Home > Artykuł > Na Górze Oliwnej
Góra Oliwna, po hebrajsku Har Hazeitim, to wzniesienie we wschodniej części Jerozolimy, gdzie czterdzieści dni po Zmartwychwstaniu miało miejsce Wniebowstąpienie Jezusa Chrystusa. Jest ona położona kilometr od Wzgórza Świątynnego, od którego oddziela ją dolina Cedronu. W IV wieku cesarzowa św. Helena, matka cesarza św. Konstantyna Wielkiego, wzniosła tam bazylikę nazywaną Eleona. Bazylika była wielokrotnie niszczona i odbudowywana. Pod koniec VI wieku na Górze Oliwnej znajdowało się ponad dwadzieścia świątyń, a także mnóstwo pieczar, w których zamieszkiwali asceci. Obecnie w miejscu, gdzie dokonało się Wniebowstąpienie Chrystusa, znajduje się niewielka, ośmiokątna kaplica, pozostająca od 1187 roku pod zarządem muzułmanów. Naprzeciwko usytuowany jest monaster, należący do jurysdykcji patriarchatu jerozolimskiego.

W 1845 roku na Górze Oliwnej patriarcha Cyryl II (Kritikos) zakupił około pięciohektarową działkę, by wybudować na niej świątynię Wniebowstąpienia Pańskiego. Jednak trudna sytuacja i liczne przeciwności (pierwsza i druga wojny światowe, także wojna izraelsko-arabska w 1967 roku) nie pozwoliły na zrealizowanie tego zamierzenia. W latach 80. XX wieku teren był zaniedbany, prowizorycznie ogrodzony, wśród chaotycznie rosnących drzew znajdowały się sterty śmierci, wyrzucanych przez okolicznych muzułmańskich mieszkańców.
W 1987 roku, z błogosławieństwa patriarchy Diodora (Kariwalisa), trudu założenia monasteru podjął się archimandryta Joachim (Strongilou), urodzony w 1950 roku na greckiej wyspie Chios. Studiował prawo i teologię na Uniwersytecie w Atenach, po czym został mnichem i przyjął święcenia kapłańskie. Na Paschę w 1984 roku wraz z matką przyjechał do Jerozolimy, gdzie został przyjęty do Bractwa Grobu Pańskiego. Wyznaczono go na wykładowcę szkoły teologicznej patriarchatu jerozolimskiego na Syjonie, mieszczącej się nieopodal Wieczernika. Przez pewien czas sprawował nabożeństwa w Getsemani. Na prośbę patriarchy zdecydował się przenieść na Górę Oliwną, aby wybudować tam cerkiew.
O. Joachimowi od przyjazdu do Jerozolimy cały czas towarzyszyła jego matka Anastazja Panagopoulou-Strongilou, urodzona w 1912 roku w Grecji. Była głęboko wierzącą kobietą, doktorem nauk matematyczno-fizycznych. Przez wiele lat pełniła funkcję burmistrza w rodzinnym mieście Wrontados na wyspie Chios, położonej na Morzu Egejskim u wybrzeży Turcji. Będąc emerytowaną nauczycielką postanowiła pomóc swojemu synowi, żyjącemu w odosobnieniu.
Początkowo na Górze Oliwnej wybudowano niewielkie pomieszczenia mieszkalne. O. Joachim włożył wiele pracy w uporządkowanie i oczyszczenie terenu monasteru. Podczas prac ziemnych odnalazł pieczarę, w której mógł przebywać Chrystus z uczniami, a także odkopał groby nieznanych z imienia mnichów męczenników, zamordowanych przez muzułmanów i wzniósł ku ich czci kaplicę. Zasadził wiele drzew oliwnych, palm, granatowców, migdałowców, a także orzechy arachidowe, krzewy ozdobne i kwiaty. Po zagospodarowaniu działki rozpoczęto wznoszenie cerkwi.

