Home > Artykuł > Odrodził białoruską Cerkiew

Odrodził białoruską Cerkiew

W wieku 86 lat, 12 stycznia, w Mińsku zmarł metropolita Filaret, pierwszy (od 2013 roku honorowy) egzarcha Białoruskiej Prawosławnej Cerkwi. Odszedł do Pana jeden z najwybitniejszych hierarchów naszych czasów, człowiek wielkiej kultury, dobroci, a nade wszystko wierny sługa Chrystusowej Cerkwi. W zgodnej opinii współczesnych był odnowicielem białoruskiej Cerkwi.

Metropolita Filaret (świeckie imię Kirył Wachromiejew) urodził się w 1935 roku w Moskwie w starej dworiańskiej (szlacheckiej) rodzinie. Jego przodkowie na przełomie XIX i XX wieku pełnili ważne funkcje w Jarosławiu. Gdy jego pradziadek Iwan Aleksandrowicz Wachromiejew był gorodskim gławoju (burmistrzem) w Jarosławlu wybudowano elektrownię, założono wodociągi i kanalizację, uruchomiono tramwaje, co tak wzburzyło tracących zarobek dorożkarzy, że Iwan Aleksandrowicz musiał przed ich gniewem „skryć się w nieznanym miejscu”. Ojciec przyszłego egzarchy był wykładowcą w prestiżowej moskiewskiej szkole muzycznej im. Gniesinych i autorem podręcznika do nauki cerkiewnego śpiewu. Matka i starsza siostra także uczyły muzyki. Przed młodym, uzdolnionym muzycznie, Kiryłem – ukończył średnią muzyczną szkołę w zakresie chóralnego śpiewu i gry na wiolonczeli – otwierała się kariera artysty muzyka. Jednak młody Wachromiejew wybrał inną drogę. Po ukończeniu średniej szkoły wstąpił do duchownego seminarium.

By choć trochę zrozumieć heroiczny wymiar decyzji młodych wówczas ludzi, poświęcających życie służbie Bogu i Cerkwi, warto przypomnieć sytuację ruskiej Cerkwi w XX wieku. Prześladowania, jakim w bolszewickiej Rosji poddano wyznawców Chrystusa, można przyrównać jedynie do tych z pierwszych wieków chrześcijaństwa w Cesarstwie Rzymskim. Trwały one z różnorakim natężeniem i w różnych formach od zdobycia przez bolszewików władzy w 1917 roku do gorbaczowowskiej pierestrojki lat osiemdziesiątych XX wieku. Od rewolucji październikowej do wybuchu drugiej wojny światowej zamordowano około ćwierć miliona duchownych, mnichów, mniszek i świeckich działaczy rosyjskiej Cerkwi, zburzono około 45 tysięcy świątyń. W przeddzień wybuchu drugiej wojny światowej struktury cerkiewne znajdowały się w formie szczątkowej, na ogromnych obszarach ZSRR otwartych było kilkaset cerkwi, wszystkie monastery i szkoły teologiczne były zamknięte, a państwo przeznaczało ogromne środki na ateistyczną propagandę, w której Cerkiew na wszelkie sposoby oczerniano, a służących w niej duchownych przedstawiano jako „ciemnych, często pijanych, popów”.

Wymagająca mobilizacji wszystkich sił narodu wojna z faszystowskimi Niemcami i ich sojusznikami skłoniła Stalina do zmiany polityki wobec Cerkwi. W 1943 roku pozwolono na otwarcie świątyń i kilku monasterów, reaktywowano działalność seminariów, w tym przy Troicko-Siergiejewskiej Ławrze, do którego wstąpił przyszły hierarcha. Choć do śmierci Stalina w 1953 roku nadzorowana przez władzę Cerkiew mogła odbudowywać swoje struktury, to wśród wiernych żywa była pamięć o wielkim terrorze.

REPRESJE KOMUNISTÓW

Represje wobec Cerkwi wznowiono w czasach Nikity Chruszczowa. Ponownie zamknięto około 10 tysięcy świątyń, z których większość zburzono, a sam przywódca radzieckich komunistów oświadczył publicznie, że niedługo pokaże w telewizorze „ostatniego popa”. Reżim Breżniewa – i znajduje to potwierdzenie w dostępnych dziś archiwach Rady do spraw Religii ZSRR – zamierzał kontynuować prześladowania Cerkwi, choć miały one przybrać bardziej cywilizowane formy. Możliwe, że przekonany o swojej wszechwładzy Chruszczow zrealizowałby swoje plany, gdyby do Cerkwi nie przyszło nowe, dorastające już w czasach radzieckich, pokolenie.

