Home > Artykuł > Razem zbudujemy cerkiew

„Zbudujemy”, oznacza liczenie na pomoc dobrych lu-
dzi, bo parafian w Wałbrzychu ilu jest? Kilkudziesięciu? A może kilkuset? Wszak mnóstwo Ukraińców, ocenia się, że około dwóch tysięcy, przyjechało do tego regionu do pracy. Ojciec Mariusz Kiślak, proboszcz parafii w Wałbrzychu, wiele robi, by i oni trafili do cerkwi. Organizuje od kilku lat w Wałbrzychu koncerty muzyki cerkiewnej, na które przychodzi ze trzysta osób, porozwieszał bilbordy w mieście, informujące że jest tu cerkiew, wprawdzie teraz uboga, w wynajętym pokoju w kamienicy, ale przecież zaczną budować swoją, piękną. Na bilbordy zareagowała jedna osoba, Mołdawianin – jest teraz cerkiewnym starostą. Proponuje Ukraińcom kursy języka polskiego.
Parafię w Wałbrzychu założył od razu po drugiej wojnie o. Stefan Biegun, służący w Jeleniej Górze. Na Liturgie przychodziło nawet ponad trzysta osób. Ale potem wspólnota tylko topniała.
Dzieje tej parafii to dzieje tułactwa. Modlili się w zakrystii kościoła ewangelickiego na Podgórzu. Ale kiedy ostatni wałbrzyscy ewangelicy opuścili w 1964 roku miasto, władze udostępniły świątynię zakładom graficznym, które w jej nawie urządziły magazyn papieru. Nikt nie dbał o kościół, aż w 1994 roku wybuchł w nim pożar.
– Możecie sobie wziąć ten kościół – zaproponowały wtedy władze prawosławnym.
Stał z wypalonym dachem o ogromnej jak dla prawosławnych powierzchni – 464 metrów kwadratowych. I to wtedy powstała koncepcja – zbudujemy w kościele cerkiew, rotundową, nawiązująca do misji cyrylometodiańskiej. Jerzy Uścinowicz przygotował nawet jej projekt. Ale kiedy prawosławni zaczęli zagospodarowywać miejsce, podpalono wieżę kościelną, kilka razy włamywano się do świątyni, profanując ją, wybijano w niej szyby. O dziwo! Miasto ukarało wtedy parafię… za niedopilnowanie zabytkowego obiektu. Parafia nie miała pieniędzy na zapłacenie kary, komornik próbował więc zabrać proboszczowi nawet telewizor. Kilkudziesięcioosobowa, czyli uboga parafia zatrudniła wtedy dwóch stróży do pilnowania miejsca. Ale szybko okazało się to ponad siły wspólnoty. Zrezygnowano ze stróży i kościoła na Podgórzu.
W 1997 roku przenieśli się do centrum miasta, wynajmując w kamienicy przy Mickiewicza 31 tak wąski pokój, że nie dało się w nim nawet zmieścić drzwi diakońskich w ikonostasie. Ale ta utworzona w pokoju cerkiewka pozwalała na regularne, stabilne parafialne życie, bez włamań i profanacji.
Marzeniem arcybiskupa wrocławskiego i szczecińskiego Jeremiasza, przejętym przez obecnego władykę Jerzego, było wybudowanie samodzielnej cerkwi w Wałbrzychu.
Działki pod budowę szukano właściwie dwadzieścia lat, przez pięć ostatnich bardzo intensywnie. I wreszcie kupiono ją od miasta – o powierzchni 2501 metrów kwadratowych, z 90-procentową bonifikatą. Akt notarialny podpisano w ubiegłym roku w poniedziałek po Niedzieli Triumfu Prawosławia. Znajduje się ona na obrzeżach śródmieścia, w sąsiedztwie kościoła rzymskokatolickiego, ewangelickiego, cmentarza i żydowskiego domu modlitwy.
– Wreszcie mamy w Wałbrzychu kawałek prawosławnej ziemi! – mówi szczęśliwy o. Mariusz. – I mamy dla kogo cerkiew budować. W parafii pojawiły się dzieci i fantastyczni młodzi ludzie, jak Aleksy, Bogdan, dobrze wychowani, przychodzący do spowiedzi, pryczaszczenija, przysługujący, inteligentni, świadomi, dla których nie stanowi problemu powiedzieć przed całą licealną klasą katolików, że chodzą na religię prawosławną. Albo dla takiego Pantelejmona, nazywanego Spartakiem, siedmiolatka, odklejonego od mamy, dzielnie przysługującego w ołtarzu.
Czego jeszcze ojcu Mariuszowi brakuje w naszej Cerkwi, już jako duchownemu?

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz

Chętnym wspomóc wałbrzyską parafię Wszystkich Świętych przy ul. Mickiewicza 31 w Wałbrzychu podajemy konto:

67 1090 2633 0000 0001 2368 0728

Odpowiedz