Patriarchat jerozolimski zwracał się wielokrotnie do władz Jerozolimy z prośbą o pozwolenie na budowę świątyni. Zgodnie z obowiązującym prawem, w historycznej części miasta można jedynie remontować stare obiekty. Dla wzniesienia nowego budynku potrzebne jest specjalne zezwolenie. Władze izraelskie nie dały jednak żadnej odpowiedzi, nie udzielono ani pisemnej zgody, ani odmowy. Według świadectwa o. Joachima, jeden z przedstawicieli władz miasta podczas osobistej rozmowy zezwolił na budowę świątyni i zapewnił, że wszystkie niezbędne formalności zostaną sfinalizowane później. O. Joachim uwierzył stanowczym słowom izraelskiego urzędnika i nie oczekując na ostateczną decyzję Rady Miasta, na własną odpowiedzialność przystąpił do działania.
W 1991 roku archimandryta z własnych, prywatnych środków rozpoczął budowę niewielkiej cerkwi Wniebowstąpienia Pańskiego – Powtórnego Przyjścia Chrystusa. Z matką żył bardzo oszczędnie, gdyż wszystko co miał, przeznaczał na wznoszenie świątyni. Na podstawie świadectw ludzi wiadomo, że Anastazja kupowała na bazarze tanie, nadpsute warzywa, z których przygotowywała skromne posiłki. Po pewnym czasie otrzymali znaczące wsparcie finansowe od greckiego biznesmena, który wstąpił do monasteru grobu Matki Bożej w Getsemani. Mnich Petros (Zellidis) ofiarował wszystkie swoje gromadzone przez lata oszczędności, gdyż jego dwaj synowie zostali mnichami na Świętej Górze Atos.
Na monasterskim placu na początku wzniesiono dolną cerkiew, którą wyposażono we wszystkie niezbędne utensylia liturgiczne. Polichromię na ścianach wykonał o. Joachim, po czym w nowej świątyni rozpoczął sprawowanie nabożeństw. Archimandryta doświadczał wiele przykrości ze strony okolicznych mieszkańców, gdyż monaster zlokalizowany jest na terenie osiedla muzułmańskiego. Prześladowano go w różny sposób, m.in. grożono, wielokrotnie bito, szantażowano, okradano, nękano, kilka razy podpalano cerkiew. W żydowskiej dzielnicy, gdzie znajduje się szkoła teologiczna patriarchatu jerozolimskiego, został zaatakowany przez agresywnego fanatyka z nożem w ręku, który wykrzykiwał, że dla chrześcijan nie ma miejsca w Jerozolimie. W Wielki Piątek, gdy ze stuosobową grupą pielgrzymów zmierzał do bazyliki Zmartwychwstania Pańskiego, napadli na niego ekstremiści, którzy opluli mu twarz. O. Joachim, pomimo że każdy dzień był pełen strachu i niepewności, mężnie znosił liczne szykany.
Po wybudowaniu dolnej cerkwi archimandryta rozpoczął wznoszenie głównego obiektu sakralnego, którego prototypem była świątynia z X wieku na wyspie Chios. Budowa betonowej konstrukcji została ukończona bardzo szybko. Pozostało jedynie umieścić krzyże na kopułach cerkwi.
W lipcu 1992 roku władze Jerozolimy zdecydowały, aby zburzyć nową świątynię. Izraelscy żołnierze wraz z policją, podczas nieobecności o. Joachima, włamali się na teren monasteru, po czym buldożery zaczęły niszczyć górną cerkiew, i po kilku godzinach obróciły ją w stertę gruzu. Gdy przystąpiono do rujnowania dolnej świątyni, drążenia stropu cerkwi, złamał się młot pneumatyczny buldożera. W niewytłumaczalny sposób drewniana, okrągła ikona Chrystusa Pantokratora, która znajdowała się w głównej kopule górnej cerkwi, wytoczyła się na gruzowisko i zatrzymała się przed spycharką, obracając się wokół własnej osi. Buldożer przestał działać i nikt nie był w stanie, pomimo licznych prób, ponownie uruchomić pojazdu. Ikona, napisana na Świętej Górze Atos, w cudowny sposób wstrzymała burzenie świątyni. Wszyscy obecni byli tak bardzo zadziwieni, przestraszeni i zszokowani, że zaprzestali prac rozbiórkowych i szybko odjechali. Sytuacja poruszyła władze izraelskie do tego stopnia, iż zaniechano realizacji planu niszczenia dolnej cerkwi i już nigdy do niego nie powrócono.
O. Joachim postanowił pozostawić w niezmienionej formie uszkodzony przez buldożer górny róg dolnej świątyni, aby przypominał wszystkim zarówno o profanacji, jak i o przejawie Bożej mocy. Ikona, która ochroniła cerkiew przed zburzeniem, znajduje się w jej wnętrzu po prawej stronie do dziś i otaczana jest przez wiernych szczególną czcią. Archimandryta z chrześcijańską nadzieją i odwagą kontynuował duszpasterską posługę. Nigdy nie narzekał, ale raz gorzko przyznał, że w obliczu prześladowań ze strony izraelskich władz i muzułmańskich Arabów pozostawiony został sam sobie i czuł wielkie osamotnienie. W sytuacji kryzysowej nie otrzymał wsparcia od współbraci kapłanów.
Trzy lata po zburzeniu górnej cerkwi, w nocy z 20 na 21 lipca 1995 roku, miało miejsce tragiczne zdarzenie. Wieczorem o. Joachim poszedł do cerkwi zapalić łampadki przed ikonami. Po chwili do świątyni weszła jego matka Anastazja, która powiedziała, że jest zadowolona, że jej syn, pomimo licznych problemów i przeciwności, wybudował tak piękną świątynię. Odchodząc rzekła: – Pozwól mi pocałować twoją rękę, a ty pocałuj moją. Idę na górę. Czekam na ciebie, nie zwlekaj, przyjdź wkrótce. Były to jej ostatnie słowa.

