bardzo podoba mi się artykuł ojca Włodka. Cieszę się, że chociaż niektórzy z naszych duchownych zauważają potrzebę zmian w Cerkwi jeśli chodzi o język. Dziś uczestnicząc w św. Liturgi, nie pierwszy raz zresztą, czułam po prostu złość, nie mogąc zrozumieć treści Ewangeli. Muszę dodać, że starałam się zrozumieć pozostałą część św. Liturgii i w dużym stopniu mi się to udało, ponieważ kupiłam jej tłumaczenie. Ale pozostaje pytanie co z resztą nabożeństw?! Nie ma przecież tłumaczeń ich wszystkich. Poza tym nie wiem, czy każdemu starczyło by chęci na uczenie się tłumaczenia polskiego po to, by potem, podczas nabożeństwa, w myślach odtwarzać jego polską wersję. No i kazania... Śmieszy mnie, gdy któryś z ojców wygłasza je nieudolnie mieszając polski z rosyjskim. Czy naprawdę byłoby coś w tym złego, gdyby chociaż kazania były w języku polskim? Przecież starsi ludzie i tak zrozumieją, za to dzieci nie będą miały takiej szansy, jeśli pozostanie tak, jak jest.
[4] 2004-03-23 16:59:00 Dracul
Oj ciezko Ojcu bedzie...
[5] 2004-03-25 00:42:00 magda
Zdecydowanie kazania winny być głoszone w języku polskim!!!! Tak jak w mojej byłej parafii na Białostoczyźnie - od kilku lat wyłącznie po polsku i nikt nie narzeka, wręcz przeciwnie.
Kilka lat temu przeprowadziałam się na zachód Polski. W soborze większość kazań jest głoszona w jęz. rosyjskim. Efekt? Wychodząc z Cerkwi sprawdzam na rozpisce na drzwiach wejściowych o której będzie służba. Mam 27 lat a języka rosyjskiego uczyłam się jedynie w szkole podstawowej przez trzy lata.Wyłapując poszczególne słowa jestem w stanie zorientować o czym jest kazanie, czego dotyczy ale ono do mnie nie przemawia, bo jestem cała skupiona na tłumaczeniu. Czasami - wstyd przyznać- jestem nawet wściekła z powodu tego.

kazania winny być prowadzone w języku polskim
[6] 2004-04-02 12:44:00 Andrzej D
Nie zgadzam się do końca ze stwierdzeniem Magdy, że kazania powinny być głoszone w języku polskim - i to jeszcze z trzema wykrzyknikami. Powinniśmy może uściślić o co tak naprawdę chodzi z językiem w cerkwii. Oczywiście zgadzam się, że dla większości już dzisiaj spolonizowanych i zasymilowanych prawosławnych Białorusinów, Ukraińców, Rosjan czy przedstawicieli innych nacji powinien być wprowadzony w szerokim - czy nawet pełnym zakresie, język polski. I wprowadzony będzie. Ten proces już się zaczął. Bo niby czemu nie miało by być kazań i liturgii po polsku. Tak będzie dla tej większości zrozumiale, wygodnie, w oczach wielu prawosławnych Polaków wzrośnie też pewnie autorytet własnej religii (nie wiem czy pisać Prawosławnych z dużej czy z małej litery, bo niektórzy Prawosławnych Polaków uważają za oddzielny naród). Jak by tu nie argumentować większość chce po polsku i już. Ale jest jeszcze w naszej Cerkwi mniejszość - ludzie przywiązani do tradycji prawosławnej Podlasia czy szerzej ziem ruskich. Dla tych ludzi ważny jest fakt używania języka innego niż na co dzień, języka przodków, języka w którym cerkiew "pracowała" od więcej niż 1000 lat na naszych ziemiach. Jest to podstawa tożsamości Cerkwi i jej wiernych na Podlasiu, a także dzisiejszej Ukrainie, Białorusi i Rosji nawet jeżeli przyznawanie się do takich ruskich korzeni jest niewygodne, niezrozumiałe lub nieprestiżowe dla większości. Oczywiście rozumienie wymaga znajomości języka a to wymaga z kolei wysiłku. By ten wysiłek włożyć w daną czynność - naukę, musimy mieć potrzebę by to zrobić. By taka powstała musimy mieć świadomość po co, dlaczego, w jakim celu itd. Temat narodowości, co za tym idzie języka w cerkwi był z różnych przyczyn pomijany, szczególnie na Podlasiu przez kilkaset lat. Dzisiaj, przez długie lata "zamiatany pod dywan" powraca w sposób dla niektórych nieoczekiwany. Szczególnie chodzi tu o starsze pokolenie wychowane w rodzinnej gwarze białoruskiej czy ukraińskiej, przyzwyczajone