Home > Artykuł > O Rosji inaczej

Tak zatytułował swą najnowszą książkę profesor Andrzej Walicki, rocznik 1930, senior polskiego rosjoznawstwa, wykładający na prestiżowych uniwersytetach amerykańskich i angielskich. To zbiór jego artykułów, polemik, opinii, pisanych od lat 90. Rzecz zaczyna się obszernym wywiadem z nim, przeprowadzonym przez Janusza Dobieszewskiego, profesora specjalizującego się w filozofii rosyjskiej. Jeśli chodzi o zawartość, tytuł mówi wszystko. W Polsce od trzech dekad obowiązuje polityka rusofobii. W polityce i mediach mówienie o Rosji pozytywnie, ze zrozumieniem, jest traktowane jak brak patriotyzmu, uderzenie w suwerenność naszego kraju. Tymczasem Andrzej Walicki pisze o Rosji i Rosjanach z wczuciem się w ich sytuację. I nie skrywa radości, jeśli dostrzeże objawy stabilizacji tego kraju. Skorzystajmy więc z wiedzy Andrzeja Walickiego, wytrawnego znawcy historii kultury rosyjskiej, nowożytnej filozofii rosyjskich myślicieli, ale także uważnego obserwatora globalnej polityki.

SZACHOWNICA
BRZEZIŃSKIEGO

Polityka Ameryki wobec Związku Radzieckiego, potem Rosji, została w książce sformułowana z całą przejrzystością.
Znaczący wpływ na nią miał sekretarz stanu Zbigniew Brzeziński. Głośny amerykański współczesny myśliciel Samuel P. Huntington koncepcjom Brzezińskiego nadawał jakby filozoficzno-naukowego oddechu. Sformułował on tezę o nieuniknionym zderzeniu cywilizacji, których granice wyznacza religia. Na Ukrainie według tej koncepcji stykały się dwie – należąca do wschodniej barbarii prawosławna i do zachodniej unicka.
Brzeziński uznał Ukrainę za klucz panowania Stanów Zjednoczonych nad Eurazją, a więc i nad światem, i głosił potrzebę wciągnięcia Ukrainy do NATO, co znacznie osłabiłoby Rosję. Tę zaś, według nakreślonej przez niego mapy, należałoby rozdrobnić na luźno sfederowane – Rosję, Syberię, Republikę Dalekowschodnią oraz Europę Atlantycką, obejmującą Morze Czarne, wybrzeże Morza Kaspijskiego, Ukrainę i Białoruś oraz zachodnią część Federacji Rosyjskiej z Petersburgiem i wybrzeżem Bałtyku. Na obszarze byłego ZSRR będzie USA popierać tworzenie małych, niezależnych państw – byle tylko wydobyły się one spod wpływów rosyjskich. W ten sposób Ameryka, mając za sobą naturalnego sojusznika, Chiny, stanie się globalnym hegemonem.
Odepchnąć Rosję od ciepłych mórz, od Europy, zepchnąć ją gdzieś w tundrę, tajgę, jak najdalej od „europejskiego domu”, a potem jeszcze z Syberii i Dalekiego Wschodu stworzyć odrębne państwa – taka miała być „szachownica” Brzezińskiego.
Idea odpychania Rosji znalazła duży oddźwięk na Ukrainie, gdzie założono, jak czytamy, „skrajnie antyrosyjski Instytut Studiów Strategicznych, głoszący ideę odepchnięcia Rosji od Morza Czarnego.
Brzeziński w 1997 roku w swojej „Grand Chessboard” czyli „Wielkiej szachownicy” pisał, że należy powstrzymać barbarzyńców przed jednoczeniem się (barbarzyńcy według niego to kraje o prawosławnej tradycji), że Europa środkowa jest amerykańskim protektoratem, że Europa powinna jednoczyć się tylko do określonego poziomu, takiego który nie zagraża wszechwładzy USA, że władza w całym świecie ma być sprawowana „from a single source, namely Washington DC”, czyli przez jeden ośrodek, Waszyngton.
Amerykańska droga do imperializmu, do światowej wszechwładzy, zwłaszcza po rozbiciu Bałkanów na drobne państewka i zbombardowaniu w 1999 roku Serbii przez siły NATO, wydawała się realna jak nigdy dotąd. A z Rosji, przy Gorbaczowie i Jelcynie, wyciekała dawna siła jak woda przez otwarty kran. Była ona upokorzona, lekceważona, nazywana powszechnie „słoniem na glinianych nogach”. Rosja, w której przestano wypłacać emerytury, nawet płace, w której gwałtownie zaczęła się skracać długość życia, która utraciła dwadzieścia pięć milionów swoich obywateli, bo po upadku ZSRR znaleźli się oni w nowych niezależnych państwach, jak Kazachstan, Ukraina, czy tzw. Pribałtika. Rosja, w której realną władzę zaczęli przejmować oligarchowie tacy jak Bierezowski czy Chodorkowski, wyciągając rękę po największe narodowe bogactwo – ropę i gaz, tworząc swoje imperium, roszcząc sobie ambicje polityczne.
Wizja Brzezińskiego wobec Polski? Hegemon w Europie środkowej, czyli powrót do roli państwa Jagiellonów, kontrolującego obszar między Łabą a Smoleńskiem, przy wsparciu USA. Andrzej Walicki obserwował 56. Zjazd Polskiego Instytutu Naukowego, kiedy Brzeziński zarysował Polsce tę właśnie wizję, za co został nagrodzony burzliwymi owacjami na stojąco.
Teza Brzezińskiego to całkowite wypchnięcie Rosji z Europy i skazanie jej na drugorzędność i marginalizację.

