Home > Artykuł > Władykę Mirona wspominali

Władykę Mirona wspominali

O. prot. płk Aleksy Andrejuk: Władyka odwiedzał domy, nas kapelanów wojskowych, po święcie Chrztu Pańskiego. Prosił tylko: – Nie zastawiajcie stołów. Nie chcę jeść. Chcę z wami posiedzieć, porozmawiać, pocieszyć się świętem, zobaczyć jak żyjecie, podzielić się waszymi problemami, waszą radością.
Włodzimierz Cimoszewicz, polityk: Był dumny ze swojego pochodzenia. Mówił, skąd pochodzą jego dziadkowie, rodzice. Opowiadał o zwyczajach wyniesionych z dzieciństwa i młodości. Ci więc, którzy go spotykali, wiedzieli o jego korzeniach. Mówił o nich i ziemi, na której się urodził, z serdecznością, ciepłem i miłością. Ta miłość nie zaskakiwała mnie. Należał do tych, którzy są przekonani o ogromnej wartości tego regionu. I ludzie, którzy w nim mieszkają, zasługują na to, by mówić o nich z dumą.
Michał Kamiński, wicemarszałek Senatu: Spotkanie z władyką Mironem było jednym z najważniejszych wydarzeń w moim życiu. Nigdy nie zapomnę jego duchowego wsparcia, którego udzielał mi w trudnych chwilach. Podziwiałem go jako kapłana, żołnierza i patriotę. Odcisnął piętno na czasach, w których żył.
Casian, arcybiskup Dolnego Dunaju w Rumunii: Miał dar służenia w pełni chrześcijańskiej dobroci tym, którzy pracują dziś na rzecz pokoju na świecie, tak dotkniętym sekularyzacją i obojętnością wobec Boga i bliźniego.
O. prot. Dimitrij Smirnow, szef oddziału patriarchatu moskiewskiego do spraw współpracy z siłami zbrojnymi Federacji Rosyjskiej: Władyka Miron zawsze, na wszystkie pytania, odpowiadał wyczerpująco i starał się pomóc sprawie, o którą był pytany. Był to człowiek doskonale wychowany, bardzo mądry, o szerokich horyzontach, rozważny, opanowany, zrównoważony, a jednocześnie szczery, otwarty, wesoły, o radosnym usposobieniu.
Jan Miniuk, Archont Wielki Cerkwi Chrystusowej, dyrektor Maksbudu: Myślę, że władyka Miron od dzieciństwa wiedział kim będzie. Był synem ziemi narewskiej. On ją kochał. Nie mógł inaczej. Ciągle do niej wracał. Chodził ścieżkami swoich dziadków i mamy. Przejeżdżał tu na grzyby. Wiedział, gdzie rosną maślaki, gdzie podgrzybki. Cieszył się, jakby każdy owoc z matczynej ziemi był dla niego ważny.
Grzegorz Polak, dziennikarz: Był dla mnie jedną z najważniejszych i najpiękniejszych twarzy polskiego prawosławia. Obserwowałem z uwagą, jak, w dużej mierze, dzięki niemu, rozkwita życie monastyczne w Polsce, a potem – po przeniesieniu do Warszawy – jak dynamicznie działa jako biskup i ordynariusz polowy.
Jan Suchodoła, hajnowianin: Dyscypliną wykazywał się niebywałą. Jeśli Liturgia miała być o dziesiątej, rozpoczynała się dokładnie o tej porze. Był blisko ludzi. Kiedy nastawała Niedziela Palmowa, przychodził do nas na chór – śpiewam od 1962 roku – i święcił nasze werboczki. Duchowni nie przychodzili, a on przychodził.
Nina Martyniuk: Bardzo lubiłam wizyty władyki w naszym domu. Wnosił tak wiele spokoju, że odczuwałam go jeszcze kilka dni po jego wyjeździe. Wszystkie stresy i problemy, które gdzieś po drodze się nagromadziły, osuwały się z człowieka. Taka lekkość wstępowała.

Wypowiedzi pochodzą z albumu „Nieść pokój, kochać ludzi”

Warto przeczytać
Nieść pokój kochać ludzi służyć Cerkwi

Odpowiedz