Numer 11(233)    listopad 2004Numer 11(233)    listopad 2004
fot.Andrzej Karpowicz
Jak miłosierdzie zrodziło monaster
Anna Radziukiewicz
Nowinki znaczy psychuszka - jedynie taka zbitka pojęciowa istniała do niedawna w umysłach mińszczan. Od 1997 roku zaczęło kształtować się nowe skojarzenie, szybko przybierając na sile. Nowinki to monaster. Nowinki to mniszki w czerni i siostry miłosierdzia w białych chustach, które spotkamy w domu handlowym "Na Niamizie" w centrum Mińska, w supermarkecie spożywczym, w centrum wystawienniczym, na koncercie młodzieżowym. Sprzedają tam ikonki, łampadki, duchową literaturę, krzyżyki. Pierwszych jest około pół setki, drugich blisko trzy setki. To od drugich zaczął swój żywot monaster. powstaje ikona na murze
   Kobiety, które swoim doświadczeniem i ciepłem chciały obdarzyć nie tylko najbliższych, zaczęły odwiedzać chorych w szpitalu psychiatrycznym w Nowinkach. Wielu z nich rodziny wymazały z pamięci. - O, moja rodzina przyszła! - zawsze witał z radością siostrę w bieli chłopiec, któremu wydawało się, że cały świat, ten zza murów szpitala, o nim zapomniał. Niebawem zaczęto służyć w szpitalnym pokoiku, przekształconym w kaplicę, akatysty, molebny, potem liturgie, spowiadać chorych i podawać im Święte Dary.
   Niektóre z białych sióstr zapragnęły więcej - mniszych postrzyżyn. I tak miłosierdzie zrodziło monaster. O. Andrej Lemieszok, który służył w cerkwi św. św. Piotra i Pawła w centrum Mińska, stał się duchownikiem mniszek. To on usłyszał od starca Nikołaja Gurianowa przepowiednię, że w Nowinkach stanie monaster.
   Do dziś monaster i szpital pozostają w symbiozie. Są jakby przytulone do siebie plecami. Mur szpitala przechodzi w mur monasteru. Mniszki i białe siostry wciąż chodzą do trzydziestu oddziałów szpitala, przez łóżka którego każdego roku przewija się dwanaście tysięcy chorych. Chorzy - wśród nich alkoholicy, narkomani, notoryczni przestępcy, bo i tacy są leczeni w tym największym na Białorusi zespole psychiatrycznym - pracują na rzecz monasteru. dwie monasterskie cerkwie
   A pracy w monasterze jest bardzo dużo. Tu niemal wszystko w budowie - jedna cerkiew wzniesiona, druga tuż obok czeka na wykończenie, dziesiątki rzemieślniczych i artystycznych pracowni, które wypączkowały przy monasterze, czekają na więcej przestrzeni.
   Trzydzieści kilometrów od Mińska jest wznoszony trzypiętrowy dom, który pomieści tych, którzy opuściwszy więzienie lub szpital nie mają do kogo wrócić i czym się zająć. Tam też budowana jest cerkiew. Planuje się również założenie dziecięcego centrum wychowawczego. To rodzaj podworia monasteru w Nowinkach, z rozległym wielohektarowym gospodarstwem, powstałym po upadłym kołchozie.
   Gospodarstwo, na którym pracuje blisko stu osób, już dziś stało się wielkim rezerwuarem owoców, warzyw, mleka dla monasteru i wszystkich jego podopiecznych - bezdomnych, ale też i robotników tu zatrudnionych.
   Monaster św. Elżbiety w Nowinkach przypomina ogromny ul. W nim mniszki z ihumenią matuszką Eufrozyną są otoczone całym rojem ludzi, których przyciągnęła niebywała atmosfera tego miejsca. Są ich setki. Ich codzienny trud buduje nową jakość życia stolicy.
   - Bywa, że jedna biała siostra - słyszę w monasterze - potrafi przemienić wielką świecką imprezę. Ustawi się gdzieś obok gwaru tego świata ze swoimi ikonkami, krzyżami. I staje się jak znak, napominający o innej rzeczywistości i miłosierdziu. Ludzie podchodzą do niej, kupują, rozmawiają. Odchodzą jacyś rozświetleni.
   Siostry miłosierdzia spotykają się w Nowinkach co niedziela. Jedna przyjeżdża nawet ze Słonimia, odległego od Mińska dwieście kilometrów.
   Bo monaster w Nowinkach promieniuje nie tylko na Mińsk.
   Pracownia ikonograficzna mieści się w cerkiewnej wieży. Zajmuje dwa poziomy. Na jednym pracuje dwunastu ikonopisców. Jeden obok drugiego. Tu powstają mniejsze ikony, duże w cerkiewnej nawie. Pracownią kieruje o. Siergiej. O. Siergiej skończył najpierw akademię sztuk pięknych. Tam nikt go nie mógł nauczyć sztuki pisania ikon. Tę wiedzę zgłębiał u innych mistrzów. w pracowni krawieckiej
    rodzi się mozaikaTrzeba było napisać ikony do ikonostasu monasterskiej cerkwi, więc utworzono warsztat. Teraz trafiają stąd ikony do wielu cerkwi - tylko w Mińsku funkcjonuje bądź rodzi się trzydzieści prawosławnych wspólnot. Są też prywatni odbiorcy.
   W tej samej cerkiewnej wieży funkcjonuje pracownia szycia i wyszywania maszynowego. Powstają w niej ryzy, chorągwie, nakrycia na anałoje, także wyprawki do chrztu i ślubu.
