W Polsce „Ruski” brzmi jak obraza. Jeśli tekst Huberta Kowalskiego „Ruska droga posła Czykwina”, który powstał na zasadzie „nasz rozmówca ze środowiska prawosławnych” donosi, zamieszcza „Gazeta Polska”, to coś to znaczy.

Dla mnie ni mniej, ni więcej – zbliżają się wybory parlamentarne. Będzie walka o każdy mandat poselski. Trzeba więc zaatakować osobę, która potencjalnie ma w środowisku prawosławnym największe szanse na zdobycie mandatu, czyli Eugeniusza Czykwina. „Nasz rozmówca” jest doskonale zorientowany, że gdy w 2015 roku Czykwin nie startował w wyborach do Sejmu, bo „chciał ustąpić miejsca młodym przedstawicielom społeczności prawosławnej”, jak czytam w GP, to nikt z prawosławnych nie wszedł do Sejmu.

Prawda jest taka, że do polityki dojrzewa się latami i dekadami, najlepiej na początku „pod parasolem” wyrobionych polityków, którzy umieją wprowadzić młodego adepta w ten świat. I do takich Czykwin miał szczęście. Uczyli go, jak nie spalić się na starcie, jak negocjować rozwiązania korzystne dla swego środowiska, jak na przykład słynne i niezbędne ustawy, regulujące stosunek państwa do Cerkwi prawosławnej i do mniejszości narodowych – w dzisiejszej politycznej atmosferze, podejrzewam, już nie byłyby do uchwalenia. I naszą Cerkwią bez tej ustawy można by było rzucać jak statkiem na wzburzonym morzu – w zależności od programu ekipy rządzącej.

Więc po co silny kandydat? Trzeba do niego „strzelać”, zanim jeszcze zdecyduje się na start w wyborach, najlepiej tak, by jego nazwisko nie znalazło się na żadnej liście wyborczej. Dlatego w tekście dziennikarz Hubert Kowalski już przymierza do Czykwina, niczym garnitury, partyjne listy, które by mu pasowały/nie pasowały. SLD? Nie, bo promocja LGBT i aborcji, postulaty usuwania ze szkół religii – więc ideologicznie nie pasuje taka lista.

PO? Tu sugeruje, że chociaż Czykwin potrafi zdobyć około 14 tysięcy głosów, czyli dużo, więc dla partii go wystawiającej dobrze, to w tym środowisku „duża część parlamentarzystów KO nie przepada za Czykwinem, traktuje go jako «ciało obce» i konkurencję” – sugeruje autor. I na pewno pragnąłby, wraz ze swoim „rozmówcą ze środowiska prawosławnego”, by jego głos usłyszeli ci, którzy będą układali listy wyborcze do parlamentu.

A my – prawosławni, Białorusini – mamy do wybrania do parlamentu albo Eugeniusza Czykwina. Albo – kogo? Tu nie mam odpowiedzi. Bo kto zdoła zdobyć np. 14 tysięcy głosów, oferując polityczną dojrzałość i odwagę?

Anna Radziukiewicz