Home > Artykuł > Szanujmy kapłanów

19 grudnia, w okresie postu i w atmosferze oczekiwania na Boże Narodzenie, Cerkiew czci świętego kojarzonego z prezentami, Mikołaja Cudotwórcę. Rok temu pisałem, że jego niezwykła popularność jest wynikiem „odwiecznego pragnienia dobra”, „potrzebą posiadania takiego świętego, który byłby prawdziwym przyjacielem, dobrym pasterzem i dobrym człowiekiem”. Jednak odczytywany przed Ewangelią (Łk 6,17-23) Apostoł zwraca uwagę na to, że szacunkiem i wdzięcznością za ich posługę powinniśmy darzyć wszystkich duszpasterzy.

W zakończeniu Listu do Hebrajczyków św. apostoł Paweł pisze: Bądźcie posłuszni waszym przełożonym i bądźcie im ulegli, ponieważ oni czuwają nad duszami waszymi i muszą zdać sprawę z tego. Niech to czynią z radością, a nie ze smutkiem, bo to nie byłoby dla was korzystne. Módlcie się za nas, jesteśmy bowiem przekonani, że mamy czyste sumienie, starając się we wszystkim dobrze postępować (Hbr 13, 17-18). Głównym tematem Listu jest arcykapłańska godność Jezusa Chrystusa, jednak autor apeluje o szacunek wobec wszystkich głosicieli Dobrej Nowiny. Podobnie jak on są szykanowani, więzieni, prześladowani. Pamiętajcie o swych przełożonych, którzy głosili wam Słowo Boże, rozpamiętując koniec ich życia, naśladujcie ich wiarę!… Nie dajcie się uwieść różnym i obcym naukom, dobrze bowiem jest wzmacniać serce łaską (Hbr 13, 7-9) – upominał apostoł. Uważna lektura tego trudnego Listu uświadamia nam, jak bardzo wszyscy potrzebujemy przewodnika i pośrednika między nami i Bogiem. Również w 1 Liście do Tesaloniczan św. Paweł, który nigdy nie domagał się dla siebie ani zaszczytów, ani jakichkolwiek szczególnych względów, apelował: Prosimy was, bracia, abyście uznawali tych, którzy wśród was pracują, którzy przewodzą wam i w Panu was napominają. Ze względu na ich pracę otaczajcie ich szczególną miłością! (1 Tes 5, 12-13).

„Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was”

Kiedy apostoł pisał o szczególnej miłości do głosicieli Słowa Bożego, trójpodział hierarchiczny – diakon, prezbiter, biskup – jeszcze nie był tak wyraźny, jak w czasach św. Mikołaja. Jednak istniało pojęcie „starszych”, „przełożonych”, którzy byli kontynuatorami apostołów, natomiast ci zostali powołani przez Chrystusa, który oznajmił: Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał (J 15, 16). Chrystus całkowicie suwerennie wybrał dwunastu, później jeszcze siedemdziesięciu nie dlatego, że oni sami się wprosili, albo zdecydowali się stać apostołami. Byli chętni do „pójścia za Nauczycielem”, których Jezus nie przyjął i nie powołał. Chrystus także dodał, że swych uczniów i następców wyraźnie oddzielił od pozostałej społeczności. W rezultacie nie należą już do świata i ten ich nienawidzi, bo nie uważa ich za swoich (J 15,19). Pomimo jednoznaczności tych słów, ludziom wciąż trzeba przypominać prostą i jasną prawdę, że Cerkiew (Ecclesia) istnieje nie z ludzkiego, lecz z Bożego ustanowienia. Nigdy nie była i nie jest zwyczajną strukturą i organizacją na wzór znanych nam świeckich instytucji.

