Numer 10(232)    październik 2004Numer 10(232)    październik 2004
fot.zdjęcie z archiwum diecezjalnego w Grazu
Unia to cierpienie
Anna Radziukiewicz

   Ze slawistą, znawcą starobułgarskiej literatury profesorem Uniwersytetu w Wielkim Tyrnowie w Bułgarii DYMITREM KENANOWEM rozmawia Anna Radziukiewicz
   
   - Gdy Bułgaria przeżywała wieki swej świetności, Cerkiew w Rzeczypospolitej otrzymała od Bułgarów metropolitę Cypriana, dziś świętego, który 31, lat do 1406 roku, kierował naszą Cerkwią. Zaraz potem, od 1415 do 1420 roku, mieliśmy Grzegorza Camblaka, nazywanego nawet Bułgarem. Strona rzymskokatolicka mówi, że Camblak był zwolennikiem unii.
   - To król Polski Władysław Jagiełło chciał go nakłonić do unii. Ale Camblak nie mógł być jej zwolennikiem. Na soborze w Konstancy nalegał on, by łacinnicy uznali, że jedyną głową Kościoła jest Chrystus. Przez całe życie wzywał katolików i prawosławnych, by zebrali się razem, doświadczyli jedni drugich, ale nie w faryzeuszowski sposób, tylko powiedzieli sobie prawdę. ”” I jeśli ktoś od prawdy odstąpił, powinien do niej wrócić. Zwłaszcza, jeśli odszedł od pierwotnej, czyli ustalonej na soborach ekumenicznych, wersji Symbolu Wiary. Bardzo mnie to boli, gdy ktoś usiłuje deptać duszę człowieka nawet po jego śmierci. Dla nas drogowskazem są sobory powszechne. Powinniśmy myśleć i mówić tak, jak uczyli nas Ojcowie Kościoła. Inaczej będziemy tworzyć swój obraz Chrystusa, swoje dogmaty, popadając w herezje.
   - Bułgaria otarła się o unię z Rzymem?
   - Car Borys w końcu dziewiątego wieku, szukając kto by go ochrzcił, jego dwór i naród, utrzymywał kontakty z Rzymem. Rzym jednak nie wy-słał misjonarzy do Bułgarii. Misję w Bułgarii błogosławił patriarcha konstantynopolitański Focjusz. Do nas dotarli uczniowie świętych braci Cyryla i Metodego. Święci Naum i Klemens Ochrydzki zajaśnieli na naszej ziemi największym blaskiem. Wtedy pytanie o to, kto będzie chrzcił niebywałą przestrzeń słowiańskiego morza, było niezwykle ważne. Jednocześnie ustawiało przeciwko siebie Rzym i Konstantynopol, nie tylko dogmatycznie, ale i politycznie. Uważam - zresztą wielu tak sądzi - że chrzest Słowian przyspieszył proces rozdziału chrześcijan.
   Potem w trzynastym wieku istniały kontakty między naszym carem Kałajanem a papieżem Innocentym III. Kałajan, po wyzwoleniu Tyrnowa i Bułgarii spod Bizancjum, chciał politycznego uznania dla siebie jako głowy państwa. Zabiegał o uzyskanie tytułu cara u papieża. Chciał też, by papież nadał tytuł patriarsze. Bizancjum wtedy praktycznie nie istniało. Od 1204 r., czyli czwartej wyprawy krzyżowej, do 1261 r. nad Bosforem było Cesarstwo Łacińskie. Wtedy jednak zabiegi Kałajana stanowiły grę czysto polityczną. Dlatego tamtemu zbliżeniu nie można nadawać zbyt wielkiej wagi. Zresztą w 1205 r. Bułgarzy rozbili już krzyżowców Baldwina pod Odriną. Następca Kałajana Iwan w 1235 r. utworzył patriarchat bułgarskiej Cerkwi, nie pozostający w żadnym związku z Rzymem. Po upadku drugiego Państwa Bułgarskiego w 1396 r. znów nasza Cerkiew znalazła się w jurysdykcji Konstantynopola.
   - Z radością tego nie przyjęliście. Z Konstantynopolem mieliście wszak napięte kontakty.
   - W politycznej sferze walczyliśmy, ale w kulturowej byliśmy razem.
   - Wracając jednak do unii w Bułgarii, mówił Pan, że pochodzi z unickiej wsi.
