Home > Artykuł > Jak ocalała Jasna Góra

Znają państwo historię o cudownym ocaleniu Jasnej Góry przez wojska marszałka Iwana Koniewa? Przeczytałam ją najpierw w rosyjskiej broszurze, później napotkałam na polskich stronach internetowych z odesłaniem do książki ks. Józefa Marii Bartnika SJ „Matka Boża Łaskawa a cud nad Wisłą” i katolickiego tygodnika „Niedziela”.

Otóż według tego przekazu, w styczniu 1945 roku marszałek Iwan Koniew w drodze na Berlin przegrupowywał swoje wojska pod Częstochową. Gdy przy stole zasłanym mapami obmyślał strategię kolejnych walk, niespodziewanie pojawiła się przed nim kobieta, cała w czerni i z czarnym szalem na głowie. „Natychmiast rozpocznij ofensywę na Częstochowę” – zwróciła się po rosyjsku i momentalnie zniknęła. Marszałek wybiegł za nią. – Gdzie jest ta kobieta? – zapytał strzegących jego kwatery wartowników, ale oni nikogo nie widzieli. Koniew nie namyślał się długo, cofnął poprzedni rozkaz, wydał kolejny – niezwłocznego wymarszu na Częstochowę.
16 stycznia 1945 roku wojska Frontu Ukraińskiego pod jego dowództwem zdobyły miasto. Atak był tak niespodziewany, że hitlerowcy nie zdążyli niczego zburzyć.
24 stycznia marszałek Iwan Koniew w otoczeniu sztabu oficerów wkroczył do sanktuarium. Stanął przez ikoną Matki Bożej. – To Ona tamtego dnia była u mnie – powiedział, a zdziwionym oficerom opowiedział całe zajście.
Tę historię zamieszczono także na oficjalnych stronach jasnogórskiego klasztoru z adnotacją, że nie ma pewności co do jej wiarygodności. Ja też nie jestem pewna, nie zamierzam więc polemizować. Ale z tym, że Armia Czerwona uratowała jasnogórski klasztor, polemizować się nie da. Ostatnio przypomniał o tym Eugeniusz Guz w tekście „Ocalenie Jasnej Góry” (Przegląd Tygodniowy 5/2020).
Już na początku zwrócił uwagę, że w najnowszych publikacjach dotyczących losów tego klasztoru lata drugiej wojny światowej niejednokrotnie są pomijane, bogatą ich kronikę można za to znaleźć w niskonakładowym wydawnictwie zakonu paulinów z 1991 roku „Jasna Góra w latach okupacji hitlerowskiej” o. Janusza Zbudniewka ZP.
Z klasztornej dokumentacji wynika, że w latach wojny i okupacji sanktuarium odwiedziło 12 tys. oficerów Wehrmachtu, z ministrem spraw wewnętrznych Wilhelmem Frickem (4 listopada 1939), gubernatorem Hansem Frankiem (25 lutego i 17 września 1940; „Gdy wszystkie światła dla Polski zgasły, to wtedy zawsze była jeszcze święta z Częstochowy i Kościół” – wpisał do księgi), Heinrichem Himmlerem (27 października 1940).
Już na samym początku wojny Jasną Górą zainteresował się także minister propagandy Trzeciej Rzeszy Joseph Goebbels. I to w niecodziennych okolicznościach. Oto 3 września 1939 roku w odległości 200 mil na zachód od Irlandii Niemcy, prawdopodobnie przez pomyłkę, storpedowali angielski statek pasażerski Athenia z ponad 1400 osobami na pokładzie. Goebbels starał się ze wszystkich sił przekonać opinię międzynarodową, że to nie Rzesza stoi za tą zbrodnią. Podważył więc rzekomo podaną przez Polaków informację o zbombardowaniu Jasnej Góry przez Luftwaffe. O tym, że jest to kłamstwo, miał zaświadczyć m.in. ściągnięty z Berlina do Częstochowy znany ze swego krytycznego stosunku do Rzeszy amerykański korespondent Louis P. Lochner. Niemcy zażądali od przeora, o. Norberta Mohylewskiego, pisemnej deklaracji, że klasztor od początku wybuchu wojny nie doznał żadnych szkód, jej tekst sfotografowali i wraz ze zdjęciem Lochnera w kaplicy przed obrazem Matki Bożej zamieścili w wielu dziennikach, przekazali do wielu agencji prasowych na całym świecie, zrzucili w formie ulotek z samolotów. Ciekawe, że do dziś nie wiadomo, kto przekazał nieprawdziwą informację o rzekomym zbombardowaniu Jasnej Góry. Sztab główny naczelnego wodza 3 września poinformował jedynie o zajęciu Częstochowy.
Pod koniec wojny Wehrmacht ponownie zainteresował się Częstochową – miasto miało stać się jednym z filarów obrony Rzeszy. W końcu 1944 roku w jego okolicach zbudowano wielkie umocnienia fortyfikacyjne. Gdy nadciągał front, rząd polski w Londynie i jego przedstawiciel przy Watykanie, ambasador Kazimierz Papee, niejednokrotnie prosili papieża o interwencję u władz niemieckich, by Kraków i Częstochowa zostały uznane za miasta otwarte, w przeciwnym razie losy Jasnej Góry mogły być zagrożone. I nuncjusz papieski w Berlinie, Cesare Orsenigo, takie kroki podjął. Gdy kilka miesięcy później okazało się, że oba miasta wyszły z wojny bez szwanku, Watykan oznajmił, że to dzięki jego zabiegom.
Ale tak naprawdę Niemców niewiele obeszły te interwencje. Jak wspominają ojcowie paulini, komendant niemiecki poinformował zakonników, że otrzymał rozkaz spalenia klasztoru. Żołnierze niemieccy rozlali kilkanaście beczek z benzyną, a tuż obok beczek ustawili wiadra z naftą i wiórami. Dodatkowo podjechali także ciężarówką z kocami i papierami. Podłożyli ogień, ale niespodziewany atak czerwonoarmistów spowodował ich ucieczkę i pożar udało się ugasić.