– Przyszliśmy do Cerkwi – powiedział starszy o sześć lat od metropolity Filareta zwierzchnik Ruskiej Cerkwi w latach 1990-2008 patriarcha Aleksy II – gdy za wiarę w Boga już nie rozstrzeliwano i do więzień nie wsadzano, ale o tym co przeżyliśmy, wie tylko Bóg.

– Nasze pokolenie – powiedział mi kiedyś w rozmowie zmarły w 2008 roku o. Witalij Borowoj – jest stracone, jesteśmy nawozem. Wierzymy jednak, że Cerkiew się odrodzi. Nasza Cerkiew jest ziarnem, które pada na ziemię i umiera, ale z tego ziarna wyrośnie nowe potężne drzewo, nowa Ruska Prawosławna Cerkiew, sławna i silna nie siłą człowieka i nie swoją władzą. Będzie silna wiarą, świętością i łaską Bożą.

I taką wiarę, połączoną z pełnym oddaniem służbie Cerkwi, miał w sobie metropolita Filaret. Wierzył, choć do końca nie był przekonany, że nastąpi to za jego życia, że bezbożna władza upadnie, że Cerkiew odzyska możliwości głoszenia Ewangelii bez oglądania się na państwo i niemal wszechwładnych wobec duchowieństwa państwowych urzędników.

W 1959 roku, gdy chruszczowowskie represje wobec Cerkwi przybierają na sile, Kirył Wachromiejew składa śluby mnisze. Jego zwierzchnicy, dostrzegając wiarę, inteligencję i wyniesioną z rodzinnego domu kulturę osobistą młodego mnicha, powierzają mu coraz to nowe obowiązki. W 1965 roku synod RPC mianuje go biskupem tychwińskim i pomocniczym metropolity leningradzkiego i nowogrodzkiego Nikodema (Rotowa). Rok później młody, 31-letni, władyka Filaret zostaje rektorem Moskiewskiej Akademii Duchownej. Troska o edukację, o właściwe przygotowanie duchownych, była jednym z najważniejszych priorytetów w jego całym życiu.

GŁOSZENIE POKOJU

Gdy represje, o których dziś mało się mówi, nasilają się, a Cerkwi grozi, podobna do tej z czasów przedwojennych, katastrofa, niespodziewanie następuje zmiana polityki władz. Powodem jest słabnąca pozycja ZSRR, przegrywającego wojskową i ekonomiczną konfrontację z Zachodem. Władze poszukują możliwości złagodzenia rujnującego gospodarkę wyścigu zbrojeń. Do nawiązania kontaktów z aktywnymi wówczas ruchami pacyfistycznymi chcą wykorzystać ludzi Cerkwi. Metropolita leningradzki Nikodem, którego o. Witalij opisywał jako „ruskiego chłopa z genialnym umysłem”, dostrzega w tym szansę ratunku dla Cerkwi. Władze, wykorzystując Cerkiew do propagowania pokojowej polityki państwa radzieckiego – głoszenie pokoju jest misją każdego Kościoła i tu rosyjska Cerkiew nie ma się czego wstydzić – muszą jednak, i rzeczywiście w czasach Breżniewa to następuje, pozwolić na pewną autonomię Cerkwi. Dzięki temu, gdy przychodzi gorbaczowska pierestrojka, możliwe jest rozpoczęcie procesu duchowego odrodzenia. O metropolicie Nikodemie, jego rzekomym kryptokatolicyzmie, pojawiają się różne, często krytyczne, opinie. O. Witalij – a jego wiedza w tym zakresie była duża – uważał je za bezzasadne. Metropolita szukał wyjścia z trudnej sytuacji i wierzył, że chrześcijanie Zachodu, których ominęły tragiczne doświadczenia bolszewizmu, gdy tylko będzie to możliwe, prawosławnym braciom okażą współczucie i pomoc.