   - Tak, od strony matki. Było u nas trochę unitów w XIX wieku. Wtedy Rzym, w przededniu wyzwolenia z tureckiej niewoli, prowadził u nas misję. Od tamtych czasów pozostało na południu Bułgarii sporo katolików. Mamy z nimi dobre kontakty. Odwiedził ich papież. W Bułgarii unia z Rzymem nie pozostawiła tak głębokiego piętna, jak na Rusi.
   - Jak Pan Profesor postrzega unię?
   - Uważam, że unia to cierpienie. Nieraz niesie krwawe porachunki. Prowadzi do osłabienia chrześcijańskich narodów w obliczu islamskiego parcia na Europę.
   - Więc chrześcijańska Europa powinna się wzajemnie wspierać?
   - Oczywiście. A na pewno nie ma prawa cieszyć się z osłabienia, czy upadku jakiegoś chrześcijańskiego narodu.
   - Bywała radość z tego powodu?
   - Tak, zła radość. Studiując starą literaturę odkryłem, że Piotr Skarga, jezuita, z zadowoleniem przyjął upadek Carogrodu. Rzym cieszył się z upadku Konstantynopola. To mnie bardzo zadziwia. Jeśli na przykład jutro Rzym ucierpi od Arabów, czy będę się radował? Na pewno nie. Dlatego chociażby, że ucierpiałby przy tym Kościół chrześcijański.
   - Uważa Pan, że unia szczególnie tragiczne żniwo zbierała na terenie Rzeczypospolitej?
   - Tak, tragiczne dla obu stron, prawosławnych Rusinów, ale także całej Rzeczypospolitej. Polska za to, że zachowywała się jak przednia straż Rzymu, zapłaciła bardzo wysoką cenę - trzykrotnie rozbiorami. Wewnętrzne osłabienie państwowego organizmu, szarpanego potężnymi sporami i walkami religijnymi, zwłaszcza w siedemnastym wieku, doprowadziły najpierw do wtrącania się w jej politykę ościennych mocarstw, potem do zagarniania ziem.
   - Ale unia zrodziła też świętych po stronie obu Kościołów, chociażby Atanazego Brzeskiego czy po stronie rzymskiej Jozefata Kuncewicza.
   - W czasie swoich studiów wileńsko - krakowskich dotarłem do materiałów, które wskazywałyby, że Jozefat Kuncewicz świadomie dążył do tego, by go zabito za wiarę, by w ten sposób dostąpić świętości. On nawet rozkopywał mogiły prawosławnych, by pochować ich w obrządku unickim. Jozefat z jednej strony jest świętym chrześcijańskim, z drugiej prześladowcą chrześcijan. Postać zaprawdę tragiczna. Sprawia mi ból mówienie o tym. Jednocześnie odkryłem, że Jozefat Kuncewicz nosił ze sobą księgę w bułgarskim przekładzie, w której były słowa Symeona Nowego Teologa i reguły pustelnicze Nila Sorskiego z XVI wieku o modlitwie umysłu i pomysłach Bożych. Żył więc praktyką Kościoła wschodniego? Nie śmiem tego komentować. To bardzo delikatny proces.
   - Na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej, obecnie Ukrainie, unia trwa.
   - To bieda dla Ukrainy. Prawosławni mogą uczyć się od katolików, katolicy od prawosławnych, bez sięgania po narzędzie unii.
   - Wykłada Pan Profesor starobułgarską literaturę. Jest to przede wszystkim literatura cerkiewna, teologiczna. Wiele zmieniło się w metodologii jej badań w Bułgarii po upadku komunizmu?
   - Bardzo wiele nauczyłem się od znanego rosyjskiego badacza bizantyjskiej kultury i literatury, nieżyjącego już Siergieja Awiercewa. Wprowadził on teologiczny element do badania literatury cerkiewnej. Na naszych uczelniach trudno zmienić metodologię odziedziczoną po komunizmie. Teolodzy wciąż nie zajmują się średniowieczną bułgarską literaturą, zaś znawcy literatury traktują ją jak zwyczajny wytwór kultury. Uczniowie w dziewiątej klasie poznają Biblię, interpretując ją jak jedną z pozycji literatury powszechnej. W swoim podręczniku zmieniam takie podejście. Dziś mamy wolność. A wolność oznacza osobistą odpowiedzialność, szczególnie w sprawach wiary.
   - Dziękuję za rozmowę.
   