„Częstochowa ani Kraków nie stały się areną wojny, choć nad obu miastami wisiała groźba walk. Według dotychczasowych opinii historyków oba miasta ocalił śmiały manewr wojsk radzieckich” – konkluduje o. Janusz Zbudniewek ZP.
I wspomina.
„Odejście Niemców z Jasnej Góry przypominało bezwładną i tchórzliwą ucieczkę na samochodach, motorach, a nawet i pieszo. Pierwszy popłoch wyrządziły trzy czołgi radzieckie, które wdarły się do miasta 16 stycznia 1945 roku, spośród których jeden podjechał pod plac klasztoru. Nie mogąc wjechać pod jego mury, wystrzelił i trafił prosto w parter budynku klasztornego, poniżej okna apartamentów generalskich zakonu. Rosjanie tego dnia nie opanowali jeszcze miasta, za to Niemcy w popłochu niszczyli swoje kancelarie, a na Jasnej Górze około godz. 16 podpalili ciężarówkę załadowaną kocami, maszynami i sprzętem laboratoryjnym, co spowodowało niebezpieczeństwo pożaru. Kiedy ogień ugaszono przy pomocy kleryków, wszyscy stwierdzili, że są wolni. Wokoło nie było już ani jednego Niemca, drzwi do ich pomieszczeń były otwarte, na stole stała niedojedzona kolacja, na wałach leżała broń i amunicja, wszędzie panował bałagan. Wokół klasztoru wszyscy czuli, że nadchodzi upragniona wolność, Niemcy uciekali, a za nimi biegli już Polacy do kaplicy, a potem do magazynów, gdzie o. Sawicki rozdawał poniemieckie koce”.
Również inne wydawnictwo jasnogórskie, „Jasna Góra. Informator rok 1991”, wydany przez zakon paulinów, donosi: „Nadszedł wreszcie dzień 16 stycznia 1945 roku. Niespodziewany atak czołgów radzieckich na Częstochowę wywołał panikę wśród uciekających wojsk niemieckich. Pod wieczór tego dnia żołnierze niemieccy w popłochu opuścili Jasną Górę, podpalając samochód i wylewając wokół niego benzynę, która ściekała aż do magazynu wojskowego, umieszczonego w dawnym arsenale. Tylko przytomność umysłu zakonników, wśród których znalazł się przypadkowo komendant Straży Pożarnej Częstochowy, uratowała Jasną Górę”.
To samo twierdzą mieszkańcy. W liście od redakcji „Przeglądu Tygodniowego” z 18 marca 1998 roku Stanisław Przywara z Krakowa pisał:
„Nie wszyscy wiedzą, a część Polaków może nawet nie chce wiedzieć, że klasztor jasnogórski w czasie II wojny światowej został ocalony dzięki czerwonoarmistom. Częstochowa została przygotowana przez Niemców do długotrwałej obrony, stanowiąc ważny punkt oporu. Częstochowski garnizon wojsk niemieckich składał się z oddziałów 608 dywizji do zadań specjalnych oraz pododdziałów różnych jednostek rozbitych w czasie walk. Załoga dysponowała silnym wsparciem lotnictwa oraz artylerii i wojsk pancernych. Z informacji uzyskanych przez radziecki wywiad i polskich partyzantów wynikało, że Niemcy zamierzali zniszczyć klasztor na Jasnej Górze. W jego podziemiach zainstalowali 200 bomb lotniczych, które miały eksplodować po zajęciu miasta przez wojska radzieckie. Odpowiedzialność za zniszczenie Częstochowy miała spaść na Armię Czerwoną. Te haniebne plany zostały unicestwione dzięki szybkiemu, odważnemu i zdecydowanemu działaniu oddziału wydzielonego z 7 korpusu pancernej gwardii, a szczególnie 2 batalionu czołgów, dowodzonego przez mjr. Siemiona Chochriakowa. Wdarł się on do miasta, obchodząc Częstochowę od północy i południa, a po nadejściu oddziału pod dowództwem płk. Dudziaka, 17 stycznia po krótkich, ale zaciętych walkach ulicznych ostatecznie zdławiono opór Niemców. Niemal równocześnie z walkami o miasto na wzgórzu klasztoru działała grupa saperów pod dowództwem lt. Aloszy Kapustina, która z narażeniem życia unieszkodliwiła zapalniki opóźnionego działania zainstalowane w bombach. Duże umiejętności saperów zapobiegły ohydnej prowokacji, w konsekwencji której prócz klasztoru na Jasnej Górze ległaby w gruzach co najmniej połowa zabudowań Częstochowy”.
Ałła Matreńczyk
fot. www.google.com

Warto przeczytać
Zamordowane wsie
Swój człowiek
Z Bożą pomocą
Z zapisków żołnierza

Odpowiedz