Przekonanie o potrzebie, wręcz konieczności, budowania przyjaznych braterskich stosunków z innymi Kościołami, w pierwszej kolejności z rzymskokatolickim, podzielał także metropolita Filaret, gdy w 1978 roku został zwierzchnikiem mińskiej diecezji. Ograniczany na różne sposoby przez władze, pomagał nielicznym wówczas na Białorusi księżom katolickim, o czym osobiście od nich słyszałem. Choć swoich przekonań o potrzebie chrześcijańskiej solidarności władyka nie zmienił, to boleśnie przeżywał działalność misjonarzy zachodnich sekt, traktujących Białoruś jako pole swojej misji. Szczególnie bolesne było dla niego tworzenie na Białorusi, przy udziale księży z Polski, unickich struktur Kościoła rzymskokatolickiego – z reguły należą do nich osoby, których rodzice i dziadkowie byli prawosławni.

PROBLEM UNICKI

W maju 2012 roku, na zaproszenie ministerstwa spraw zagranicznych Białorusi, odwiedził Białoruś arcybiskup Kirył Wasil, sekretarz watykańskiej kongregacji do spraw Kościoła wschodniego, jezuita, który podczas konferencji prasowej mówił o możliwym zakładaniu hierarchicznych struktur wschodniego obrządku na Białorusi. Wizyta wywołała w białoruskiej Cerkwi głęboki niepokój. Metropolita Filaret spotkał się z wysłannikiem Watykanu. Przypomniał mu panprawosławne stanowisko odnośnie unii, czyli odrzucenie jej jako drogi ku jedności. Zwrócił uwagę, że tak dobre kontakty, jakie panują na Białorusi od 1991 roku między obu Kościołami – prawosławnym i rzymskokatolickim – wynikają w znacznej mierze z braku „problemu unickiego”.

Metropolita wysłał po tej wizycie listy do sekretarza papieskiej rady do spraw jedności chrześcijan kardynała Kurta Kocha. W odpowiedzi kardynał stwierdził, że: „Święty Tron jest twardo przywiązany do zachowania i utwierdzenia ducha braterstwa, istniejącego na Białorusi między Kościołami katolickim i prawosławnym”. Obecnie – podaje Wikipedia – na Białorusi funkcjonuje piętnaście zarejestrowanych parafii greckokatolickich oraz duszpasterstwo w Warszawie. W parafiach pracuje duszpastersko czternastu prezbiterów. Są wśród nich mnisi redemptoryści i studyci. Do stanu kapłańskiego przygotowuje się kilku kleryków w Drohiczynie, Rzymie oraz we Lwowie na Ukrainie w zakonie redemptorystów.

Mimo tych nieprzyjaznych wobec prawosławia działań metropolita do końca życia pozostawał z katolikami w przyjaznych stosunkach. – On przybył na Białoruś – powiedział w udzielonym portalowi Catholic.by 14 stycznia arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz – w czasach wojującego ateizmu i od razu zwrócił na siebie uwagę jako wyjątkowa osobowość. To wówczas na białoruskim nieboskłonie pojawiła się nowa „Gwiazda Betlejemska”, a jej imię metropolita Filaret. Zapytany, czego nauczył się od swego „ przyjaciela i nauczyciela” (tak arcybiskup określił metropolitę w pożegnalnym słowie w czasie nabożeństwa w prawosławnym soborze w Mińsku), hierarcha odpowiedział: – Nade wszystko otwartości w stosunku do ludzi innych wyznań i sztuki dialogu z ludźmi różnorakich poglądów i przekonań. Prócz tego uświadomił mi konieczność przygotowania, najszybciej jak to było możliwe, naszych duchownych, katechetów i pracy służącej chrześcijańskiemu wychowaniu naszych wiernych.

SŁUŻBA NA BIAŁORUSI

Gdy w 1978 roku metropolita Filaret obejmuje mińską diecezję na Białorusi, która w zamyśle ówczesnych władz miała stać się „pierwszą wolną od religii radziecką republiką”, funkcjonuje zaledwie 369 parafii i jeden monaster – Uspienski w Żyrowicach – gdzie przytułek znalazły mniszki wypędzone z zamkniętego w 1961 roku monasteru w Połocku i zlikwidowanego rok wcześniej monasteru w Grodnie. Jedyne na Białorusi duchowne seminarium w Mińsku zamknięto jeszcze w 1962 roku.

Nowy metropolita, mimo młodego wieku – miał 43 lata – posiadał już duże doświadczenie w cerkiewnej działalności, jako biskup pomocniczy i rektor Moskiewskiej Akademii Duchownej, w kraju jak i za granicą (przez pięć lat był arcybiskupem berlińskim, patriarszym egzarchą Europy Wschodniej). Jednocześnie z objęciem mińskiej diecezji Synod RPC mianował Filareta przewodniczącym Wydziału Zewnętrznych Kontaktów Cerkiewnych (OWCS) Patriarchatu Moskiewskiego.

