Istnieje dość popularne powiedzenie: „święte miejsce nie próżnuje” (ros. Swiato miesto pusto nie bywajet). Ta fraza często wybrzmiewa w miejscach tłumnie odwiedzanych przez pielgrzymów. Przysłowie i frazeologizm o „świętym miejscu” opiera się głównie na wielowiekowej obserwacji życia religijnego. Wierzący człowiek, zwłaszcza ciężko doś-wiadczony przez los, biedny, słaby i bezbronny, intuicyjnie odczuwa, że tylko Bóg może go obronić. Z tą myślą ludzie ciągną do miejsc, które w powszechnym odczuciu są wyróżnione szczególną łaską i obecnością Bożą. Wobec ogromu ludzkich nieszczęść i potrzeb takie „święte” miejsca wręcz nie mogą być puste. Tym bardziej, że ludzi przyciąga nawet samo piękno świątyni, szczególnie poruszające nabożeństwa i modlitewny śpiew.
Miejsca kultu od zawsze tętniły życiem. Dla Żydów najświętszym miejscem była świątynia jerozolimska. Zarówno w czasach swej największej świetności, ale także i upadku, to było „święte” miejsce, „mieszkanie Boga” na ziemi. Ku niemu zwracano się w czasie modlitwy i w stronę Syjonu kierowano tęskne spojrzenia w latach niewoli. Kilka razy do roku do Jerozolimy przybywali pielgrzymi, nawet z odległej diaspory. Obecnie, gdy ze świątyni pozostał tylko niewielki fragment zwany „ścianą płaczu”, sama Jerozolima jest sanktuarium trzech wielkich religii – judaizmu, chrześcijaństwa i islamu.
Mimo iż w Piśmie Świętym to powiedzenie nie występuje dosłownie, to jest ono zasugerowane, przy tym dość osobliwie, w kontekście duszy ludzkiej i sił nieczystych. Gdy Chrystusowi zarzucono, że uzdrowił człowieka opętanego przez demony mocą księcia sił ciemności – Belzebuba, Jezus oznajmił, że czyni to mocą Ducha Bożego (por. Mt 12,22-28), natomiast oskarżający go mają „diabła za ojca” (J 8,44). Dodał również tajemnicze słowa o nieczystym duchu, który wychodzi z człowieka, ale wraca. Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku, ale nie znajduje. Wtedy mówi: „Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem”; a przyszedłszy zastaje go niezajętym, wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze z sobą siedmiu innych duchów, złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy, niż był poprzedni. Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem (Mt 12,43-45, por. Łk 11,24-26). Czyli nawet stan narodu wybranego, niegdyś oczyszczonego, uświęconego i chronionego przez Boga, wkrótce może stać się jeszcze gorszy niż był na początku.
Szatan i stan umysłu
W Starym Testamencie mówi się o szatanie z rzadka, by nie wzbudzać błędnego mniemania o istnieniu sił równych Bogu, nie sugerować równorzędnego dualizmu dobrych i złych mocy. Szatan przedstawiany jest jako upadły anioł, przeciwnik, oskarżyciel przed Tronem Boga. Walka ze złymi duchami przybierała formy: oczyszczenia z grzechów poprzez kozła ofiarnego (Kpł 16,3-27), ochrony przed niszczycielem poprzez skropienie krwią baranka odrzwi (Wj 12,21-23), trwania w sprawiedliwości powodującego, że szatan nie ma władzy nad człowiekiem (Za 3,2), rytualnych egzorcyzmów w Księdze Tobiasza, objawionych przez anioła (Tb 6,8; Tb 8,2). Natomiast w Nowym Testamencie pojawia się wiele historii i miejsc, gdzie Chrystus, a później w Jego imieniu apostołowie wyrzucają demony, sługi Szatana, z opętanych i uzdrawiają chorych. „Duch nieczysty” w Biblii oznacza zarówno szatana, jak i grzeszny stan umysłu (np. Pwt 2,30; Prz 25,28; Iz 54,6, 61,3; Ez 18,31; Mk 14,38; Łk 2,40; 2 Kor 2,13, 12,1; Ef 4,23). Według Pisma Świętego wnętrze człowieka określa jego postawę i działanie, ponieważ jak człowiek myśli w swym sercu, takim jest (Prz 23,7).
W ten sposób ewangeliczna przypowieść opisuje stan oczyszczonego umysłu ludzkiego, który może ulec jeszcze większej degeneracji. Tak było w przypadku króla Saula, którego stan psychiczny obecnie pewnie byśmy określili jako rodzaj depresji czy psychozy maniakalnej. Kiedy król został uwolniony przez Dawida z harfą od „nieczystego ducha”, jego stan poprawił się, ale na krótko, aby pogorszyć się jeszcze bardziej (1 Sm 16,14). Tu trzeba zauważyć, że to “zły duch od Pana” wpływał na chwiejny stan umysłu Saula, czyli niejako sam Bóg poddawał go próbie.
