Home > Artykuł > Listopad 2022 > Monaster i industria

Znad skromnej kopuły wyrasta potężny przemysłowy komin. Obraz taki widzę po raz pierwszy. Razi. Niepokoi. To kopuła cerkwi Świętych Archaniołów monasteru Wojłowica w Panczewie, położonego ze dwadzieścia kilometrów od Belgradu. A komin? Rafinerii ropy naftowej.

Monaster powstał na początku XV wieku. Komin z potężną rafinerią zbudowano w latach 60. minionego wieku, bezceremonialnie wchodząc na monasterskie pola i ogrody, swój metalowy płot podsuwając pod samą ścianę cerkwi, a nawet ją otaczając z trzech stron, jakby nie było innego miejsca na rozległej, zdaje się niekończącej się i niczym niezabudowanej z tej strony Belgradu równinie. To komunizm swoją industrią tak wypychał Boga z serbskiej ziemi.

Ludzkości grozi niebezpieczeństwo ze strony:

1. Intelektualizmu bez wiary

2. Industrializacji bez uprawy ziemi

3. Internacjonalizmu (dziś powiedzielibyśmy globalizmu) bez wychowania w duchu narodowym.

To słowa, które właśnie w tym miejscu, w tym monasterze, wypowiedział proroczo 17 kwietnia 1943 roku serbski władyka, św. Mikołaj Welimirowič.

Druga połowa XX wieku wybrała właśnie intelektualizm, industrializację i globalizację. Wiek XXI tylko się w tym kierunku rozpędził, popadając w chaos rewolucji obyczajowych i politycznych, wojen nazywanych hybrydowymi, nieustannie rozpalanymi w jakiejś części globu, niszcząc suwerenność państw, kulturowe kody narodów i moralnie rozkładając społeczeństwa. A wszystko w imię dominacji jednego narodu, czy raczej grupy narodów wybranych, nad pozostałymi, zsuwanymi w stronę neokolonializmu.

Co tu robił święty w 1943 roku? Siedział w więzieniu od 16 grudnia 1942 roku do 14 września 1944 roku – dwa lata bez trzech miesięcy, bo monaster zamieniono w srogie więzienie, w którym w tym samym czasie internowano serbskiego patriarchę Gawriło Dożičia, władykę Wasilije Kostičia, przyszłego władykę Jowana Welimirowicia i innych duchownych.

Niemcy wiedzieli, że trzeba pozbawiać Serbów sił duchowych, czyli izolować od niego jego najlepszych synów, zwłaszcza tych, którzy stawiają opór nazizmowi.

Władyka Mikołaj, gdy był internowany w tym monasterze, miał już 62 lata i bogaty życiorys. Skończył teologiczny fakultet w Belgradzie, potem studiował w Brnie na starokatolickim teologicznym fakultecie, gdzie się w 1909 roku doktoryzował, a rok później przyjął mnisze postrzyżyny. Spędził jakiś czas w carskiej Rosji, którą do końca życia wpisał do swojego serca. Potem został posłany do Anglii i Ameryki. W 1919 roku sobór serbskiej Cerkwi wyświęcił go na biskupa, w następnym roku posyłając na katedrę ochrydzką.

Władyka zaczyna intensywny okres życia – odnawia życie monastyczne, buduje nowe cerkwie. Tak aktywni i święci za życia ludzie nie podobają się niemieckiemu okupantowi, więc ich izolują. Z Wojłowicy posyłają świętego do obozu koncentracyjnego w Dachau. Ale tu w monasterze zdążył jeszcze napisać „Modlitewny Kanon do Najświętszej Bogarodzicy”, pięknie wydany w ubiegłym roku, z dołączoną do niego płytą z nagraniem Kanonu.

Dachau wyzwolili 8 maja 1945 roku Amerykanie. Święty ostał się przy życiu. Do rządzonej przez komunistów Serbii nie mógł wrócić.

Lata powojenne spędził w Ameryce, wykładając jako profesor teologii w najważniejszych prawosławnych duchownych szkołach USA – serbskim seminarium św. Sawy w Libertyville, w seminarium św. Włodzimierza w Nowym Jorku, św. Tichona w Pensylwanii, Świętej Trójcy w Jordanville. Pisał książki, występował w radiu. Zmarł 18 marca 1956 roku. Pochowano go w monasterze św. Sawy w Libertyville. W 1991 roku jego ciało przeniesiono do rodzinnej wsi w Serbii, Leliczi, do monasteru św. Mikołaja.