I w tej funkcji, prawie czterdzieści lat temu, w 1982 roku, osobiście poznałem metropolitę. Jak wspomniałem, był to czas aktywnego angażowania Cerkwi w pokojową działalność, a z racji pełnionej funkcji, głównym koordynatorem tej działalności, był metropolita Filaret. Każdego roku wraz z przewodniczącym Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Społecznego Kazimierzem Morawskim uczestniczyliśmy w organizowanych przez OWCS „pokojowych konferencjach” w Moskwie. W późniejszych latach, gdy rozszerzyliśmy współpracę ChSS-u z patriarchatem, gdy składaliśmy wizyty patriarsze Pimenowi, a później jego następcy Aleksemu II, zawsze przyjmował nas także metropolita Filaret. Wizyty kończyły się uroczystą kolacją w siedzibie „cerkiewnego ministerstwa spraw zagranicznych” – tak prywatnie nazywaliśmy Filareta – w Srebrnym Borze. Już wtedy odczułem wielką przychylność i dobroć władyki. Dostrzegłem także, a z metropolitą spotykałem się wielokrotnie w Mińsku i Warszawie, gdzie w domu Kazimierza Morawskiego w Zalesiu zatrzymywał się w czasie podróży do Niemiec, duże podobieństwo, przejawiające się w sposobie bycia, okazywanym rozmówcom szacunku, nawet gestach, do mego ówczesnego szefa Kazimierza Morawskiego. Dopiero gdy jeden ze współpracowników władyki powiedział mi, że wychował się w dworiańskiej rodzinie zrozumiałem, że łączy ich arystokratyczne pochodzenie – Kazimierz, wnuk księcia Zdzisława Lubomirskiego, wychowywał się w pałacu Lubomirskich w Małej Wsi.

Kontakty Kazimierza Morawskiego, który był członkiem Rady Państwa PRL – ja zanim zostałem posłem pełniłem rolę tłumacza – miały w ówczesnej sytuacji pozytywne, znaczenie dla RPC. Współpraca z przedstawicielami chrześcijańskich organizacji, głównie Kościołów protestanckich z Zachodnich Niemiec, były ważkim argumentem w obronie przed planowanymi przez władze zamykaniami kolejnych cerkwi i monasterów. Gdy do hierarchów RPC docierała informacja o takich planach, do tych miejsc zapraszano zagranicznych gości. Tak metropolita Tallina, późniejszy patriarcha Aleksy II, uratował Piuchticki Monaster, zapraszając do niego, tuż przed zamknięciem, dużą grupę pastorów luterańskiego Kościoła z Niemiec. Podobnie postąpił metropolita Filaret, gdy władze zamierzały zamknąć jedyną czynną cerkiew w Połocku.

– W pierwszym dziesięcioleciu mojej służby na Białorusi – wspominał metropolita – trudno było cokolwiek w materialnym wymiarze uczynić. Koncentrowaliśmy się więc na pracy z duchowieństwem, na przygotowaniach do odrodzenia duchownego szkolnictwa, na wizytach, choć władze niechętnie na to się godziły, w istniejących, także wiejskich, parafiach.

JUBILEUSZ 1000-LECIA CHRZTU RUSI

Rok 1988, jubileusz 1000-lecia Chrztu Rusi, okazał się przełomowy. W uroczystościach uczestniczyło kilkuset zagranicznych gości – z Polski prócz delegacji naszej Cerkwi (wraz z Kazimierzem Morawskim zostaliśmy także zaproszeni) uczestniczył ówczesny prymas Kościoła rzymskokatolickiego Józef Glemp. Obchodom nadano państwowy charakter, a patriarchę Pimena wraz z metropolitami, członkami Synodu RPC, co pokazano w telewizji, przyjął na Kremlu Michaił Gorbaczow. Po uroczystościach w Moskwie, podzieleni na trzy grupy goście udali się do Kijowa, Leningradu i Mińska, gdzie lokalni biskupi we współpracy z władzami przygotowali specjalne, mające potwierdzić nową radziecką rzeczywistość, programy. W Mińsku, w celu uzgodnienia wspólnych działań, do siedziby władz republiki zaproszono metropolitę Filareta. Gdy władyka w riasie z panagiją pojawił się przed budynkiem, zaskoczeni urzędnicy zaczęli przekonywać grażdanina Wachromiejewa, że w takim stroju składać wizytę rukowoditielu respubliki u nas nie pryniato. – Ale ja jestem mnichem i innego ubrania nie mam – odpowiedział władyka. O tym epizodzie przypomniałem, gdy w 2003 roku na uroczystości z okazji imienin metropolity z wielkim bukietem kwiatów pojawił się prezydent Aleksander Łukaszenka. Tak skomentował obecność prezydenta mój białoruski przyjaciel: – Kiedyś to metropolita chodził do tych urzędników, a teraz to oni przychodzą z prośbą o radę do niego.