JAK POLSKA PSUŁA STOSUNKI
Z ROSJĄ
Polityka USA wobec Rosji stała się dla polskich polityków i publicystów wiatrem w żagle. Nie mieli oni skrupułów, by Rosję poniżać, mówić i pisać o niej źle, kreśląc jej obraz jako wroga numer jeden. Stało się to zwłaszcza widoczne, zauważa Walicki, po podpisaniu 14 listopada 1990 roku polsko-niemieckiego traktatu granicznego, ustalającego trwałość zachodniej granicy Polski. Wtedy polska polityka wobec Rosji zmieniła się z dnia na dzień. Rozpoczęły się rozmowy o natychmiastowym wycofaniu się wojsk radzieckich z Polski, prowadzone bez żadnej kurtuazji, charakterystycznej dla zjednoczonych Niemiec, z których też wojska były wycofywane.
I tak od początku lat dziewięćdziesiątych Polska wśród polityków rosyjskich zaczęła uchodzić za kraj, który nie zaniedba żadnej okazji, aby Rosji zaszkodzić, stając się głównym przeciwnikiem prorosyjskich tendencji w europejskiej polityce. Polaków zaczęli Rosjanie postrzegać jako ulegających antyrosyjskim fobiom, traktujących Putinowską Rosję jako zagrożenie dla całego świata, antyrosyjskość uważające za coś naturalnego, a nawet pożądanego.
Jakie akty Polaków najbardziej psuły według Walickiego te relacje?
– Kierowanie się przez postsolidarnościową polską prawicę zasadą amerykańskiego myśliciela politycznego Carla Schmitta, według której podstawowym warunkiem efektywnej polityki jest posiadanie wroga. W tej roli obsadzono Rosję;
– wbijanie przez media Polakom do głowy, że Rosja jest krajem obcym cywilizacyjnie i organicznie wrogim Polsce i Europie;
– twierdzenie, że największą zbrodnią popełnioną na Polakach podczas II wojny światowej był Katyń i że odpowiedzialność za tę zbrodnię ponosi Rosja jako naród, a nie stalinizm, którego główną ofiarą byli Rosjanie, wystawienie tylko Rosjanom rachunku krzywd oraz przypominanie o nim przy każdej możliwej okazji, z pominięciem w tym rachunku innych narodów i narodowości, tworzących Związek Radziecki;
– odmowa ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsy udziału w uroczystościach 50-lecia zakończenia II wojny w Moskwie. Uczestniczyli w nich przywódcy wszystkich państw koalicji antyhitlerowskiej i Niemiec. Wizyta premiera Józefa Oleksego nazwana została w tym kontekście prywatną i zasługującą na osądzenie przez Trybunał Stanu. Ze strony polskiej było to lekceważenie wielkiego zwycięstwa Armii Czerwonej;
– zburzenie w 1997 roku – technicznie był to trudny problem – pomnika żołnierzy radzieckich w Toruniu, mimo protestów Rosji, Białorusi i Ukrainy oraz wielu mieszkańców Torunia;
– usunięcie w Krakowie pomnika marszałka Koniewa, który ocalił to miasto oraz Częstochowę;
– pokazanie podczas wizyty prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina w Oświęcimiu nie dokumentów na temat wyzwolenia obozu przez armię radziecką, a wystawy na temat zniewolenia narodów w ZSRR;
– nazywanie Putina „dzisiejszym Stalinem” lub „faszystą”, wierzącym w knut i dławiącym wolność słowa, a nawet wolność myślenia;
– stosunek Polski do wojny w Czeczenii, biorący w obronę Czeczenów, nawet terrorystów, a potępiający Rosję. Ta jednostronność pojawiła się zwłaszcza po ataku na szkołę w Biesłanie, kiedy cała nielewicowa prasa polska podkreślała współczucie wobec „czeczeńskich bojowników o wolność”;
– wypowiedź w 2015 roku ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny w obozie w Oświęcimiu: „A może lepiej powiedzieć, że to I Front Ukraiński i Ukraińcy wyzwolili (obóz w Oświęcimiu – red.), bo to oni otwierali bramy obozu”;
– nieznajomość w Polsce reform Putina, wrogi do nich stosunek. Nawet gdy zachodni eksperci odnosili się z szacunkiem do posunięć gospodarczych Putina, w Polsce naświetlano je jednostronnie. Chodziło głównie o rosyjskie kampanie naftowe, które przy Jelcynie stały się półkryminalną potęgą, niszczącą bez skrupułów międzynarodowe standardy uczciwej konkurencji. Gdy Putin wypowiedział walkę oligarchom, kładąc kres ich samowoli, przywracając państwową kontrolę nad bogactwami kraju, polskie media jednoznacznie potępiały Putina.
I bardziej ogólny zarzut Walickiego – tendencja Polaków do obciążania współczesnych Rosjan za wszystkie grzechy caratu i wszystkie grzechy komunizmu.