że z batiuszką - zwanym już obecnie księdzem prawosławnym - rozmawiało się "bardziej kulturalnym" językiem rosyjskim. Taki też był używany w cerkwi. Czasowo jako język państwowy w czasie zaborów. Później jako język odświętny, uważany za lepszy, zarezerwowany dla kontaktów z świątyni. Ale czasy się zmieniły. Język rosyjski odszedł z państwa, ostatnio także ze szkół. A pokolenie dziadków i rodziców przyzwyczajone do naturalnej ruskości w ich życiu zapomniało, że dziś trzeba specjalnych zabiegów by ją utrzymać. Czasami wręcz świadomie unikano jej przekazywania młodszym pokoleniom. I nie ma się co dziwić, że głównie wśród młodych pojawiają się głosy za wprowadzaniem polskiego. Oni po prostu nie rozumieją potrzeby podtrzymywania języka, w ich życiu nie istniejącego. Nie oznacza to jednak, ze wszyscy młodzi myślą w ten sposób. Dla części wiernych właśnie min. język jest czynnikiem określającym naszą odmienność, podtrzymywanie tradycji i łączności z prawosławnymi w krajach sąsiednich. Istniejący stan w cerkwi oczywiście nie jest zadawalający, bo chociażby utrzymywanie języka rosyjskiego jako lepszego od naszych lokalnych białoruskiego i ukraińskiego jest oczywistym anachronizmem. Starsze pokolenie przyzwyczajone do rosyjskiego już tego nie zrozumie, ale przyszłość należy do tych właśnie języków, nawet jeżeli będą zajmowały tylko nieznaczne miejsce obok języka polskiego. Osoby nie uważające się za Polaków dobrze to rozumieją, a zasymilowanym, wyzutym z korzeni nie warto już nawet tego tłumaczyć. Podtrzymywanie naszej odmienności nie tylko przez używanie innego języka i kalendarza jest ważne dla przyszłych pokoleń. Jest gdzieś granica ustępstw na rzecz wygody i wątpliwego wzrostu prestiżu, której nie da się już przekroczyć, bo nie będziemy mieli z czego rezygnować. Fenomen przetrwania innych grup religijnych, w często o wiele mniej sprzyjających warunkach polega na utrzymywaniu szeroko rozumianej odmienności. Np Żydzi czy muzułmanie. Posługujący się językiem o wiele mniej zrozumiałym dla współczesnych niż nam cerkiewnosłowiański czy współczesne języki wschodniosłowiańskie. Pozostaje oczywiście na koniec sprawa najtrudniejsza – co z tym fantem zrobić i jak to załatwić technicznie ? Czy wprowadzić oddzielne kazania w różnych językach, czy w każdym kazaniu używać innego, czy też różne języki w różnych parafiach ? To już pozostawmy wiernym i naszym duszpasterzom. Jedno jest pewne – taki stan jak dzisiaj nie będzie trwał wiecznie, i aby się dostosować do dzisiejszych potrzeb ktoś będzie musiał włożyć dużo wysiłku by zmiany zachodziły w miarę bezproblemowo i tak by nie zwyciężyło tylko wygodnictwo, kompleksy czy widzimiesię jakiejś grupy – nawet jeżeli jest w większości.
[7] 2004-04-05 15:22:00 o.roman
Kazania powinny być wyglaszane w jezykach narodowych.
Dla Łemków po łemkowsku, Ukraińców po ukraińsku,Białorusinów po białorusku, Polaków po polsku. Podkreślam dla Polaków, nie pierekińczyków, którzy zapomnieli o swoich korzeniach i dla wygody domagają się dzisiaj języka polskiego w cerkwi bo swojego ojczystego się nie nauczyli. Wstyd!!!
[8] 2004-04-12 13:47:00 Jacek
Jakże bolą słowa ojca Romana, pewnie i ja należę do grona "pierekińczyków", bo nie nauczyłem się mojego ojczystego języka na tyle, żeby zrozumieć narzecze w jakim mój proboszcz głosi do mnie kazania. Jako "pierekińczyk" mam ciągle nadzieję na zbawienie i po nie właśnie przychodzę do cerkwi. Wolę jako "pierekińczyk" trafić do nieba niż smażyć się w piekle. Zrobię zatem wszystko, żeby dostąpić niebiańskich rozkoszy i będę się domagał aby mój Proboszcz mówił kazania po polsku i służył po polsku, bo tylko ten język prawdziwie rozumiem i tylko on do mnie przemawia. Jeżeli Proboszcz i parafialna "synagoga" na to nie pójdą, to sprzedam dom i przeniosę się tam, gdzie mi to będzie dane. Choćby do Wrocławia.
