Home > Artykuł > Wszystko się zmieniło

Pandemia koronawirusa, której skutki dziś trudno przewidzieć, zmieniła nasze życie. Jeszcze niedawno w polityce dominowały kłótnie i spory. Głównym tematem było udowadnianie, który z ubiegających się o urząd prezydenta kandydatów zapewni nam większe bezpieczeństwo i szczęście. Prezydent i jego ministrowie, premier wraz z członkami rządu, posłowie Prawa i Sprawiedliwości i liczni popierający obecnie rządzących dziennikarze i publicyści przekonywali, że „Polska wstała z kolan” i że wszystko w naszym państwie zmierza w dobrym kierunku, że gospodarka dalej będzie szybko się rozwijać (prognozowany wzrost PKB w 2020 roku to 3,7 proc.), w kwietniu emeryci otrzymają trzynastki (prezydent Andrzej Duda zapowiedział czternastki i piętnastki), a naszego bezpieczeństwa będą strzegły zakupione od USA za 4,6 miliardów dolarów (około 17,5 mld zł) samoloty F35 i ćwiczenia Defender-Europe 2020, w których uczestniczyć będzie blisko 40 tysięcy żołnierzy (20 tys. amerykańskich zostanie przerzuconych z USA, do nich dołączy 9 tys. marines stacjonujących w Europie, oraz 8 tys. z państw sojuszniczych; Polska wystawi 3 tys.). Defender-Europe 2020, jak zapewnia nasze Ministerstwo Obrony Narodowej, jest ćwiczeniem defensywnym, nie wymierzonym przeciwko komukolwiek. By społeczeństwo o wszystkich sukcesach rządzących było dobrze poinformowane, Sejm przegłosował ustawę o przekazaniu z budżetu państwa blisko dwóch miliardów złotych telewizji publicznej.
I oto niemal z dnia na dzień wszystko się zmieniło. W Białymstoku, gdzie do niedzieli 15 marca nie odnotowano zachorowań na koronawirusa, zam-
knięto urzędy, galerie, kina, odwołano imprezy kulturalne i sportowe, ulice opustoszały. Wcześniej, gdy zamknięto szkoły i przedszkola, mieszkańcy rzucili się do sklepów, wykupując żywność i środki czystości. Nikt z zazwyczaj wszystko wiedzących polityków i publicystów nie odważył się prognozować, kiedy pandemia minie i jakie skutki dla gospodarki przyniesie.
By zakończyć ten „polityczny” wątek epidemii warto odnotować, że chyba po raz pierwszy w obecnej kadencji Sejmu zaproponowany przez rząd projekt ustawy, dotyczący zapobiegania i zwalczania chorób zakaźnych, spotkał się ze zrozumieniem i poparciem (przeciw głosowali tylko posłowie Konfederacji) całej opozycji. Pozostaje mieć nadzieję, że tragedia pandemii skłoni polityków, ale także nas, wszystkich obywateli, do refleksji nad naszym postępowaniem, naszymi wyborami, naszym stosunkiem do innych, żyjących obok nas, ludzi.

Piszę o tym, gdyż zamierzałem w tych „Notatkach” napisać
więcej o mających miejsce w ostatnich tygodniach, związanych z upamiętnianiem tzw. żołnierzy wyklętych, wydarzeniach. Podobnie jak w latach poprzednich, w dniu, gdy „prawdziwi polscy patrioci” organizują w Hajnówce marsze ku chwale „Burego”, „Łupaszki” i innych żołnierzy zbrojnego podziemia, pojechałem do Hajnówki.
Przysłuchiwałem się także zorganizowanej 7 marca w sali konferencyjnej Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku przez Podlaski Instytut Rzeczypospolitej Suwerennej debacie „Polityka historyczna a tożsamość lokalna Podlasia”, w której minister i szef wojewódzkich struktur PiS Dariusz Piontkowski przekonywał, że jeśli nawet w wyniku działań żołnierzy wyklętych „zdarzały się niewinne ofiary”, to i tak żołnierze ci, podobnie jak walczący w powstaniu warszawskim i żołnierze września 1939 roku, są bohaterami i wszystkim im należy się cześć i chwała. Wśród pięciu panelistów jedynie prof. Oleg Łatyszonek w wyważony i delikatny sposób starał się zwrócić zebranym uwagę na potrzebę dostrzeżenia i uszanowania uczuć rodzin i bliskich ofiar żołnierzy wyklętych. Wśród tych ofiar byli prawosławni mieszkańcy wsi Potoka. Jeden z nich, Julian Gierasimczuk, walczył w obronie ojczyzny i we wrześniu 1939 roku dostał się do niemieckiej niewoli. W maju 1945 roku do Potoki przyszli „bohaterscy” żołnierze „Łupaszki” i spalili jego dom wraz z trójką jego dzieci – Mikołajem (lat 10), Niną (lat 8) i Eugenią (lat 6). Pacyfikacją Potoki dowodził podkomendny „Łupaszki” Zygmunt Błażejewicz ps. „Zygmunt”, który wcześniej spalił, także zamieszkałą przez prawosławną ludność, wieś Wiluki. Portret „Zygmunta” wyeksponowano na prezentowanej w holu Urzędu Wojewódzkiego, poświęconej „Łupaszce”, wystawie.
Wszyscy, prócz prof. Łatyszonka, uczestniczący w dyskusji przekonywali, że „rdzeniem” lokalnej tożsamości Podlasia powinna być „bohaterska walka” żołnierzy wyklętych, a białoruscy historycy jeżeli już chcą wspominać ich ofiary, to nie mają żadnych podstaw do stwierdzenia, że przy pacyfikacji białoruskich wsi i zabijaniu ich mieszkańców stosowano wyznaniowo-narodowościowe kryteria.
O żołnierzach wyklętych dyskutowano także 25 lutego w czasie posiedzenia Sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Po tym, jak jeden z posłów zaproponował, by na posiedzenie zaprosić organizatorów „patriotycznych marszy”, zabrałem głos (pełne relacje z posiedzeń Komisji można odsłuchać na www.sejm.gov.pl) i opowiedziałem o wydarzeniach związanych z działaniami żołnierzy wyklętych na Podlasiu. Zacytowałem słowa Sergiusza Niczyporuka, który o uczestnikach marszy w Hajnówce powiedział, że są to biedni ludzie, gdyż skandując hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna” nie mają pojęcia ani o Bogu, który jest miłością, ani o Honorze, gdyż żaden mający odrobinę honoru żołnierz nie będzie strzelał do dziecka, ani o Ojczyźnie, która jest matką nas, wszystkich obywateli, a żadna matka nie będzie się cieszyć, gdy jedno dziecko zabija jej drugie dziecko.

Eugeniusz Czykwin

Warto przeczytać
W słusznych sprawach
Minister mi odpowiedział
Na zwolnionych obrotach

Odpowiedz