ROSJANIE WOBEC POLAKÓW
Andrzej Walicki boleje nad straconym kapitałem nowej rosyjskiej fali polonofilstwa, która pojawiła się za czasów Gorbaczowa. Rosjanie uznali wtedy Polskę za przykład odważnej walki z represyjnym systemem, jednocześnie za wzór pokojowej transformacji. Dla inteligenta rosyjskiego charakterystyczne było wtedy poczucie ulgi z powodu wycofania się z krajów Europy środkowo-wschodniej radzieckiego wojska i pragnienie nawiązania nowych kontaktów z wolną już Polską. Sołżenicyn wystąpił wtedy z ideą wzajemnego wybaczenia i prześcigania się w wielkoduszności. Wymienił długą listę grzechów popełnionych przez Rosję wobec Polski (trzy rozbiory, tłumienie powstań, rusyfikacja po powstaniu styczniowym, strefa wpływów po II wojnie) i Polski wobec Rosji (parcie Polski od połowy XIV wieku na wschód z polonizacją i katolicyzacją ziem ruskich, narzucenie unii kościelnej, Dymitriady i opanowanie Moskwy, krwawe tłumienie powstań kozackich, marsz Piłsudskiego na Kijów od razu po świeżo odzyskanej niepodległości).
W Polsce nowej fali polonofilstwa nie dostrzeżono, a propozycję „wielkoduszności” zlekceważono.
Odpowiedź Rosjan? Podstawowa, to nieobecność polskiej tematyki w mediach, reakcja, jedynie na wyjątkowo nieprzyjazne gesty.
Ale nie tylko. Bo ten okres „ucieczki Polski od Wschodu” i agresywna polityka Stanów Zjednoczonych rodzi w Rosji jawnie antypolskie nastroje, zauważa Walicki. W Rosji dochodzi do atakowania rosyjskiej inteligencji za jej polonofilskie nastroje. Pojawiają się nawet takie książki, jak Stanisława Kuniajewa „Szlachta i my”, w której autor utożsamia polskość ze szlachecką pychą, gardzącą rosyjskim i ukraińskim „bydłem”.
Rodzą się nowe albo odżywają stare koncepcje polityczne i historiozoficzne. Skoro Europa Rosji nie chce, a kapitalistyczne przeobrażenia na wzór Zachodu w Rosji się nie udają, to należy odwrócić się ku Wschodowi, wybierając jak najściślejszą współpracę z poradzieckimi republikami środkowoazjatyckim i znaleźć własną drogę rozwoju gospodarczego.
Koncepcja euroazjatyckiej cywilizacji nie jest nowa. Jej wielkim propagatorem był XIX-wieczny polski historyk Franciszek Duchiński, który Rosję zaliczał do cywilizacji turańskiej, oceniając ją zdecydowanie negatywnie. A Turańczycy to potomkowie Hunów. Tę ideę zaczęto rozpowszechniać na początku XX wieku w Rosji jako konkurencyjną wobec słowianofilstwa. Tyle, że wielki językoznawca i kulturolog, książę Mikołaj Trubeckoj, odwrotnie niż Duchiński, widział pozytywny wpływ dziedzictwa Dżingis-Chana na kulturę i duchowość rosyjską. Pisał natomiast o destrukcyjnej i kolonizatorskiej roli romano-germańskiej cywilizacji europejskiej, jej agresywności, zręcznie ukrywanej pod maską rzekomego uniwersalizmu.
Nie powinno więc dziwić, że kolejna fala euroazjatyzmu pojawiła się po głębokim rozczarowaniu Rosjan wobec pierestrojki (nazywanej często przez Walickiego „katastrojką”) Gorbaczowa i liberalno-zachodnich reform Jelcyna. Ożywa tradycja prawosławno-słowianofilska. Za najsilniejszego jej przedstawiciela Walicki uznaje Siergieja Chorużego. Dodaje, że jest to znakomity znawca współczesnej filozofii światowej. Choruży sięga do uniwersalnej myśli zawartej w pismach Ojców Kościoła i mistycznej tradycji hezychazmu.

