Home > Artykuł > Cud w Supraślu

Z biskupem supraskim ANDRZEJEM rozmawia Anna Radziukiewicz

Anna Radziukiewicz: – Mirotoczenie ikon jest rzadkim, cudownym zjawiskiem. W supraskim monasterze ikona zamirotoczyła po raz pierwszy od czasu jego reaktywowania w latach 80. minionego wieku?

Biskup Andrzej: – Nawet w kilkusetletniej historii monasteru nie jest znany zapis o mirotoczeniu.

– Znak Bożej łaski?

– Ewidentny. Zamirotoczyła ikona Matki Bożej „Żywonosny Istocznik”, czyli Życiodajne Źródło. I to jaka? Ta, przed którą wierni zanoszą prośby do Bogarodzicy podczas epidemii!

– I kiedy!

– Właśnie! W przeddzień święta Bogarodzicy, czczonej w tej ikonie, obchodzonego w piątek paschalnego tygodnia.

– Wiem, że ikona była w ryzie, inaczej okładzie lub koszulce. W jaki sposób mogliście odkryć oleistą substancję, którą się pokryła? To szczególnie czczona w monasterze ikona?

– To trochę dłuższa historia. W cerkwiach św. Jana Teologa i Zwiastowania Bogarodzicy, przed ich pokryciem polichromią, wisiały na ścianach różne ikony. Wiele z nich było w ryzach, między innymi „Żywonosny Istocznik”. Archimandryta Gabriel zwykł przeczesywać zaraz po upadku Związku Radzieckiego bazar, pytając handlujących ze Wschodu, czy nie mają ikon albo ryz do nich. Skupował te ryzy, chroniąc je nieraz przed bezczeszczeniem. W Bielskiej Szkole Ikonograficznej zamawiał pod ich rozmiar i ikony. I tak nasza ikona, jedna spośród wielu, została w ten sposób „skompletowana”. Po rozpisaniu cerkwi ikony trafiły do monasterskiego budynku, między innymi do trapieznoj – wszak praca i posiłek w monasterze mają być uświęcone modlitwą. Monasterski korpus jest więc przedłużeniem cerkwi. Nie potrafię nawet powiedzieć, co nas wiodło, by w przeddzień święta ikony „Żywonosny Istocznik” zdjąć ryzę – koszulka nie była nawet przybita po bokach, tylko wciśnięta na deskę. Patrzymy, a cała ikona jest pokryta olejem. Wołamy ojców. Wszyscy widzą to samo. Prosimy o wizytę arcybiskupa Jakuba. Władyka też stwierdza: ikona mirotoczy. Zapraszamy naszego ikonopisca Janka Grigoruka. I on nie ma wątpliwości, że jest to cudowne zjawisko. Ikona mogła mirotoczyć przez cały Wielki Post. Kto to wie? A może od momentu wprowadzenia ostrych ograniczeń w związku z pandemią koronawirusa? To już należy do Bożych tajemnic.

– Podaliście informację do mediów?

– Tylko na stronę cerkiew.pl, pragnąc by dotarła do naszych najwierniejszych parafian, których żadna epidemia nie potrafiła zatrzymać w domu. Oni ciągle uczestniczyli w służbach w monasterze. Uciekaliśmy od rozgłosu. Wywiadu do Radia Ortodoxia udzieliłem z błogosławieństwa władyki Jakuba. Ale informacja zaczęła przenikać do innych kanałów, nawet do Teleexpresu.

– Byliście zdumieni w Niedzielę Antypaschy, kiedy na wieczornym nabożeństwie ujrzeliście przybywających ludzi?

– Potrzeba pokłonienia się ikonie i modlitwy przed nią była tak wielka, że przeszła nasze wszelkie oczekiwania. Niektórzy ludzie byli już u kresu sił z powodu izolacji, pozostawania w domu, lęku przed wirusem, nakręcanego przez media. I tu w okresie, kiedy wszystkie drzwi zdawały się być przed nami zatrzaśnięte, Bóg otwiera okno. Wpuszcza powietrze nadziei. Tchnie odwagą. Pan Bóg nie narzuca się z cudownymi wydarzeniami. Czyni to jedynie wtedy, gdy widzi, że jest ku temu potrzeba. Mnóstwo rzymskich katolików, także księży, pokłoniło się ikonie. Bo wszyscy jednako przeżyliśmy tę separację, ograniczenia, zamykanie świątyń. Dobrze by było, byśmy tę Bożą interwencję w nasze ziemskie życie na dłużej docenili i bardziej dbali o głębię i czystość naszej wiary.

– Wasza parafianka, pani Halina, mówiła mi, że ten cud wymodlili ojcowie.

– Tylko Pan Bóg mógł uczynić taki cud, z taką ikoną i w takim momencie. Cud został nam posłany i po to, byśmy nauczyli się patrzeć na nasze życie jak na jeden wielki cud, za który nieustannie powinniśmy dziękować Bogu. I nie tracić nadziei. Bo tej nadziei będziemy potrzebowali coraz bardziej. W im trudniejszych czasach żyć będziemy, tym więcej tajemnic Bóg będzie nam odsłaniał.

– Pani Halina mówiła, że wyjątkowo dużo modliliście się w Wielkim Poście.