Monaster Wojłowica dba o pamięć św. Mikołaja Welimirowicia. Wydał książkę „Zatoczenik Manastira Wojłowice” o świętym władyce Mikołaju. Napisał ją, w postaci dziennika, władyka Wasilije Kostič, który dokładnie w tym samym czasie co święty był internowany w Wojłowicy. Na monasterskim domu widnieją dwa duże freski. Jeden z nich przedstawia św. Mikołaja, drugi św. Justyna Popowicia.

Wędrując po Bałkanach, po raz trzeci natknęłam się na ślady św. Mikołaja – w Ochrydzie, Bitoli i nieoczekiwanie w Panczewie. Kiedy czytałam natchnione, tak uważam, pisma świętego, takie chodzenie po jego śladach jest niczym osobiste spotkanie, pełne radości.

To męski monaster. Ale mnichów nie widzę, tylko kobiety, jak siostry miłosierdzia, spowite w długie spódnice i chusty na głowach, co raz pojawiają się w monasterskim krajobrazie. Dowiaduję się, że mnich jest jeden, o. Teodor, a wspomaga go ze 30-40 sióstr, takich jak je widzę, świeckich kobiet przyjeżdżających z Belgradu, Panczewa. Z hieromnichem Teodorem pozostają w ciągłym kontakcie. Tak samo jak i grupa mężczyzn. Przyjeżdża do monasteru, by śpiewać podczas Liturgii.

Po wybudowaniu rafinerii ciągle próbowano wznowić tu życie monasterskie. Niestety, cerkiew pełniła tylko rolę zwykłej parafialnej aż do 2007 roku, kiedy przybył tu ihumen Dimitrije. Zmarł w 2019. Jego grób bieleje marmurem obok cerkwi.

– Ziemia wokół rafinerii drży – z niepokojem mówi prof. Wiera Carina, dyrygentka, muzyk. – W takich warunkach boję się o zdrowie naszego mnicha Teodora.

Co wiemy o przeszłości monasteru? W wieku szesnastym, kiedy kwitł nasz monaster w Supraślu, tu w Wojłowicy również kwitło życie monasterskie. W 1542 roku niosło w nim podwig 36 hieromnichów, diakonów i zwykłych mnichów. Taką ich liczbę zanotował słynny owego czasu drukarz Bożidar Vuković w swoim „Zborniku”, tłoczący słowiańskie księgi w Wenecji. Są przypuszczenia, że monaster mógł powstać nawet na początku XV wieku. W źródle pisanym z XVIII wieku znajdujemy wzmiankę, że serbski władca Stefan Łazarewic obdarował w 1405 roku monaster Świętych Archaniołów. Tu do dziś znajdują się relikwie bardzo czczonego św. Grzegorza Synaity – wchodząc do cerkwi po prawej stronie narteksu możemy się pokłonić jego relikwiom. Zgodnie z przekazem św. Grzegorz opuścił Synaj i dołączył do ruchu hezychastycznego, który zajaśniał w XIV wieku w Imperium Bizantyńskim. Ruch przyjął się na ziemi serbskiej za rządów wielkiego księcia Lazarza i władcy Stefana. Być może odwiedził święty z Synaju i monaster Wojłowice, który bez wątpienia jest jednym z najstarszych świadków serbskiej duchowej kultury na północ od rzek Sawy i Dunaju.

Poczynając od XVI wieku coraz więcej jest wzmianek o tym monasterze, o jego sławnych dziejach ale i zniszczeniach dokonywanych przez Turków, którzy na przykład w 1716 roku spalili cerkiew z trzema mnichami wewnątrz. Inni mnisi zostali ścięci albo wzięci do niewoli. Jeden mnich, Mina, wróciwszy z niewoli w 1730 roku, odnowił tu życie monastyczne. Już po ośmiu latach monaster znów wróg zrujnował. Ale ponownie został odbudowany.

W 1801 roku w Budzie ukazuje się pierwsza monografia tego monasteru, napisana przez jego ihumena Joanikije Milkovicia, jedna z pierwszych w ogóle dotycząca serbskich monasterów.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w e-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz, fot. autorka