Autorytet, jakim cieszył się metropolita Filaret w chrześcijańskim świecie, a nade wszystko szacunek i wdzięczność wiernych, na jaką zasłużył służbą na białoruskiej ziemi, były bardzo pomocne, gdy stopniowo poszerzała się przestrzeń cerkiewnej aktywności.

– Władyka, gdy pojawiały się nowe możliwości – wspominają jego najbliżsi współpracownicy, obecny biskup brzeski i kobryński Jan i osobisty sekretarz metropolity o. Nikołaj Korżicz – pracował całymi dniami, a często i nocami. – Spał dwie-trzy godziny – opowiada niosąca posługę w biurze OWCS ihumenia Gawriiła (Głuchowa) – wstawał o szóstej rano i pracował lub jechał na służbę do cerkwi. By zmusić go do dłuższego snu ihumenia wpadała na pomysł – wyłączała, pozorując awarię, elektryczność. Ale on i tak pracował przy świecach – przyznawała ze smutkiem.

ODRODZENIE BIAŁORUSKIEJ CERKWI

Metropolita był świadomy, że od jego zaangażowania, od jego osobistego świadectwa w znacznym stopniu zależeć będzie rozpoczęty w 1988 roku proces cerkiewnego odrodzenia i duchowe przemienienie w białoruskim narodzie. Proces długotrwały, niejednokrotnie bolesny. W tym procesie stosunkowo łatwo wskazać wymierne, świadczące o odrodzeniu białoruskiej Cerkwi, elementy. Dziś białoruski egzarchat tworzy piętnaście diecezji, na terenie których istnieje ponad 1600 parafii i 34 monastery. Funkcjonują dwa duchowne seminaria, Mińska Akademia Teologiczna i Instytut Teologii, którego absolwenci otrzymują uznawane przez państwo tytuły naukowe. Funkcjonują cerkiewne bractwa i siestryczestwa, prowadzące edukacyjną, wydawniczą, socjalną działalność.

Wraz z ogłoszeniem przez Białoruś w 1991 roku niepodległości pojawił się, podnoszony najczęściej przez działaczy określających się jako „patriotyczne” białoruskich organizacji, problem autokefalii białoruskiej Cerkwi. Dzięki mądrym, uwzględniającym oczekiwania środowisk białoruskiej inteligencji, autentycznie zaangażowanej w odrodzenie białoruskiej kultury i utrwalanie białoruskiej tożsamości, działaniom metropolity na Białorusi nie doszło do niszczącego jedność prawosławia raskołu.

O opinię na ten temat poprosiłem współzałożyciela i wieloletniego przewodniczącego Bractwa Trzech Wileńskich Męczenników Mikołę Matruńczyka. Oto co powiedział: – Początek lat 90. to czas aktywnej odbudowy Cerkwi i formowania się państwa białoruskiego. Społeczeństwo było podzielone na tych, którzy trzymali się starej drogi i tych, którzy pragnęli wszystkiego nowego, nawet nie zdając sobie sprawy, co to „nowe” niesie ze sobą. Z inspiracji części inteligencji tworzono greckokatolickie, kalwińskie i luterańskie wspólnoty, przedstawiając uniatyzm i protestantyzm jako „historyczne” wyznania białoruskiego narodu. Dla patriotów ojczyzny, przeważnie ludzi świeckich i indyferentnych religijnie, ważne było przede wszystkim, aby „narodowy” kościół Białorusi różnił się od RPC. Metropolita, do którego jako Rosjanina ówczesna opozycja odnosiła się nieufnie, dobrze czuł nastroje społeczeństwa. W tych przełomowych dla Białorusi czasach od jego postawy, od jego decyzji, od tego jak pokieruje Cerkwią, jak odniesie się do wielu inicjatyw białoruskiego społeczeństwa, bardzo dużo zależało. Oto podsumowanie tego, co zostało zainicjowane i wspierane przez naszego metropolitę w tamtym czasie:

• Powołanie Komisji Biblijnej ds. Przekładu Pisma Świętego na język białoruski.