   Fot. autorka
   

Opinie

[1] 2004-10-27 15:58:00 Janek
Z całym szacunkiem dla prof. Kenanowa pozwolę sobie jednak o pewną uwagę na temat jego wypowiedzi w sprawie okoliczności chrystianizacji Bułgarii. Pragnąc uniezależnić lokalne struktury kościelne od Konstantynopola książę Borys/Michał wysłał w kierunku Rzymu wyraźne sygnały, że byłby skłonny przyjąć misjonarzy i obrządek rzymski, jeśli jego oczekiwania zostałyby spełnione. Papież Mikołaj I posłał więc do Bułgarii legata i rzeszę duchownych, którzy przystąpili tam do bardzo energicznych działań, mających na celu stworzenie lokalnej organizacji kościelnej. Wkrótce stało się jednak jasne, że Rzym nie dopuści do takiej autonomii Kościoła bułgarskiego, jakiej oczekiwał Borys, dlatego też władca wycofał się z pomysłu. Łacińskie duchowieństwo misyjne jednakże pozostało w Bułgarii i rozpoczęła się ostra rywalizacja z powracającymi na ten teren duchownymi greckimi. Sprawa była na tyle poważna, że musiał się nią zająć synod w Konstantynopolu, na którym ustalono przynależność jurysdykcyjną Bułgarii i to dopiero na mocy tych decyzji zmuszono duchowieństwo łacińskie do puszczenia państwa Borysa-Michała. Tracąc wpływy w Bułgarii kuria rzymska zainteresowała się wówczas terenami Moraw i Panonii, stad też erygowanie w tym czasie metropolii biskupiej w Sirmium dla św. Metodego. Nie można więc twierdzić, że "Rzym jednak nie wysłał misjonarzy do Bułgarii", bo nie jest to precyzyjna wypowiedź i jednak trochę fałszuje obraz historii. O tych wydarzeniach piszą zresztą współczesne opracowania dotyczące historii Kościoła i historii Bułgarii (bułgarskie też!), dlatego dziwię się tej uwadze. To że Bułgaria ostatecznie skierowałą sie w stronę prawosławia i Bizancjum, do którego było jej zresztą z wielu powodów historyczno-kulturowych bliżej niż do Rzymu, to już inna sprawa i ta sprawa nie podlega dyskusji, ale udział misjonarzy łacińskiej proweniencji w (częściowej!)chrystianizacji Bułgarii jest też bezsporny. Należy przecież pamiętać, że mamy do czynienia z okresem jedności w Kosciele i spory na linii Focjusz-biskup rzymski zostały już załagodzone. Nie widzę zatem powodów, aby interpolować antagonizm rzymsko-bizantyński z okresu zaistnienia realnej schizmy w Kościele na wydarzenia z pierwszego tysiąclecia, a takie, jak przypuszczam, były powody wyrażenia takiego stanowiska przez prof. Kenanowa. Decyzja księcia Borysa o nawiązaniu rozmów z Rzymem była podyktowana tylko i wyłącznie względami natury politycznej, a nie konfesyjnej. W środowisku bułgarskich uczonych pojawia się jednak czasami swego rodzaju tendencja do negowania wszelkich wpływów kultury łacińskiej w tym kraju, co jest moim zdaniem reliktem pewnej linii interpretacji dziejów, jaka obowiązywała w bułgarskiej nauce do upadku komunizmu. Takie dziłanie jest zupełnie niepotrzebne, bowiem w żaden sposób nie jest w stanie zmienić obrazu kraju, który kulturowo, religijnie i mentalnie związany był (i jest) z bizantyńskim Wschodem. Prof. Kenenow jest wybitnym specjalistą z zakresu sterej literatury bułgarskiej (termin "literatura starobułgarska", którego używa sie w Bułgarii jest nieprecyzyjny, podobnie jak "język starobułgarski" w odniesieniu do bułgarskiej redakcji języka cerkiewnosłowiańskiego)i jako takiego darzę go wielkim szacunkiem.
Z poważaniem
Jan Stradomski
[2] 2004-11-26 14:37:00 sebastian
Bardzo tendencyjne są wypowiedzi Pana profesora. Wskazują one zawsze jednego winnego:Kościół Katolicki. I zastanawiam się jak daleko będzie trwała taka mentalność u Prawosławnych? Nie dostrzegam tutaj ani odrobiny woli porozumienia,co więcej wskazuje się na katolików jako na tych,którzy odstąpili od symbolu wiary. A może to było odwrotnie?
[3] 2004-12-01 16:04:00 ela
nie podoba mi się

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token