– Dwa-trzy razy więcej niż w latach poprzednich. Mając kilka cerkwi, w każdej mogliśmy sprawować Liturgię. Nikogo z tych, którzy do nas przychodzili, nie mogliśmy odprawić bez modlitwy, bez spowiedzi, Pryczaszczenija. My, duchowni, nie mogliśmy się pochować ze strachu przed epidemią. Nie mogliśmy odesłać nikogo z przychodzących. Duchowni, tak jak lekarze i pielęgniarki, są na pierwszej linii frontu. Medycy narażają swoje życie. A my?

– Jeden z duchownych określił, że cerkiew jest lecznicą, a monaster porównał do oddziału reanimacji.

– Cerkiew jest z pewnością szpitalem duchowym.

– Jak widzieliście wiernych podczas epidemii?

– Byłem pod wrażeniem niezachwianej, twardej wiary wielu naszych wiernych. Mówili: „Dziękujemy za to, że możemy przychodzić do cerkwi”. I to nam dodawało niezwykłych sił, nawet fizycznych. Umacniało nas. Nie słyszałem ze strony ojców ani jednego słowa skargi na zmęczenie, bo przecież dużo godzin modlitwy, post, przygotowanie do Paschy. I co zdumiewające – nikt w monasterze w Wielkim Poście nie chorował nawet na najmniejsze przeziębienie.

– Waszą postawę umacniali nie tylko wierni…

– Dawali nam przykład i umacniali metropolita Sawa i arcybiskup Jakub. Zachowali, że tak określę, cerkiewną etykę podczas epidemii. Pokonali epidemię strachu. Zachęcali, byśmy jako duchowni byli odważni. W tej sytuacji i nam łatwiej było powiedzieć, że nikogo ze świątyni wypraszać nie będziemy.

– Ale są ludzie, którzy zwyczajnie się boją.

– Tak było zawsze. Kiedy naród żydowski szedł na wojnę, zabierał tych, którzy są odważni. Jeśli ktoś był podszyty strachem, kazano mu zostać w domu. Bo jeden wystraszony mógł całą armię rozłożyć. U nas też pyta mnie na przykład parafianka: „Władyko, i co będziemy robić? Może tak, a może tak się zachowamy?”. Moja droga – odpowiadam jej – jeśli się boisz, zostań w domu.

– A ci, którzy chcą przychodzić do cerkwi?

– Czego mają się bać? Śmierci? To jacy jesteśmy chrześcijanie, jeśli boimy się śmierci? Powinniśmy się bać sądu Bożego. To dla nas największa próba, groźba i strach, który nie powinien opuszczać naszej świadomości. A śmierć, tak czy inaczej do nas przyjdzie.

– Szpitale w czasie epidemii pracowały intensywniej…

– Cerkiew, jako szpital duchowy, powinna czynić to samo. Ciało leczymy, a co z duchem? – można zapytać, jeśli ktoś każe zamykać kościoły i cerkwie albo skrajnie ograniczać udział wiernych w nabożeństwach. Niektórzy ludzie przychodzili do nas załamani, zdruzgotani, nie tylko z powodu epidemii strachu, ale i niezwykłości warunków, w których się znaleźli. Wirus ujawnił także konflikty w wielu rodzinach, ostre podziały, inne zdania na temat, jak zachowywać się podczas epidemii – chodzić do cerkwi czy zostać w domu. Wielu bało się o miejsca pracy, o firmy. Wokół kogo więc mieli ci ludzie się skupić? Przecież to Bóg jest ich nadzieją i rękojmią. – Nasi przodkowie przeżywali epidemie cholery, tyfusa…

– I to nie takich rozmiarów jak obecna. Wtedy wymierały czasem całe wsie. W Ostrówkach w parafii Zabłudów, z których pochodzi moja mama, jest cmentarz, a raczej wielki kurhan, usypany z ludzkich kości. To wyraźne wyniesienie. Kurhan pochodzi prawdopodobnie z początku osiemnastego wieku, z czasów, kiedy tu szalała epidemia cholery, znana w Siemiatyczach i na Grabarce, towarzysząca wymęczeniu i wygłodzeniu ludzi w czasie dwudziestoletniej Wojny Północnej. I wtedy ludzie szukali zbawienia w modlitwie. Szkoda, że tych mogił nie otaczamy pamięcią. W Ostrówkach w czasach PRL-u powstał tam kołchoźniany kurnik. Dziś miejsce jest w prywatnych rękach.

– W czasie epidemii wiele osób mówiło – wystarczy modlitwa indywidualna, w domach.

– W Cerkwi nie ma modlitwy indywidualnej. Indywidualny jest tylko szatan. Modlimy się jako „my”. Modlimy się o pokój, mir po słowiańsku. A czym jest mir? Greckie słowo irini, oznaczające pokój, dobrze to tłumaczy. Czasownik od tego słowa znaczy łączy, jednoczy. Dlatego św. Ignacy Antiocheński mówił, że Cerkiew to zebranie wiernych. Kto zbiera naród? Chrystus. Kto go rozprasza? Szatan.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

fot. Anna Radziukiewicz

Warto przeczytać
Wydzielanie mirra przez ikonę w Monasterze Supraskim
Rozpisywanie cerkwi
Slawiści w Akademii Supraskiej
O freskach z Supraśla

Odpowiedz