Nie powtarzać starych grzechów
Powrót ze zdwojoną siłą złych mocy unaocznia nam i jest podstawą każdej kolejnej spowiedzi. Za sprawą przyrodzonej skłonności do grzechu człowiek bezustannie upada i próbuje się podźwignąć. Gdy analizuje swoje życie, widzi nawrót grzechów i idzie wyznać je przed spowiednikiem. Po otrzymaniu rozgrzeszenia odchodzi uwolniony, oczyszczony, pełen euforycznej radości. W zależności od stopnia intensywności przeżywanej wiary, niejednakowe jest u ludzi poczucie ulgi z powodu uwolnienia od grzechu i ponownego pojednania z Bogiem. Ci, których wiara jest powierzchowna, traktują spowiedź bardziej jako obowiązek, niekoniecznie przyjemny, ale przynoszący jakąś ulgę. Jednak błogi stan wewnętrznej czystości nie trwa długo. Człowiek znów rzuca się w powszedni wir życia i wraca do starych nawyków. Świeżość, niewinność, lekkość i wolność duszy blednie i zanika. Powraca to samo dojmujące poczucie winy, ciężaru, smutku i przygnębienia. Znowu nie udaje się pokonać własnych słabości. Nie starcza sił i chęci, by zmagać się z przeciwnościami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Ciągły pośpiech i wielość piętrzących się utrapień powodują nerwowość. Tak oto z tego cudownego stanu czystości, uwolnienia i lekkości po spowiedzi nic nie pozostaje.
Dlaczego tak się dzieje? Bo, zdaniem doświadczonych spowiedników, to było tylko spłukanie win, natomiast ich gruntowne obmycie wymaga mocnego postanowienia poprawy. To powinno być autentyczne staranie się, by znów nie ulec danej słabości. Szatan wykorzystuje ułomność natury ludzkiej i kusi do pofolgowania sobie. Jako przebiegły i inteligentny, jest w stanie przedstawić ewidentne zło jako dobro, rzecz karygodną jako nieszkodliwy kaprys. Ludzie mocno zredukowali wymagania względem siebie, bo z podszeptu szatana chcą być „jak wszyscy”. Tymczasem nie od dziś wiadomo, że „Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób” (Oscar Wilde). To samo można powiedzieć o wyborze drogi życiowej. Upodabnianie się do ogółu i większości w tzw. „owczym pędzie” stępiło niejedno sumienie. Głęboko słuszne jest również stwierdzenie, że największym sukcesem Szatana jest przekonanie ludzi o swym nieistnieniu. Już sama niewidzialność dla niektórych oznacza niegroźność, a skoro coś w ogóle nie istnieje, to tym bardziej nie warto zaprzątać sobie głowy. Tragiczne nieporozumienie.
Nie dawać miejsca diabłu
Duch nieczysty wraca do człowieka, ponieważ w jego wnętrzu znów znalazło się miejsce dla niego. Co więcej, ten wewnętrzny dom znów jest „niezajęty, wymieciony i przyozdobiony” na przyjęcie nie jednego, ale siedmiu demonów, czyli całej ich pełni. To dlatego św. apostoł Paweł, nawołując do porzucenia „starego” człowieka i przyobleczenia się w „nowego” (por. Ef 4,22-24), z naciskiem apeluje: Nie dawajcie miejsca diabłu! (Ef 4,27). W szczególności gniew, zdaniem apostoła, jest furtką i zaproszeniem do powrotu diabła. Ponieważ nawet odrobina kwasu całe ciasto zakwasza? (1 Kor 5,6), diabeł, gdy dostaje odrobinę miejsca w duszy człowieka, przy pomocy podstępu i kłamstwa (zob. Rdz 3) zaczyna uzyskiwać coraz więcej przestrzeni w życiu człowieka. Słowo „miejsce” to przekład greckiego pojęcia totos i może oznaczać zarówno miejsce, jak stanowisko, okazję, pretekst, szansę, sposobność. To jasne, że próbujemy „opróżnić umysł” od stresu, zmartwień i negatywnych wspomnień, ale mózg zawsze potrzebuje być czymś „wypełniony”. Apostoł radzi: W końcu, bracia, rozmyślajcie o tym, co prawdziwe, szlachetne, sprawiedliwe, czyste, miłe, godne polecenia, co może uchodzić za wzór i zasługuje na uznanie (Flp 4,8). Mamy starać się napełniać serca modlitwą i czystymi myślami. „Kiedy myślisz o czymś dobrym, nie ma miejsca by weszły tam złe myśli” (Joyce Meyer).
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w e-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
o. Konstanty Bondaruk