ROZUMIENIE ROSJI
Andrzej Walicki do własnego rozumienia Rosji przykłada statystykę i fakty historyczne, a nie mity i resentymenty. Pisze, dlaczego zwycięstwo w Wojnie Ojczyźnianej jest tak czczone przez Rosjan. Porównuje: Podczas II wojny Związek Radziecki stracił 7 milionów żołnierzy, Stany Zjednoczone – 300 tysięcy, Niemcy 3,5 miliona. ZSRR stracił 20 milionów ludności cywilnej i jeszcze 2 miliony zmarło z głodu, z wycieńczenia w zrujnowanym kraju.
W ZSRR legło w ruinach 1700 miast i około 70 tysięcy wsi. USA tego nie doznały.
Sumuje autor: Spośród 55 milinów ofiar II wojny, 27 milionów, czyli niemal połowa, to ofiary po stronie ZSRR. I dlatego Andrzej Walicki będzie powtarzał, że nieobecność prezydenta Rzeczypospolitej na uroczystościach 50-lecia pobiedy w Wojnie Ojczyźnianej w Moskwie była grubiaństwem.
Andrzej Walicki buntuje się przeciwko obarczaniu za wszystkie zbrodnie i nieszczęścia Rosjan, czynieniu ich jedynymi spadkobiercami komunistycznego ustroju.
Pisze, że Rosjanie w państwie radzieckim byli najbardziej prześladowaną narodowością. Nie mieli w nim nawet własnej republiki, własnej partii komunistycznej, własnych narodowych instytucji, typu akademia nauk. Za to musieli ponosić niewspółmierne ciężary na rzecz innych narodowości, np. Kazachów, Baszkirów, Azerów, Kirgizów, realizując jeszcze zagraniczne zobowiązania swego rządu (pochód komunizmu).
Po rewolucji październikowej celowo była eliminowana świadomość historyczna Rosjan. Wyeliminowano nawet przedmiot – historia Rosji. Dodajmy, że masowe burzenie cerkwi i monasterów, rozstrzeliwanie lub osadzanie w obozach pracy setek tysięcy duchownych i hierarchów Cerkwi przez komunistów, to jak wydzieranie narodowi serca.
Lenin – pisze Walicki – uważał, że największym niebezpieczeństwem dla rewolucji byłoby wzmocnienie rosyjskiej świadomości narodowej i przeniknięcie jej do chłopskich mas. Faworyzowano Ukraińców. Przyznano im wschodnie rosyjskojęzyczne terytorium, przedtem integralną część Rosji, o którą dziś toczy się wojna. Ukraina z Lwowem i Donieckiem – czytamy – to twór Stalina. A Ukraina z Krymem, to twór Chruszczowa. I wyjaśnienie: Krym i wybrzeże Morza Czarnego były przed Katarzyną II tureckie. Ukraina ani Rzeczypospolita nigdy tam nie sięgały.
Walicki boleje nad zawstydzającym regresem polskich relacji z Rosją, prymitywnie antyrosyjskimi stereotypami, poczuciem wyższości Polaków wobec Rosjan, nad marnowaną szansą zbliżenia i współpracy między narodami. Boleje nad tak szybko traconym kapitałem sympatii Rosjan wobec Polaków. Dodaje jednocześnie, że jest grupa światłych ludzi, nie ulegających oficjalnej propagandzie, zainteresowanych rosyjską myślą, literaturą, ideą, duchowością. Do tych osób zalicza m.in. profesorów Andrzeja Romanowskiego, rusycystę Andrzeja de Lazari, politologa Stanisława Bielenia, publicystę i redaktora naczelnego Przeglądu Jerzego Domańskiego.

Anna Radziukiewicz
fot. www.tygodnik.przeglad.pl
Andrzej Walicki, O Rosji inaczej, Warszawa 2019, ss. 364.

Warto przeczytać
Zmarł archimandryta Ambroży (Jurasow)
Prawosławni uczeni przeciw jedynemu informacyjnemu rejestrowi obywateli
Rosyjska konstytucja wspomina o Bogu

Odpowiedz