Home > Z kraju > Na granicy

Blisko 50 tysięcy uchodźców zginęło, próbując przekroczyć granice Unii Europejskiej od 1993 roku. W tej liczbie jest także 24-letni prawosławny Syryjczyk (piszemy o nim na stronie 44). Są też Achmed z Syrii i inni, o nieustalonej tożsamości, imigranci?, uchodźcy?, pochowani na cmentarzu muzułmańskim w Bohonikach i katolickim w Sokółce, jest też roczne (informacja od matki) dziecko. Wprawdzie oficjalnie na pograniczu polsko-białoruskim życie straciło do tej pory tylko jedenaście osób, to nieoficjalnie mówi się o kilkudziesięciu. Mieszkańcy przygranicznych miejscowości, z którymi rozmawiam, z obawą wypowiadają się o tym, co mogą zobaczyć w lasach, gdy w przyszłym roku pójdą po grzyby czy jagody.

W „Notatkach z Wiejskiej” z zasady staram się relacjonować i zamieszczać komentarze do aktualnych prac czy decyzji podejmowanych w parlamencie. W odniesieniu do kryzysu na polsko-białoruskiej granicy nie będę tego czynił. Powodem jest moje wielkie rozczarowanie i smutek, wynikające z obserwacji reakcji i stosunku, choć znaczącej, ale nie całej, tzw. elity politycznej i znaczącej części społeczeństwa do tych nielicznych uchodźców / migrantów, którym udało się, w sposób nielegalny, przekroczyć granicę, z których część potrzebowała, także natychmiastowej medycznej, pomocy.

Nawet wobec poważnego, wywołanego działaniami Aleksandra Łukaszenki zagrożenia rządzący nie są w stanie dojść do porozumienia z opozycją co do koniecznych, także w sferze humanitarnej, działań. Poza stanowiskiem, że granice muszą być strzeżone – i w tej kwestii wszystkie parlamentarne frakcje są zgodne – wszystko inne, poczynając od kwestii umiędzynarodowienia po dopuszczenie do strefy objętej stanem wyjątkowym dziennikarzy – było i pozostaje powodem sporów i wzajemnych oskarżeń. W tej trwającej od kilku lat polsko-polskiej wojence stosunkowo najmniej uwagi poświęca się sytuacji zamieszkującej przygraniczne terytoria ludności, w znaczącej części należącej do białoruskiej i tatarskiej mniejszości. Wprowadzenie i kolejne przedłużanie stanu wyjątkowego dla prowadzących działalność, w szczególności w sferze turystycznej, o czym mówią przedstawiciele tej branży i samorządowcy z przygranicznych gmin, będzie miało bardzo negatywne skutki.

Czy i na ile zrealizowane zostaną zapowiedzi przedstawicieli rządu, deklarujących udzielenie ludności z tych gmin znaczącej pomocy, okaże się już niebawem przy uchwalaniu budżetu na 2022 rok. Wraz z moimi klubowymi kolegami do projektu zgłosiliśmy kilkanaście, w tym dotyczących inwestycji w przygranicznych rejonach, poprawek. Czy zostaną uchwalone, zależeć będzie od głosów parlamentarnej większości, w tym posłów z naszego województwa.

W poprzednich latach wszystkie nasze poprawki były odrzucane. W tym roku, ze względu na skutki wprowadzenia stanu wyjątkowego, może będzie inaczej.

Odnosząc się do sytuacji na polsko-białoruskiej granicy historyk, dziennikarz, były więzień Auschwitz – Birkenau Marian Turski, powiedział: – Niezależnie od wszystkiego, w tym od tego, że nie chcieliśmy zanadto pogarszać sobie sytuacji, że próbujemy, staramy się chronić granicę, jednocześnie jesteśmy świadkami katastrofy – mówimy o niej katastrofa humanitarna. Katastrofa humanitarna to może jest dla nich – dla tych, którzy zamarzają w białowieskim lesie. Dla nas jest to katastrofa moralna.

W egzaminie z naszego człowieczeństwa ważny okazał się stosunek lokalnej ludności do uchodźców. W tej kwestii ludność ta, jak i całe społeczeństwo, jest podzielona. Choć nie brakuje i takich, którzy uważają, że uchodźcy to terroryści i mordercy, to duża część odnosi się do nich ze współczuciem. Dla prawosławnych z tych okolic uchodźcy przypominają znane z rodzinnych opowieści losy ich przodków, bieżeńców uciekających w 1915 roku przed wojną (o spłacaniu długu za okazaną wówczas ich bliskim pomoc mówią trzy siostry, str. 45).

Choć, szczególnie w pierwszych tygodniach kryzysu, upowszechniano informacje, że za pomoc uchodźcom – nakarmienie, danie wody czy suchego ubrania – grozi do sześciu miesięcy pozbawienia wolności, to wielu mieszkańców pomaga im samodzielnie lub dzwoniąc do aktywistów z Grupy Granica (koalicja kilkunastu organizacji pozarządowych od lat działających na rzecz uchodźców w wielu krajach).

W przygranicznych miejscowościach pojawiły się domy z zielonym światłem. W nich uchodźcy mogą otrzymać pomoc – posiłek, suche ubrania, leki, także pomoc prawną.

Postawa takich osób, decyzje radnych Michałowa o zorganizowanej formie pomocy w tym mieście, odnajdywanie w lesie i udzielanie pomocy przemoczonym, głodnym, chorym ludziom przez medyków i wolontariuszy budzi szacunek i daje nadzieję, że przekazane nam w Ewangelii prawdy nie zostaną zapomniane.

Czytając relacje z przygranicznych lasów, oglądając zdjęcia, wśród nich małej irackiej dziewczynki „z Michałowa” tulącej misia, którą wraz z rodzicami wywieziono do lasu, mimo woli, wracam do wspomnień ze spotkań z uchodźcami z Kosowa, którym przekazywaliśmy zebraną wówczas pomoc humanitarną. Taka sama rozpacz dorosłych, taki sam głęboki smutek w oczach serbskich dzieci.

Dzieci wraz z rodzicami z Kosowa, Iraku, Afganistanu uciekały po „humanitarnych” bombardowaniach i „pokojowych” interwencjach, w których uczestniczyli także polscy żołnierze.

Tulącą misia dziewczynkę „z Michałowa” podobno odnaleziono wraz z rodzicami w Niemczech. Jest nadzieja, że po rozmowach Angeli Merkel i Emmanuela Macrona z Władimirem Putinem i Aleksandrem Łukaszenką także przebywający wciąż przy granicy ludzie, w tym dzieci, znajdą się w bezpiecznych miejscach.

Eugeniusz Czykwin