[9] 2004-04-16 14:25:00 zdzisław
nie rozumiem o co ten cały spór. To oczywiste, ze do wiernych należy mówić w ich języku. Nie wiem dlaczego białoruski czy ukraiński nie jest uzywany w cerkwi lub w kosciele. Jestem katolikiem rdzennym polakiem nie perekinczykiem i razi mnie kiedy w cerkwi czy w kościele do wiernych Białorusinów czy Ukraińców przemawia się w języku obcym polskim czy rosyjskim bądź jakąś mieszniną. Język białoruski czy tez ukraiński to dar Boga dany danemu narodowi, aby go lepiej zrozumiał. Skoro te jezyki istnije to znaczy, ze Bóg tak chce i nie można sprzeciwiać woli bozej. Nie bardzo widzę w czym język polski jest lepszy od białoruskiego. Sam słyszałem jezyk białoruski i jestem nim zafascynowany. To cudowne dźwięki mowy pięknej, slowiańskiej. Ci co przeciwko niemu występują popełniaja grzech. Te załosne kreatury co chcą stac sie Polakami niech lepiej nie zabieraja głosu. Nie maja oni poczucia wstydu. Polkami czy Rosjanami i tak nigdy nie będziecie.Dziś zdradzicie swój język, potem naród, Boga i w końcu naród do którego próbujecie się przylepić. WY tak naprawde w nic nie wierzycie. Ja bez problemu rozumiem białoruski czy ukraiński choć nie jest to mój język ojczysty. Uwiebiam ich słuchać i odnajduję w nich niepowtarzalne piękno. Jestem przkonany,ze białoruski z woli Boga wejdzie do cerkwi bo w koscioła jest prawie obecny, czego sobie i Białorusinom z całego serca zyczę.
[10] 2004-04-18 16:20:00 Włodek
Z "głosów" Andrzeja D. i o. Romana można odnieść wrażenie, że nie doczytali do końca tekstu o. Włodka. Moim zdaniem najbardziej zależy mu na tym, żeby kazanie (Liturgia z pewnością również) były zrozumiałe. Nie mówi nigdzie, że to musi być język polski. W ostatnim zdaniu zapytuje: "jeśli pośród was stoi w świątyni pięćdziesiąt osób, które nie znają rosyjskiego i przez to trudno im pojąć przekazywane w barwnej oprawie tego języka treści wiary, czy ze względu na tych pięćdziesięciu „sprawiedliwych” nie zgodzicie się na wysłuchiwanie tych samych treści w INNYM, ale zrozumiałym dla wszystkich obecnych języku?" Niech to będzie jakiś język narodowy (czy etniczna gwara) ale niech wypowiadane w tym języku treści będą zrozumiałe dla wszystkich obecnych w świątyni. Jakiego języka używać, żeby to osiągnąć trzeba już decydować lokalnie i tutaj chyba tekst o. Włodka zaprasza do rozważań o złożeniu "ofiary" ze swych przyzwyczajeń itp. W pozostałych głosach wyczuwa się świadomość, że "cele i zadania" Kościóła prawosławnmego to "coś" więcej niż podtrrzymanie świadomości narodowej i utrzymanie przy życiu języków narodowych. Jestem za tym żeby wszystkich ich używać w kazaniu i w cerkiewnym nabożeństwie, ale pod warunkiem, że sa zrozumiałe dla wszystkich obecnych i nie przeszkadzają w zrozumieniu treści... To nie przypadek, że w ciągu ostatniego dwudziestolecia prawosławna Boska Liturgia została przetłumaczona na ponad dwadzieścia lokalnych języków i dialektów afrykańskich. Masajowi i Kikuju w Kenii modlą się "po swojemu"...
Język to narzędzie. O stopniu przydatności narzędzi decydują umiejętności posługiwania się nimi, co wpływa na możliwości osiągnięcia zamierzonych celów. Jeżeli nie umiem posługiwać się jakimś narzędziem to albo próbuję się tego nauczyć albo sięgam po inne. Jesteśmy chyba w podobnej sytuacji...
[11] 2004-04-20 15:04:00 Jarek
A ja do wszystkich utwierdzonych w wierze i w przekonaniu, iż homilie mogą być wygłaszane w cerkwi jedynie po polsku, zwracam się z pytaniem: jeśli pośród was stoi w świątyni pięćdziesiąt osób, które "znają i nie znają polski" i przez to trudno im pojąć przekazywane w barwnej oprawie tego języka treści wiary, czy ze względu na tych pięćdziesięciu „sprawiedliwych” nie zgodzicie się na wysłuchiwanie tych samych treści po rosyjsku, białorusku, ukrainsku czy lemkowsku. Przecież one wszystkie są tak podobne i zrozumiałe. Nie przesadzajmy. Najgorsze to, rozumieć jeden język i to słabo. Czy to jest w porządku mówić do swoich rodziców czy dziadków po polsku, gdy oni mówią inaczej.
[12] 2004-04-24 12:57:00 o.roman
Jacku czy jest dla ciebie dużym problemem nauczenie się "narzecza" w którym twój proboszcz wygłasza kazania? Może warto spróbować.
[13] 2011-04-30 16:08:00 Joasia
"Liturgia prawosławna różni się od łacińskiej. Msze prawosławne są odprawiane w języku staro-cerkiewno-słowiańskim, choć niektóre części powinny się odbywać w języku narodowym. W Polsce rolę tę wciąż pełni rosyjski." - Z książki "Śladami kultur pogranicza, msza prawosławna"
[14] 2017-08-13 22:43:00 Małgorzata
moim zdaniem bariera językowa jest głównym powodem znikomej wiedzy prawosławnych w Polsce na temat ich wiary.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token