Home > Artykuł > Najnowszy numer > O językach sakralnych

W latach dwudziestych minionego wieku założono na Ukrainie autokefaliczną prawosławną Cerkiew – opowiada profesor historii z Kijowa Piotr Tołłoczko, wybitny znawca historii Cerkwi. – Do naszej wsi przyjechał duchowny z tej Cerkwi i zaczął służyć po ukraińsku. Moja babcia całe życie chodziła do cerkwi, ale po pierwszej Liturgii, służonej po ukraińsku, wróciła poruszona i powiedziała: „Więcej tam nie pójdę”. „Dlaczego babuniu?” – zapytali moi starsi bracia. „Bo w cerkwi zaczęli mówić tak jak na ulicy” – odpowiedziała.

Profesor komentuje: – Cerkiew jest święta, wzniosła, dlatego Liturgia ma być uroczysta. To co słyszymy w cerkwi, powinno brzmieć jak hymn, a nie jak pospolita mowa.

Chcę mówić o języku Liturgii jako o języku sakralnym.

le najpierw ogólnie – o języku. Do języka przywiązujemy co-

raz mniejszą wagę. Język bywa nieprecyzyjny, ubogi, niechlujny, zaśmiecony obcymi wpływami, o rozmytym znaczeniu pojęć, nawet wulgarny. Dla wielu służy tylko do prostej komunikacji, ale nie do porozumienia, wyrażenia myśli i sensów. Ta grupa ludzi powiększa się. Wielu nie rozumie sensu przeczytanego tekstu. W Polsce dramatycznie spada czytelnictwo książek. A z programów szkolnych nauczania literatury coraz chętniej wyprowadza się poezję, ponieważ uznaje się ją za tekst trudny i uczniowie nie rozumieją jej sensu.

Tymczasem język tworzy rzeczywistość, tak samo jak nasze myśli tworzą nasze życie. Jeśli są spokojne, ciche, łagodne i szlachetne, to i takie samo będzie nasze życie. Jak myślimy, co mówimy, tak i żyjemy. Wszystko zaczyna się od myśli, zarówno dobro jak i zło. Nasze myśli materializują się. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże. A wszystko co zostało stworzone i istnieje na kuli ziemskiej – przekonuje serbski starzec, archimandryta Faddiej Witownickij, zmarły w 2003 roku – jest Bożą myślą zmaterializowaną w czasie i przestrzeni.

Także według konfucjańskiej tradycji, język tworzy rzeczywistość – nazwy mają ogromne znaczenie. Konfucjusz zalecał, by naprawę świata rozpoczynano od poprawnego nazywania rzeczy, tak by słowa odpowiadały rzeczywistości, de facto ją tworząc. Chiny na przykład dla Konfucjusza to Państwo Środka, czyli centrum, dla myśli zachodniej to państwo Dalekiego Wschodu, czyli peryferie. Różnica zasadnicza. Tak samo jak w nazwie Kresy Rzeczypospolitej. Wilno i Kijów to Kresy czy centrum?

A my chcemy mówić o języku sakralnym, języku rozmowy, kontaktu człowieka z Bogiem, czyli wysokim, znaczeniowo misternym, precyzyjnym, nazywającym często rzeczywistość objawioną, o języku modlitwy. Dla nas językiem sakralnym jest cerkiewnosłowiański.

– Odejdźmy cerkiewnosłowiańskiego, przejdźmy w Liturgii na zrozumiały polski – nieraz słyszę takie propozycje, zwłaszcza od młodych. Pytam – a jeśli według niektórych badań 80 proc. Polaków nie rozumie tekstu czytanego po polsku, to jaki język pomoże tej grupie? A teksty sakralne należą do najtrudniejszych. Celem Liturgii nie jest li tylko przekazywanie wiadomości, bo nie jest ona portalem internetowym. Jest tajemnicą daleką od świata i spraw świeckich. W niej odbywa się działanie Chrystusa i Jego Kościoła. Tak samo Pismo Święte, pełne figur, myśli i przypowieści, pozostanie zawsze, mimo tłumaczeń i interpretacji, dokonywanych od dwóch tysięcy lat, księgą tajemniczą. A doświadczenie Tajemnicy – przekonuje rzymskokatolicki ksiądz Tomasz A. Dawidowski – wzbogaca doświadczenie wiary.

Znam i takie stanowisko pewnej grupy ludzi: – To tylko kwestia czasu, kiedy przejdziemy na polski.

Jeśli cerkiewnoslowiańskiego nie będziemy chronić i pielęgnować, może tak się stać – ze stratą dla wiary, kultury, zakorzenienia w historii i naszej tożsamości, zwłaszcza ruskiej. 

20 grudnia 1840 roku Adam Mickiewicz, poeta i profesor literatur słowiańskich, podczas wykładu w College de France mówił o językach sakralnych. O tym, że język sakralny powinien mieć charakter niecodzienny i uroczysty. Że nie można nim się posługiwać  w zwyczajnych kontaktach międzyludzkich. On musi wychodzić poza mowę potoczną, czyli mówił tak jak babuszka prof. Piotra Tołłoczki z ukraińskiej wsi.

W jaki sposób ma wychodzić poza tę mowę potoczną? Przez zachowanie lub przywołanie słów dawnych, czyli archaizację mowy oraz niedopuszczenie lub usunięcie słów pospolitych. Język sakralny lubuje się  w starym, nie używanym potocznie słownictwie – dodawał.

Mickiewicz, choć rozmiłowany w słowiańszczyźnie, nie był bynajmniej zwolennikiem wprowadzania języka polskiego do Liturgii. Zaś o łacinie jako języku sakralnym w ówczesnej Polsce mówił: „Umiejętność tego języka otworzyła wrota do starożytności rzymskiej i literatury wieków średnich. Księża oswoili się tym sposobem z cywilizacją Zachodu, a mówiąc i pisząc później, kształcili język narodowy, nadawali mu formy tak dawnej i tak wyrobionej mowy”. Czyli łaciny.

W XX wieku wtórował mu Jan Parandowski: „Najprzedniejszym tworzywem dla uświęcania języka są stare słowa, formy odrzucone w biegu życia. Wynika to z konserwatyzmu kultu, ale i z instynktownej sympatii do dawności w rzeczach wiary”.

Zauważmy, że we wszystkich rytach religijnych przejawia się tendencja do inności – niecodzienności, wzniosłości, niezwykłości. Takie są szaty liturgiczne, kroje których nie napomną żadnego garnituru, świątynie w niczym nie podobne do ludzkich mieszkań, postawa wiernych podczas Liturgii. Stąd też i język niepospolity, kryjący w sobie smak tajemniczości.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w e-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz