Home > Artykuł > Kolędnicy na Zamku Królewskim

Kolędnicy na Zamku Królewskim

W Sali Wielkiej Zamku Królewskiego w Warszawie, w tej samej, w której patriarcha ruskiej Cerkwi Kirył i przewodniczący episkopatu Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce arcybiskup Józef Michalik podpisywali 19 sierpnia 2012 roku przesłanie do narodów Polski i Rosji, wzywające do pojednania i wzajemnego wybaczenia wszelkiego zła, odbył się 26 stycznia koncert kolęd. Koncert, organizowany w tak prestiżowym miejscu, staje się od czterech lat jednym z najważniejszych wydarzeń kulturalnych dla prawosławnych w Polsce, choć nie tylko oni są jego odbiorcami. Jego organizatorem jest stowarzyszenie Wierni Tradycji Pokoleń, mające siedzibę przy parafii św. Jana Klimaka w Warszawie na Woli, któremu przewodniczy Irena Sacharczuk, a jej zastępcą jest o. Adam Misijuk, proboszcz parafii na Woli, sekretarzem zaś Grzegorz Kozioł. Nie przypadkowo padają nazwiska tych osób, wkładają oni bowiem swój talent organizacyjny i mnóstwo czasu w przygotowanie tego wydarzenia.
W tym roku koncertowi towarzyszyła akcja charytatywna – gromadzono pieniądze na potrzeby domu opieki w Kożynie w parafii Klejniki. Dlatego motyw miłości wnuków do dziadków, dzieci do rodziców, dominował podczas koncertu, prowadzonego przez o. Adama Misijuka.
– Odwiedziłam ten dom – mówi Irena Sacharczuk. – Usłyszałam o wielu skomplikowanych sytuacjach w rodzinach, dyktowanych nieraz chorobami czy ubóstwem i postanowiłam, że jako stowarzyszenie pomożemy domowi w Kożynie.


Moja refleksja z koncertu na Zamku – zadziwiające, jak śpiewając jedynie kolędy można osiągnąć taką różnorodność brzmienia, nastroju, treści i zawsze na wysokim poziomie wykonania. Przez dwie i pół godziny koncertu kolędy się nie powtarzały.
Koncert otworzyło trio Biełyje Kryły – Aleksandra Jarocka i bracia Adrian i Daniel Danilukowie, licealiści, doskonalący swoje talenty pod kierunkiem Jerzego Ostapczuka i Bogusławy Karczewskiej. To oni powiedzieli w kolędzie „Dobry wieczar tabie, panie haspadaru”.
Chór młodzieżowy, choć jest w istocie dziecięco-młodzieżowy, z parafii na Woli, pracujący od ubiegłego roku pod kierunkiem Anny Jakoniuk, obwieścił nam „Nową radość…” głosami o zadziwiająco wyrazistej dykcji, zharmonizowanymi.
Wystąpił chór o prawie czterdziestoletniej tradycji – młodzieżowy, działający przy parafii św. Mikołaja w Białymstoku. Wiadomo, tamten chór, dyrygowany przez ojców protodiakonów Bazylego Dubeca i Aleksandra Łysykiewicza, „wyrósł”, ale jego tradycję kontynuuje chór już w nowym składzie pod dyrekcją Joanny Jurczuk, muzyka. Talent Joanny przyciągnął do chóru wielu młodych ludzi, którzy swą sztukę cerkiewnego śpiewania prezentowali z sukcesem w wielu miejscach w kraju i za granicą. Na Zamku potrafili wydobyć głębię i piękno śpiewu, wykonując jedynie kolędy. Solo śpiewali Justyna Klimczuk i Michał Uścinowicz.

Kolejne miłe zaskoczenie – chór Harmoń z Łosinki, dyrygowany od początku istnienia przez Marię Paszko (w stylizowanych na ludowe strojach), jeden z najczęściej nagradzanych wiejskich chórów, śpiewający i pieśni cerkiewne, i ludowe, połączony prawdziwą pasją śpiewania, przyjechał do stolicy z podlaską manierą śpiewaczą – czystą, radosną, wyrazistą.
Zespół Horecza z Czerniowców na Ukrainie, tworzony przez sześciu młodych mężczyzn, dyrygowany przez Dmitryja Sandulaka, brzmi jak zespół śpiewaczy i instrumentalny zarazem, od którego promieniuje miłość do śpiewu i muzyki i który wydobywa z muzyki najcieńsze niuanse – porywa słuchaczy pięknem brzmienia, także humorem. Jest muzyczną ozdobą każdego koncertu.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka

Warto przeczytać
Bractwo Świętego Ognia

Odpowiedz