• Wsparcie naszego białoruskojęzycznego bractwa.

• Wsparcie naszej współpracy z diasporą białoruską.

• Molebny po białorusku, panichidy za dusze ważnych dla białoruskiego odrodzenia postaci (Łarysy Gieniusz, Maksima Bahdanowicza).

• Powstanie białoruskojęzycznej prasy prawosławnej (czasopisma, kalendarze itp.)

• Rozwój międzycerkiewnego dialogu i współpracy.

Wszystkie te działania doprowadziły do tego, że nawet najbardziej radykalni antycerkiewni działacze zweryfikowali swoje poglądy i darzyli metropolitę szacunkiem.

Pamiętam – kontynuuje Mikoła Matruńczyk – jak po kolejnym apelu białoruskich pisarzy o odprawienie nabożeństwa żałobnego w intencji Łarysy Gieniusz w Zelwie, metropolita postanowił sam tam pojechać i odsłużyć panichidę. Inteligencja miała przyjechać kilkoma autobusami.

Kiedy nabożeństwo się rozpoczęło, ludzi prawie nie było, tylko kilku lokalnych parafian. Metropolita, choć odczuwał dyskomfort, wszystkich obecnych witał po ojcowsku, z miłością i szczerością. Do dziś w Zelwie oddają cześć i modlą się za naszą słynną męczennicę. Wzniesiono też jej pomnik.

28 września 2007 roku w Warszawie metropolita Filaret został uhonorowany, przyznanym przez Chrześcijańską Akademię Teologiczną, tytułem doktora honoris causa. W prezentacji uzasadniającej decyzję Akademii, arcybiskup Jeremiasz zacytował słowa O. Kirył udziela chrztu Filipińczykom jednego z recenzentów, prof. Aleksandra Naumowa: „Metropolita, sam będąc rosyjskim szlachcicem, popiera rozwój języka białoruskiego jako środka religijnej komunikacji, dużą wagę przykłada do pracy białoruskiej komisji biblijnej i powstającemu pod jej auspicjami autoryzowanemu przekładowi Pisma Świętego. (…) Umiejętnie godzi przekonania patrioty Rosjanina z ideologią wszechsłowiańskiej jedności i przekonaniem o możliwości i konieczności współpracy międzywyznaniowej i międzyreligijnej”.

W wykładzie metropolita odniósł się do jego pojmowania ojczyzny. – Nie tylko Moskwa, w której się urodziłem, jest moją ojczyzną. W Ławrze Troicko-Siergiejewskiej urodziłem się jako mnich i biskup. Tichwin, północna rosyjska stolica, gdzie niosłem pierwszą posługę biskupią, rozszerzył osobiste pojmowanie ojczyzny. To pojęcie nie było związane ani z państwową ideologią, ani z patriotyczną retoryką. Ono, w sensie duchowym, było wolnościowe, gdie Duch Gospodien, tam swoboda (2 Kor 3,17). I takie poczucie wolności Bóg mi darował, gdy byłem patriarszym egzarchą Europy Zachodniej. Wtedy Berlin, Paryż, Rzym i wiele innych miast, wiele krajów i narodów od północy Europy do Góry Atos i Jerozolimy stały się mi tak bliskie, jakbym tam się urodził. Chrześcijanie mają dwie ojczyzny – ziemską i niebiańską. Ojczyzna duchowa składa się z tych miejsc, w których spotykamy Boga. Dlatego teraz ze szczególną wdzięcznością chciałbym wyrazić swoją miłość do Białej Rusi, gdzie niosę posługę bliskupią 29 lat.

Ta ziemia i ludzie w niej żyjący są jak moi rodzeni bracia i siostry. Dziś to nie są Kresy Wschodnie ani Północno-Zachodni Kraj. Dziś to suwerenne państwo.

Metropolita poprosił, by pochowano go na cmentarzu, wśród mnichów żywieckiego monasteru. Ten wyjątkowy człowiek także tą prośbą zaświadczył o swoim oddaniu i miłości do Cerkwi, do Białej Rusi.

Wiecznaja Pamiat’, Drogi Władyko!

Eugeniusz Czykwin

Odpowiedz