   Pracownia garncarska jest niczym wielka erupcja form i barw.
    Przeróżne łampady, świeczniki, przypominające kształtem cerkiewną architekturę, dzwonki, jajka, kubki, filiżanki, talerze, dzbanki, kufle nabierają tu kształtów. Na ich glazurze rozkwitają barwne wzory inspirowane cerkiewnymi motywami. Potem białe siostry rozstawiają te drobiazgi po całej Białorusi. Bywa że i do Polski, Łotwy z nimi zaglądają. Pieniądze z ich sprzedaży zasilą konto budowy monasteru.
   Pracownia wyszywania artystycznego znalazła sobie miejsce w małym budynku, może dawnej stróżówce, za-gubionym między wielkimi szpitalnymi blokami. Tu wszystko jest drogie - jedwabna nić pokryta złotem, tkaniny i praca. Jeden element o przekroju gdzieś trzy na trzy centymetry wyszywa się dzień, albo i dwa. Tu wraca się do starych, znanych w piętnastym wieku, a nawet w czasach Bizancjum technik wyszywania, niezwykle misternych. Przez wiele dziesięcioleci techniki te były zapomniane. Płaszczennice, ryzy pokryte złotą nicią, leżały głęboko schowane w magazynach muzeów Moskwy, Nowogrodu czy Petersburga. Dopiero dziesięć lat temu badaczce z Moskwy Marinie Birukowej pozwolono zajrzeć do tych zbiorów i odtworzyć stare techniki wyszywania. w pracowni wyszywania artystycznego
   Dienisij również wraca do starożytności. Po skończeniu akademii sztuk pięknych zajął się sztuką mozaiki. Jego pracownia mieści się w nowo budowanej monasterskiej cerkwi Ikony Matki Bożej Dziarżaunaj.
   w ikonograficznejWokół jakby rozprysła się cała gama wysmakowanych kolorów, zamkniętych w kawałeczkach smalty, ciętych w kostki. Pośrodku te kostki zarysowują kształt oblicza Chrystusa. Smalta to szkło, w które został wtopiony pigment.
   Ogromna mozaika z postacią Chrystusa wypełnia całą absydę nowo budowanej cerkwi. Dienisij pracował nad nią półtora roku.
   Nowy, trzypiętrowy dom, jeszcze wykańczany, to również monasterska posiadłość, chociaż oddalona od klasztoru gdzieś o kilometr. Miał w nim kwitnąć biznes samochodowy. Nie zakwitł, bo właściciel tego budynku sprzedał go monasterowi. Teraz kwitną w nim artystyczne rzemiosła.
   Wiele pracowni znalazło tu miejsce. W tym budynku mieszczą się monasterskie pracownie
   W jednej z nich powstaje wielki żyrandol do cerkwi, w innej wytłaczane są, techniką czekanki, metalowe elementy, które ozdobią ikonostas, rajskie wrota czy ewangelie, oprawione w szlachetne metale, a jeszcze w innej na cienkich niemal przezroczystych marmurowych płytkach "zakwitają" obrazy. Proszek ze zmielonych kolorowych kamieni przyklejany do płytki obrazuje cerkwie, przy budowie elementu panikadziła krajobrazy, kwiaty. Na Białorusi odradza się artystyczne rzemiosło. Cerkiew zdaje się odgrywać w tym procesie zasadniczą rolę. Białorusini nie muszą wyprawiać się do odległych krajów ani po wzory, ani po tradycję. Mają je u siebie. W ich starobiałoruskim państwie - Wielkim Księstwie Litewskim, którego centralna część znajdowała się na terenach współczesnej Białorusi, kwitło rzemiosło artystyczne. Wtedy odbiorcami artystycznych wyrobów była nie tylko Cerkiew czy Kościół, ale także wielkie rody magnackie, które na tych ziemiach miały swoje pałace i zamki - najwspanialsze z nich to Sapiehowie, Radziwiłłowie, Olelkowicze, Ogińscy. Rosnące w potęgę Państwo Moskiewskie traktowało ziemie białoruskie jak zaplecze najlepszych rzemieślników.  rozbijanie smaltyTo oni pokrywali rzeźbą w drewnie komnaty moskiewskiego Kremla, ich dziełem jest niepowtarzalny ikonostas soboru Nowodziewiczego monasteru.
   Wojny, które przetaczały się przez Białoruś, prowadzone zazwyczaj w cudzych interesach, czyniły spustoszenia w ludziach oraz dziełach sztuki i rzemiosła.
   Weźmy chociażby wojnę moskiewsko-polską z lat 1654-1667. Wtedy na białoruskich ziemiach zginął co drugi mieszkaniec, w wojnie północnej między Rosją a Szwecją o panowanie nad Bałtykiem z lat 1700-1721 - co trzeci.
   Ale czasy pokoju znów rodziły mistrzów. Tak jest i dzisiaj.
   fot. Andrzej Karpowicz
   

Opinie

[1] 2004-12-26 22:25:00 ANDRZEJ
MONASZKOM I SIOSTROM W ICH PODWIGACH NIECH POMAGA HOSPOD
[2] 2014-01-06 09:32:00 Mirosław
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia wielu błogosławieństw NOWONARODZONEGO PANA, pomyślności w Nowym Roku. Życzy z całego serca Mirosław
[3] 2019-12-03 14:32:00 Marlena
Witam .Serce rośnie na widok pracy ,i wtedy słońce jaśniej świeci Pozdrawiam, Zapytać chce czy można kupić ,zamówić Sióstr produkty. Marlena

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token