Cerkiew od początku była instytucją hierarchiczną i monarchiczną. To prawda, że w warunkach niewielkich gmin wierni mieli większy niż obecnie wpływ na powoływanie diakonów i prezbiterów. Zwykle obierali ze swego grona ludzi najbardziej pobożnych, uduchowionych, utwierdzonych w wierze. Wówczas obecna do dziś aklamacja „Aksios” (godzien jest) miała większy sens niż obecnie, bo ludzie naprawdę znali człowieka, wiedzieli, czy jest albo nie jest godzien tej zaszczytnej funkcji. Obecnie wierni co najwyżej wiedzą, że ktoś z ich parafii wstąpił do seminarium duchownego, natomiast na jego wyświęcenie, nominację i dalsze losy zupełnie nie mają wpływu. Zdecydował o tym biskup wedle swojego uznania i rozeznania. Zresztą sam biskup najpierw został kapłanem – hieromnichem, a potem został wyświęcony na biskupa przez kilku innych biskupów. Wszyscy wiedzą, że władza w Cerkwi pochodzi od samego Chrystusa, ale nawet wśród głęboko wierzących praktycznie nie ma ludzi bezkrytycznie przyjmujących każdą decyzję, każdy wymóg nawet ze strony hierarchów, nie mówiąc o szeregowych kapłanach. Nasze świeckie postrzeganie Cerkwi powoduje, że wierni żyją nie w atmosferze teokracji, lecz demokracji. Uważają, że tak jak mają prawo kontrolować wybranych przez siebie świeckich liderów, tak samo duchownych wszystkich stopni.

Niuanse władzy w Cerkwi

Cerkiew została ustanowiona odgórnie i jest Chrystusowym dziełem. To nie ludzie utworzyli ją dla swych potrzeb, według swego wyobrażenia i upodobania. Gdyby tak było z Cerkwią, ta w ogóle nie byłaby potrzebna – wystarczyłaby jakaś wychowawczo-dobroczynna organizacja. Również władza w Cerkwi nie wypływa z ludzkiego mandatu i legitymacji, ale została dana „z góry”. Oto dlaczego, nawet przy najbardziej demokratycznej formie, jakiej można by tylko Cerkwi życzyć, zawsze u jej podstaw leżą władza i służba w apostolskim rozumieniu. To nie musi być zwierzchnictwo i dominacja, raczej bezinteresowna służba, poświęcenie wobec swej owczarni, jak Chrystus powiedział o „dobrym pasterzu”.

Wielu ludzi zniechęcają do instytucjonalnej Cerkwi jej słabe strony, niespójność nauczania i życia, minione i obecne przywary duchownych, ciemne plamy w historii, polowania na czarownice i wolnomyślicieli – heretyków – wojny religijne, złe zarządzanie, zachłanność, rozmaite skandale obyczajowe. Wszystko co mówią o Cerkwi ludzie jej nieżyczliwi nie jest całkowicie wymyślone, ale dotyczy tylko jej małej, gorszej części. Kapłani uświadadamiają sobie i głęboko przeżywają liczne grzechy i słabości swoich upadłych braci. Jednak długi spis przywar, jakkolwiek prawdziwy, nie jest całą i jedyną prawdą. Trzeba sobie uzmysłowić pewien fundamentalny fakt. Duchowni są powoływani spośród zwykłych ludzi, z tego samego środowiska, i są wystawieni na te same pokusy i słabości, co ludzie świeccy. Chrystus mógł, ale nie zbudował nowej wspólnoty z aniołów lub z nieskazitelnych ludzi. Raczej z ludzi normalnych, szeregowych, prostych i szorstkich, jak ich spracowane ręce. Syn Boży przyszedł na ten świat w uniżonej postaci i jak dobry cieśla, którym stał się dzięki przybranemu ojcu Józefowi, pozbierał kawałki najbardziej topornych i pokrzywionych stołów i krzeseł i z nich zbudował łódź-Cerkiew, która utrzymuje się na powierzchni wzburzonego morza dziejów już trzecie tysiąclecie.

Paradoksalnie, jest nawet pewien plus w tym, że duchowni są niejako z tej samej „gliny” co ich podopieczni. Dzięki temu łatwiej jest im wczuć się w sytuację zwykłych ludzi, zrozumieć motywy ich zachowania i postaw, raczej współczuć im aniżeli dziwić się i oburzać z powodu każdego grzechu i słabości, być miłosiernym w stosunku do błądzących, co prawdopodobnie jest najpiękniejszą cechą kapłana. Być może z tego powodu Chrystus nie przekreślił Piotra, który trzykrotnie wyparł się go i któremu oznajmił, że przebaczać należy nie siedem razy, ale 77, czyli w praktyce zawsze.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

o. Konstanty Bondaruk

Odpowiedz