Home > Sami o sobie > Inżynier i poeta

21 lutego, w wieku 94 lat, zmarł w Warszawie Dymitr Szatyłowicz, inżynier i poeta, Białorusin, dumny ze swego pochodzenia i języka, człowiek ciekawy świata, potrafiący o tym czego doświadczył interesująco opowiadać. Pochodził ze wsi Czeremcha, jego ojciec w Cesarstwie Rosyjskim był kolejarzem, a po powrocie na rodzinną ziemię utrzymywał się z rolnictwa.

Urodzony 1926 roku Dymitr zdążył przed wrześniem 1939 roku ukończyć sześcioklasową szkołę powszechną i zdać egzaminy do technikum kolejowego w Brześciu. I nawet rozpoczął naukę w radzieckiej już szkole, ale po dwóch miesiącach przeniósł się do białoruskiej szkoły średniej w Bielsku Podlaskim, gdzie naukę przerwał wybuch wojny niemiecko-radzieckiej. W 1943 roku trafił na roboty przymusowe do Prus Wschodnich, w 1945 roku wcielono go do Armii Czerwonej, był ranny, po demobilizacji powrócił do domu i kontynuował naukę w Bielsku. Po zamknięciu liceum białoruskiego, maturę uzyskał w 1948 roku w Liceum im. Tadeusza Kościuszki, po czym został przyjęty na studia w Instytucie Elektrotechnicznym w Leningradzie, ukończone w 1953 roku. Potem nakaz pracy w warszawskim biurze projektów siłowni wodnych, następnie w Energoprojekcie, założenie rodziny, praca, praca, praca, w tym za granicą, podróże służbowe i prywatne, ale też czas wyszarpywany na twórczość.
To, co mu się w życiu przytrafiło, Dymitr Szatyłowicz potrafił przekazać jak mało kto. Wspomnienia nie były dramatyczne, nasycone jednak taką gamą szczegółów, że budowały precyzyjny – i wcześniej nieuświadamiany – obraz przeszłości. Miesięcznik Czasopis zamieścił te z września 1939 roku, potem czerwca 1941 i wreszcie z nauki w Bielsku już po wojnie. W PP drukowaliśmy, po białorusku, opowieść o okresie pracy w Indiach (wcześniej wznosił elektrownię w Tuzli w Jugosławii). W 2016 roku ukazała się książka „W labiryncie niewoli”, poświęcona przede wszystkim latom spędzonym na robotach przymusowych. Ileż tam zatrzymanych piórem drobnych obserwacji. Ileż postaci, ileż postaw. Autor nie snuje rozważań, nie analizuje, nie ocenia. Patrzy i przekazuje. Niesłychanie to wartościowe, takich drobiazgów nie znajdzie się w podręcznikach, monografiach, szybko umykają z ludzkiej pamięci.

Wiersze zaczął pisać w latach wojny, a kiedy w tygodniku Niwa zobaczył utwór swego znajomego, pomyślał – przecież ja też tak potrafię i wysłał swój, potem do druku trafiały kolejne. Nieoczekiwanie został członkiem-założycielem stowarzyszenia literackiego „Białowieża”, w pierwszym wydanym przez nie tomiku „Ruń” znalazły się cztery jego wiersze, później ukazywały się już tomiki sygnowane tylko przez niego, po białorusku, ale i po polsku. Tematem były i przeżycia frontowe, i zachwyt nad urodą świata, tego dalekiego i tego najbliższego, oglądanego w rodzinnej wsi. Zakorzeniony był w Czeremsze i okolicy, czerpał stamtąd pomysły, motywy. Nie uważał się za znaczącego poetę, ale chętnie uciekał w świat poezji.
Znajomi wspominają, że nawet swoje towarzyskie wypowiedzi nasycał poezją, czymś niepowszednim. Lubiano go słuchać, w ogóle był lubiany.
Aktywnie uczestniczył w życiu warszawskiej społeczności białoruskiej, czy szerzej prawosławnej. Chadzał na prelekcje, wystawy, przedstawienia, bawił na imprezach.
Przez wiele lat pilotował podczas urlopów orbisowskie wycieczki. Oprócz białoruskiego i rosyjskiego biegle władał niemieckim i angielskim. Świat go pociągał, poznawał go z przyjemnością. Zaciekawienia nim nigdy nie utracił.
W swojej firmie był cenionym pracownikiem, projektował przede wszystkim bloki w elektrowniach Konin, Pątnów, Adamów, ale i wiele innych.
Choć ze względu na specyfikę pracy ciągle przebywał w delegacjach, nieraz długich, zbudował dobrą rodzinę, z żoną Niną miał syna Jerzego i córkę Irenę, żonę naszego redakcyjnego kolegi Walentego Pacewicza.
Pod koniec życia przygotowywał „Wspomnienia z mojego życia”. Ukazał się w ubiegłym roku tylko tom I, doprowadzony do początku lat siedemdziesiątych.
Wiecznaja pamiat’, panie Dymitrze.

Wiecznaja pamiat’, panie Dymitrze.
Dorota Wysocka
fot. z archiwum rodzinnego

Warto przeczytać
З Бельска родам
Tut można hawaryć pa naszamu
Беларуская гавэнда
Święto pieśni i radości

Odpowiedz