Po kilku minutach o. Joachim wyszedł z cerkwi, udając się do swojej kielii. Niespodziewanie został zaatakowany przez dwóch silnych, zamaskowanych bandytów, którzy użyli gazu łzawiącego. Zaczęli go bić, kopać, okrutnie ranić, pocięli mu język, próbowali wydłubać oczy ołówkiem. Taśmą zakleili usta i nos, wyjęli plastikową torbę, aby go udusić. Szamotaninę usłyszał pielgrzym Włodzimierz, który rozgonił złoczyńców i ocalił życie kapłana.
Włodzimierz Ryło, ikonograf z Moskwy, przyszedł do monasteru w ten pamiętny wieczór, by prosić o nocleg, mówiąc że Bóg z pewnością wynagrodzi za udzieloną gościnę. Od kilku dni wędrował po świętych miejscach i zabrakło mu pieniędzy na wynajęcie pokoju w hotelu. O. Joachim, który nie miał w zwyczaju przyjmować na nocleg pielgrzymów, zlitował się nad przybyszem i właśnie tej nocy został przez niego uratowany. Po pewnym czasie Włodzimierz został mnichem na Świętej Górze Atos, gdzie przyjął imię Warsonofiusz.
Napastnicy poranili język o. Joachimowi, który miał unikalny dar słowa. O jego elokwencji i krasomówstwie świadczy fakt, że co roku w Wielki Piątek patriarcha jerozolimski wyznaczał go, aby na schodach nieopodal Golgoty głosił kazanie. Słuchały go tysiące ludzi z różnych krajów świata, stojąc przed bazyliką Zmartwychwstania Pańskiego. Jego przepełnione duchową mocą słowa trafiały do serc i świadomości wiernych, pomimo że wielu z nich nie znało języka greckiego. Z pewnością właśnie dlatego wróg zbawienia rodzaju ludzkiego próbował poprzez złoczyńców pozbawić go języka, który zmiękczał zatwardziałe serca grzeszników i przemieniał je chrześcijańską miłością.
O. Joachim, który cudem uniknął śmierci, ciężko pobity i zraniony, udał się do domu. Miał nadzieję, że czeka tam na niego matka. Po drodze ujrzał ją, leżącą na ziemi ze związanymi rękoma. Miała zaklejone usta, a szyja była owinięta kilka razy taśmą. Anastazja nie żyła, przyjęła śmierć męczeńską za wiarę. Morderców nigdy nie wykryto. Trzy lata po jej pogrzebie, z błogosławieństwa patriarchy jerozolimskiego Diodora, podczas otwarcia grobu okazało się, że ciało męczennicy Anastazji nie uległo rozkładowi i wydzielało przyjemny zapach. Umieszczono je w ziemi, a po siedmiu latach znów wydobyto. Obecnie znajduje się w kaplicy nieopodal monasterskiej cerkwi. Każdego roku wzrasta liczba świadectw ludzi dotyczących cudownego wstawiennictwa męczennicy Anastazji przed Bogiem.
27 maja 2009 roku, w wieku 59 lat, zmarł nagle o. Joachim. Jego serce zatrzymało się po wieczornym nabożeństwie w przeddzień święta Wniebowstąpienia Pańskiego. Archimandrytę pochowano obok grobu jego matki męczennicy. Patriarcha jerozolimski Teofil III (Giannopoulos) na nowego przełożonego monasteru wyznaczył mnicha Achilliosa, który zorganizował żeńską wspólnotę monastyczną. Przebywają w niej siostry z wielu krajów.
W ostatnich latach przeprowadzono niezbędne remonty zarówno w świątyni, jak i pozostałych pomieszczeniach. Nabożeństwa są sprawowane regularnie w cerkwi posiadającej trzy ołtarze – główny ku czci Wniebowstąpienia Pańskiego, lewy św. Melanii Rzymianki i prawy św. Pelagii Antiocheńskiej, która w V wieku przez wiele lat prowadziła ascetyczne życie w pieczarze naprzeciwko monasteru. W świątyni znajduje się fragment Krzyża Pańskiego, a także cząsteczki relikwii wielu świętych.
Monaster na Górze Oliwnej odwiedza wielu pielgrzymów z całego świata. Panuje tam atmosfera spokoju i szczerej modlitwy, o czym dane mi było się przekonać. Każdy witany jest radosnymi słowami καλή Ανάληψη (kali Analipsi), oznaczającymi „dobrego święta Wniebowstąpienia”.

Andrzej Charyło, fot. autor

Warto przeczytać
W Jerozolimie otwarto bazylikę Zmartwychwstania Pańskiego
Zwiastowanie
W Domu Chleba

Odpowiedz